5-10-15 Volvo Euro-Kas Run – relacja z biegu

5-10-15 Volvo Euro-Kas Run – relacja z biegu

Mimo tego, że sezon biegowy trwa jeszcze w pełni, ja swój ostatni bieg zaliczyłem podczas V Rybnickiego Półmaratonu Księżycowego (28.06). Od tamtego czasu w moim życiu działo się tyle, że raczej preferowałem szybkie wyskoczenie na trening niż jazdę gdzieś na zawody – brak czasu daje o sobie znać. Dopiero dzisiaj po raz kolejny zapiąłem agrafki z numerem startowym i stanąłem na starcie biegu 5-10-15 Volvo Euro-Kas Run. Wybór nie był przypadkowy, w ten dzień było wiele innych biegów – niemniej jednak ten miałem najbliżej domu (około 6 km). Stąd nie musiałem się wahać i zapisałem się, jak tylko się o nim dowiedziałem. Mimo tego, że trudno było wyobrazić sobie jak ten bieg będzie wyglądać (jak to zwykle gdy jest pierwsza edycja). Na pewno jednak nie żałuję dokonanego wyboru!

510154d

Na zawody po raz pierwszy zabrałem mojego 3-miesięcznego syna, oraz oczywiście małżonkę, która towarzyszy mi w mojej biegowej przygodzie gdy tylko ma do tego okazję. Musieliśmy się trochę spieszyć, ale już przed biegiem spotkała nas miła niespodzianka. Wiele aut stało wzdłuż drogi (około kilometr przed miejscem biegu). Nas zaprosiła jedna z mieszkających tam osób, byśmy zostawili sobie auto u niego – jednak ludzka życzliwość istnieje! Poszliśmy na miejsce zawodów i tam wielkie zaskoczenie. Nie spodziewałem się, że w tak niewielkiej miejscowości jak Wyry można tak przygotować miejsce zawodów! Oprócz obowiązkowego biura zawodów znajdowało się tam mnóstwo miejsca do siedzenia, stoisko z grillem, żurkiem, kawą, herbatą i przepysznym (zjadłem trochę przed startem, bo wstawałem o 3:30 rano i byłem już trochę zmęczony i głodny) ciastem z budyniem i z jabłkami (ogromny kawał za 3zł!). Nie zabrakło sceny, na której znajdowały się statuetki dla zwycięzców, rowerki spinningowe, miejsce startu/mety a także rozległa strefa finishera (o której za moment).

10685577_726179134085690_2178241263345641003_n

5-10-15 Volvo Euro-Kas Run składało się z kilku biegów, oprócz głównego w którym brałem udział – na dystansie 10 kilometrów można było wystartować również w biegu uzupełniającym na 5km, sztafecie 3X5km, zorganizowano także biegi dla dzieci od 6-16 lat.

Co bardzo fajne, nawet samo miejsce nie było przypadkowe, start biegu miał miejsce w pobliżu Pomnika Pamięci Żołnierzy Września 1939 – jako, że mamy początek września myślę, że takie wspomnienie jest jak najbardziej na miejscu, dlatego mogę pochwalić także datę zawodów!

10370906_877326098944208_1566023403511288482_n

Oprócz zawodów w trakcie biegów odbywały się także warsztaty zdrowy kręgosłup, taneczna zumba (była podczas biegu – moja żona mówi, że było super), yoga, nordic walking, warsztaty rowerowe, treningu funkcjonalnego, stretchingu biegowego oraz maraton spinningowy, mało tego nawet było kilka stoisk sponsorskich (np. MERA gdzie dawano bony zniżkowe), czy samochody głównego sponsora Volvo Euro-Kas – przyznacie, że jak na bieg w niewielkiej miejscowości rozmach naprawdę robi wrażenie.

Najważniejszym powodem, dla którego bez chwili wątpliwości opłaciłem wpisowe jest to, że bieg został zorganizowany charytatywnie. Zorganizowano go dla Mariusza Smaruj, 25-letniego absolwenta AWF w Poznaniu, trenera i wielokrotnego Mistrza Polski w pływaniu. W maju tego roku lekarze zdiagnozowali u niego złośliwą odmianę mięsaka w masywie szczękowo-sitowym. Myślę, że połączenie ambicji i chęci udziału biegaczy z działalnością charytatywną jest najbardziej pożądaną formą organizacji biegów – jeśli można komuś pomóc, to biegnie się po prostu zdecydowanie lepiej!

10665174_799355320085226_2424916886522977180_n

Gdy przyszedłem do biura zawodów było już „na 5 minut przed zamknięciem baru”, mimo wszystko organizatorzy bez problemu wszystko co mogli to ogarniali – w kolejce stałem maksymalnie 5 minut. Zniesmaczyła mnie jednak sytuacja gdy biegacz, który był jakieś dwie osoby przede mną, zaczął się awanturować i w bardzo obraźliwy sposób zwracać do organizatorów, bo zabrakło im koszulek XL i chcieli mu dać L (jak tak mu zależało, mógł przyjść wcześniej). Mało tego, w odpowiedzi na reprymendę jednego z biegaczy stojących w kolejce, także jego krótko mówiąc zbluzgał. Zdziwiła mnie bardzo ta sytuacja, gdyż zwykle podczas takich biegów wszyscy są do siebie nastawieni życzliwie. Nie rozumiem, czy ktoś płaci wpisowe na bieg charytatywny po to, żeby dostać koszulkę? Jeśli tak, to niech idzie do któregokolwiek sklepu i sobie kupi – na pewno będą mieli na niego odpowiedni rozmiar. Sam nie raz i nie dwa otrzymywałem za dużą koszulkę w pakiecie startowym i w ogóle nie zwracam na to uwagi. Bieg charytatywny służy temu by komuś pomóc. Wcale bym się nie obraził, gdybym nie dostał nic, oprócz wody na mecie. To chyba dobrze koresponduje z felietonem Ultramaratony są dla cieniasów Marty Tittenbrun (Szewczuk) – dodaję, niektórzy na biegi zapisują się wyłącznie dla koszulki. Choć przyznać trzeba, że koszulka tego biegu jest naprawdę udana – techniczna, Active-Dry. Poza tym niemiłym akcentem, który mógł trochę popsuć humor, wszystko inne było po prostu świetne – rozdawanie numerów startowych odbywało się naprawdę sprawnie i można było nawet liczyć na uśmiech osób, które je wydawały.

10687219_726952150675055_2530389029323910869_n

Bieg główny rozpoczął się równo o 12:00. Pomiar czasu był prowadzony przez firmę UltimaSport – czipy były w numerach startowych, co wg mnie jest najwygodniejsze a ponadto taki jednorazowy numer można wziąć do domu jako pamiątkę. SMS z wynikiem otrzymałem około 30 minut po wbiegnięciu na linię mety. Pogoda była chyba zamówiona przez organizatorów , choć te 25 stopni dawało się na trasie we znaki. Pierwsze około 500-600 metrów było naprawdę tłoczno, jednak po wbiegnięciu w las zaczęło się rozrzedzać.  Trasa jak na leśny dukt była szeroka i świetnie utrzymana (poza kilkoma miejscami, gdzie było świeżo po zrywce, ale na to organizatorzy nie mają wpływu). Okoliczności przyrody były naprawdę piękne, ponadto można było zobaczyć co najmniej kilku grzybiarzy. Bardzo podobało mi się, że niemal podczas całego biegu na każdym zakręcie stała grupa kibiców, która głośno próbowała dodawać animuszu biegaczom. Na piątym kilometrze nie zabrakło wodopoju, który był naprawdę bardzo potrzebny w tej temperaturze (wody nie zabrakło!). Druga połowa trasy biegła już przez Gostyń i Wyry, tam także nie zabrakło kibiców z przydrożnych domów. Jednak bez drzew na odsłoniętym terenie przy prażącym słońcu biegło się dużo trudniej. Dość wymagająca była także nawrotka, a raczej bardzo długi podbieg do nawrotki. Przy okazji muszę jeszcze podkreślić, że we wszystkich newralgicznych punktach znajdowały się służby porządkowe (Policja) lub też wolontariusze organizatorów. W moim wykonaniu bieg ten (przez brak przygotowania w ostatnich dwóch tygodniach oraz raczej mało sportowy tryb życia) nie był udany – zaliczyłem najgorszy wynik w tym roku. Nie mam się jednak zamiaru tym przejmować, bieg był charytatywny i chodziło o dobrą zabawę – a ta była, i mimo wszystko pewna doza satysfakcji też jest.

CAM01325

Po przebiegnięciu przez linię mety (ostatecznie bieg główny ukończyło ponad 250 zawodników) na biegaczy już czekali wolontariusze z medalami. Jeśli chodzi o medal, to jest moim zdaniem całkiem udany – z przodu znajduje się biegająca postać z nazwą biegu, z tyłu miejsce, data, a także napis Finisher. To, co zobaczyłem w strefie finishera zaskoczyło mnie niezmiernie. Cztery stanowiska do masażu, ogromny basen dla chcących się schłodzić, picie – oprócz wody były także izotoniki Oshee w chyba wszystkich możliwych wariantach smakowych a także wybór jedzenia, jakiego jeszcze nie widziałem chyba na żadnych biegu. Było pasta party gdzie do wyboru był makaron ziołowy i pomidorowy. Osobiście wybrałem pomidorowy i szczerze mówiąc smakował mi niespecjalnie – ale z głodu chętnie go zjadłem. Nie spodziewałem się jednak, że jedzenie będzie restauracyjne więc nie narzekam. Prócz tego jednak można było do woli częstować się arbuzem (doskonały w tak słoneczną pogodę!), winogronami, gruszkami, pomarańczami, jabłkami i czekoladą! Jasna sprawa, że nie chodziło mi o to, żeby się najeść na resztę dnia – jednak wybór pyszności był zaskakujący. Zwykle po biegach można liczyć na talerz zupy i tyle.

10609421_799352326752192_8154534384435941942_n

Niestety nie zostałem już do dekoracji zwycięzców i losowania – choć do wygrania były bardzo atrakcyjne nagrody takie jak zegarek Polar RC3 GPS, czy inne akcesoria biegowe. Młody zaczął marudzić i trzeba było wracać do domu.

Niemniej jednak nie pozostaje mi nic innego jak gorąco podziękować organizatorom i sponsorom za mega profesjonalną organizację biegu, który bardzo pozytywnie będę wspominał jeszcze przez długi czas! Mam nadzieję, że w przyszłym roku odbędzie się kolejna edycja – na pewno mnie nie zabraknie!

A jakie są Wasze wrażenia po biegu 5-10-15 Volvo Euro-Kas Run? 🙂

  • Bardzo ładna relacja, dzięki:) Gdy trochę się ogarnę pewnie też coś napiszę.

    • Piotr Szałaśny

      Cieszę się, że się podoba 🙂

  • To ja się cieszę, że podobała się impreza:)

  • tomek

    Bardzo fajna impreza, fajne miejsce, fajna trasa tylko zbyt ciepło do biegania. Co do drobnych uwag. Start i meta była w miejscowości Gostyń, pisanie np. na plakatach, że start jest koło pomnika w Wyrach było bardzo mylące zwłaszcza dla niemiejscowych. Nie podobało mi się, że po wyjściu ze strefy finiszera teoretycznie nie mogłem do niej już wejść np. by sobie wziąć jeszcze kubek wody. W praktyce nie stanowiło to problemu, wystarczyło obejść za namiotem po trawie na przykład.
    Arbuzy, gruszki. Nawet nie wiedziałem, że były, ledwo się na winogrona załapałem, ale oczywiście nie miało to dla mnie żadnego znaczenia.
    Pytanie, czy to jednorazowa impreza czy jest szansa by odbyła się kolejna edycja?

  • Piotr Szałaśny

    Ja szczerze mówiąc ze strefy finishera także wychodziłem właśnie przez te ławeczki i za namiotem z masażem. 🙂

  • Dariusz Gołąbek

    Ciekawy opis, odpowiadający chyba odczuciom większości uczestników 🙂 Co do smakołyków to i ja ich nie zauważyłem, ale to już moja strata 🙂 Przypadek tego typka rzucającego się o koszulkę, to faktycznie żenada, ale cóż, życie 🙂 Sam też dostałem L, ale nawet nie przyszło mi do głowy kłócić się z kimkolwiek o większy rozmiar 🙂 Jeszcze raz gratuluję relacji z biegu/imprezy ze wszech miar udanej 🙂

Translate »