1st Wizz Air Half Marathon Katowice 2018 – relacja

1st Wizz Air Half Marathon Katowice 2018 – relacja

Dzisiaj minął równo tydzień od pierwszej edycji Wizz Air Halfmarathon Katowice, biegu po którym wielu biegaczy oczekiwało naprawdę sporo. Celowo nieco zwlekałem z napisaniem swojej relacji z tej imprezy – zaraz po niej pojawiło się w internecie bardzo dużo hejtu i negatywnych opinii na temat samej imprezy a ja chciałem się od tej ogólnej tendencji odciąć i opisać po prostu swoje wrażenia, bez patrzenia na to, co piszą inni. Mam nadzieje, że mi się to w dużej mierze uda.

Szczerze mówiąc nie planowałem bieg żadnego półmaratonu w czerwcu. Baaaa, nie miałem nawet w planach żadnego innego biegu w czerwcu, który jest dla mnie gorącym okresem. Jednak początkiem maja dowiedziałem się, że w Katowicach szykuje się duża impreza, której głównym sponsorem są moje ulubione tanie linie lotnicze – Wizz Air (które mają bardzo szeroką siatkę połączeń z lotniska w Pyrzowicach). Uznałem, że jeżeli tylko się uda, może i bez przygotowania ale po prostu chcę wziąć udział w tej imprezie – tak też się stało, zapisałem się na najdłuższy dystans, czyli półmaraton (prócz niego odbywał się również bieg na 10 km, 5 km, nordic walking oraz biegi dziecięce).

Byłem pod wrażeniem tego jak w bardzo krótkim czasie organizator postarał się o wiele atrakcji. Bardzo podobała mi się szeroka i bardzo dobrze skrojona komunikacja w mediach społecznościowych oraz funkcjonalnie i przejrzyście zaprojektowana strona internetowa ze wszelkimi niezbędnymi informacjami – pod tymi względami chylę czoła, bo wykonano naprawdę kawał dobrej roboty i wiele większych biegów nie ma tak dobrze rozwiniętej komunikacji z zawodnikami.

Biuro zawodów było czynne już dwa dni przed zawodami dlatego osoby z okolic Katowic mogli spokojnie odebrać sobie pakiet startowy wcześniej i czekać na start. Ja tak jak wspominałem początek czerwca miałem bardzo intensywny dlatego wybrałem wariant „na ostatnią chwilę”. Co więcej – korzystając z sugestii na FB wybrałem się na zawody pociągiem Kolei Śląskich (w dzień zawodów KZK GOP i Koleje Śląskie były za darmo na podstawie numeru startowego). Byłem pewien, że kolejka po odbiór pakietu będzie długa na dwie godziny przed startem. Jakież było moje zdziwienie gdy wszedłem na lodowisko obok katowickiego Spodka i po dosłownie kilku minutach odebrałem pakiet startowy. Na wzór największych imprez osobno odbierało się numer, osobno koszulkę i osobno resztę pakietu – moim zdaniem to dobre rozwiązanie, które tak naprawdę sprawia, że uczestnik krócej czeka. Wiem, że to dopiero pierwsza edycja ale szkoda, że nie było w biurze zawodów stoiska chociażby z żelami energetycznymi. Z kolei na duży plus zasługują wolontariusze – którzy byli uśmiechnięcie i skorzy do pomocy.

Sam pakiet startowy oceniam na bardzo bogaty. Za 59 złotych (a pierwsza pula była za 39 zł!) każdy z uczestników otrzymał koszulkę techniczną (całkiem niezłą), Oshee, numer startowy ale również… bon na 20 euro do zrealizowania na loty linią WizzAir warty przez rok! Już sam ten voucher przekraczał wartość pakietu (a z pewnością go wykorzystam!), można powiedzieć – czysty zysk!

Po odebraniu pakietu udałem się do szatni, przebrałem i oddałem plecak do depozytu (wbrew temu co piszą niektórzy nie czekałem nawet 5 minut w kolejce – oddawałem wewnątrz lodowiska). Potem udałem się na plac przed Spodkiem, gdzie już szykowano start imprezy.

Na placu czekała orkiestra, która pięknie grała i umilała biegaczom czas oczekiwania. Prócz tego po odczekaniu kilkunastu minut można było wziąć udział w loterii Wizz Air (ja akurat wylosowałem naklejany tatuaż…), było też całkiem sporo ToiToiów. Ogólnie widać było, że impreza miała być z przytupem – spora scena, ogromne flagi z nazwą imprezy powiewające na fasadzie Spodka – to robiło wrażenie. Z drugiej strony kącik dla dzieci w bardzo głośnym miejscu (między orkiestrą a sceną) tylko ze stołem z kredkami wyglądał naprawdę słabo. Z biegiem czasu atmosfera się poprawiała, ludzi pojawiało się coraz więcej i… robiło się niestety coraz cieplej. Zresztą – zdawałem sobie sprawę, że te zawody nie będą należały do łatwych, właśnie ze względu na upał (a bardzo nie lubię biegać w upale). W końcu rozpoczęła się rozgrzewka prowadzona przez trenerkę na scenie – bardzo wielu biegaczy wzięło w niej udział, następnie organizator zaprosił do ustawiania się na linią startu przed rondem – tam też się udałem.

Wiedziałem, że nie ma sensu nawet próbować bić swojej życiówki, którą mam od ostatniej edycji PKO Silesia Półmaratonu (1:41), uznałem że spróbuję pobiec za pacemakerami na 1:50 licząc, że być może się uda – tak też się ustawiłem. Gruba na ten czas była na początku dość sporo. Marek, który miał nas prowadzić powiedział kilka słów o taktyce przed startem i nagle… okazało się, że ruszyliśmy. Niestety bardzo zabrakło jakiegoś odliczania, strzału pistoletu startowego czy chociażby jakiejś muzyki oznajmiającej start biegu – część biegaczy była nieco zdezorientowana, ale wszyscy w tłoku ruszyli do przodu.

Początek trasy to ścisłe centrum Katowic, ruszyliśmy spod Spodka, przez rondo mijając powstający KTW, budynek NOSPR i spoglądając na Muzeum Śląskie skręciliśmy w prawo i nieco dalej zaczął się pierwszy, dość długi podbieg. Było jeszcze dość tłoczno i biegło się już ciężko. Do tej pory mi to nie przeszkadzało ale… zauważyłem pewną irytującą rzecz w niektórych  biegaczach. Ja rozumiem, że muzyka bardzo pomaga w bieganiu ale zakładając słuchawki na zawody, w których bierze udział ponad 1 800 zawodników bardzo utrudnia to życie. Delikwent, który biegnie w słuchawkach nie reaguje nie tylko na to, że ktoś próbuje go wyprzedzić ale nawet na komunikaty takie jak „lewa/prawa wolna”. Na pierwszych kilometrach, gdy było naprawdę tłoczno osoby w słuchawkach stanowiły dla mnie dodatkową barierę, przez którą trudno było się przebić. Odbieram to trochę w kategorii samolubstwa, bo ktoś kto rozkręca sobie muzykę na tyle by nie słyszeć tego co dzieje się wokół jest po prostu egoistą. Żeby nie było – takich osób na trasie spotkałem bardzo wielu. Może chociaż warto ściszyć muzykę na tyle by słyszeć cokolwiek?

Pierwszy punkt z wodą pojawił się dość niespodziewanie i był w niefortunnym miejscu – po lewej stronie i to na zakręcie, udało mi się jednak wziąć kubek z wodą (uznałem, że ze względu na warunki atmosferyczne  będę pił na każdym punkcie). W okolicach 5 kilometra trafiliśmy za centrum handlowe 3 Stawy i tam czekał nas z kolei długi, przyjemny zbieg. Dla mnie to był moment gdy zacząłem myśleć, że ten bieg będzie naprawdę ciężki. Już te kilka kilometrów w upale sprawiły, że czułem się jakbym przebiegł co najmniej dwa razy tyle. Nie chciałem jednak się poddawać. Z pewną dozą samozaparcia trzymałem się za pacemakerem aż do terenów rekreacyjnych w Dolinie Trzech Stawów – czyli w okolicach połowy trasy. W międzyczasie zauważyłem, że pacemakerka na 1:50 przestała z nami biec, co dodatkowo nieco zmniejszyło moje morale. Po 11 kilometrze już wiedziałem, że nie utrzymam się za Markiem. Nieco zwolniłem i cóż dużo mówić – powiedziałem sobie, że biegnę poniżej 2h, żeby nie było wstydu. Kolejne kilometry ciągnęły się niemiłosiernie aż tu w momencie kryzysu, tak po 15 kilometrze zaczął się podbieg w pełnym słońcu z powrotem w stronę centrum Katowic. To była chwila, którą zapamiętam na długo, dawno nie byłem tak bliski tego by po prostu stanąć i odpocząć sobie w cieniu kilka minut. Tak po prostu. Nie poddałem się jednak i po chwili zaczęły się już ostatnie kilometry – zbieg w stronę centrum, było gorąco jednak znajome budynki centrum Katowic dodawały animuszu. Trochę szkoda, że nawet biegnąc przez rynek (jak i na całej trasie) kibiców można było policzyć na palcach dwóch dłoni. Jedynie przy Spodku inni biegacze i ich rodziny zagrzewały mocno do boju. Na długo zapamiętam przebiegnięcie przez rynek i całe centrum w stronę Spodka (PKO Silesia Półmaraton ma trasę, która nie prowadzi przez to miejsce), gdy byłem przy Rondzie wiedziałem, że jeszcze czeka mnie ostatni podbieg. Jak się okazało był naprawdę morderczy, ale w głowie czułem już, że to końcówka, nieco wolniej niż chciałem udało się go pokonać. Ostatnie ok. 800 metrów to sprint do mety (poprzedzony szybkim prysznicem z kurtyny wodnej – miały być na trasie cztery, ostatecznie uruchomione były dwie) na której zameldowałem się z czasem 1:50:16. Szczerze? Jak na warunki jakie były na trasie przyjmuję ten wynik z pokorą. Dałem z siebie ile mogłem i mogę być z siebie zadowolony.

Za metą było trochę zamieszania, otrzymałem medal (niestety do ręki, ale nie uwłacza to mojej godności). Zauważyłem, że nikt nie rozdawał wody ale zaraz obok mety zauważyłem całe zgrzewki – poczęstowałem się więc i od razu uzupełniłem płyny.

Trasę 1st Wizz Air Halfmarathon Katowice uważam za bardzo udaną – start i meta przy legendarnym Spodku, wiele ciekawych miejsc na trasie i miłe kilometry w Dolinie Trzech Stawów to zdecydowane atuty tej trasy. Niestety, jak to na Śląsku – nie jest płasko i i trasa zdecydowanie nie należy do łatwych, szczególnie gdy lampa sprawia, że odczuwalna temperatura to jakieś 100 stopni celsjusza niemniej – ma ogromny potencjał i w przyszłym roku chętnie znowu bym się na niej pościgał!

Tak jak wspominałem niestety nie było zbyt wielu kibiców na trasie. Może zorganizowane strefy kibica by w tym pomogły. Wyraźnie widać było też braki jeśli chodzi o wolontariuszy na punktach odżywczych – mimo tego, że osoby, które je obsługiwały dwoiły się i troiły po prostu fizycznie nie były w stanie obsłużyć takiej rzeszy biegaczy. Dlatego zdarzało się, że na kilku punktach należało się obsłużyć samemu. Z drugiej strony – punkty były umieszczone bardzo gęsto – co ok, 2,5 km co z kolei należy uznać za duży atut tych zawodów.

Każdy kilometr biegu był prawidłowo oznaczony, trasa posiada atest PZLA więc wyniki na niej osiągane są miarodajne i oficjalne. Ja po wypiciu wody udałem się do depozytu – niestety nie był najlepiej zorganizowany bo dość długo musiałem czekać na swój plecak. Potem mogłem skorzystać z posiłku regeneracyjnego – wegetariańskiej zupy pomidorowej, jednak w tym skwarze w ogóle nie miałem na nią ochoty, zamiast tego można było poczęstować się izotonikiem w sali lodowiska, z czego z radością skorzystałem.

Dla uczestników przygotowano również koncerty a popołudniu miały odbyć się biegi dla dzieci, ja jednak pospieszyłem na dworzec PKP by udać się do domu. Jako uczestnik ponad 110 biegów w kraju i zagranicą osobiście nie uważam, by 1st Wizz Air Halfmarathon Katowice był źle zorganizowaną imprezą – może dlatego, że ominęło mnie większość nieprzyjemności o których pisali zirytowani uczestnicy. Potrafiłem obsłużyć się na punkcie odżywczym, otrzymałem medal na mecie, biegłem po dobrej trasie itp. Rozumiem jednak doskonale pretensje uczestników!

Impreza z dużymi sponsorami i atrakcyjną lokalizacją ma ogromny potencjał. Interesująca, po prostu świetna trasa, perfekcyjna komunikacja z biegaczami za pośrednictwem mediów społecznościowych, dobra strona internetowa, bardzo bogaty pakiet startowy, piękny medal i dodatkowe atrakcje to cechy, które mogą się podobać.

Co moim zdaniem wymaga poprawy już w drugiej edycji? Na pewno należy bardziej uatrakcyjnić start zawodów, postawić więcej wolontariuszy na punktach odżywczych, lepiej zaplanować miejsce za linią mety i rozdawania wody i medali (no i żeby medali nie zabrakło już więcej!), można również zastanowić się jak sprawić  by było więcej kibiców na trasie. Gdy te kilka bolączek zostanie zlikwidowanych Wizz Air Halfmarathon Katowice ma ogromną szansę na zostanie jednym z ciekawszych półmaratonów w południowej, a może i całej Polsce.

Na pewno pojawię się na drugiej edycji biegu i jestem pewien, że również będę się doskonale bawił!

Wyniki: www.domtel-sport.pl/wyniki,zawody,4307

Oficjalna strona imprezy: www.halfmarathonkce.pl

Facebook: www.facebook.com/wizzairkatowicehalfmarathon/

Zdjęcia: Rafał Kapica

Organizatorom serdecznie dziękuję za obdarzenie mnie zaufaniem – było mi niezmiernie miło być patronem medialnym imprezy i mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie tak samo 🙂

 

Translate »