Bergamo Urban Trail 2017 – relacja

Bergamo Urban Trail 2017 – relacja

Ten rok jest dla mnie najbardziej międzynarodowy w historii. Do tej pory przez cztery sezony startowe trzy razy startowałem w innym kraju (Półmaraton w Ołomuńcu (CZ), RunTour w Ostrawie (CZ) oraz Crosul Hoia w Cluj-Napoka (RO)). Do sierpnia 2017 roku podwoiłem tę ilość. Zaczęło się od przepięknego Madeira Island Ultra Trail na dystansie Marathon, następnie był mój wymarzony start – Cortina Trail podczas TNF Lavaredo Ultra Trail. Miało być na tyle ale… zaplanowałem sobie wakacyjną wycieczkę do Włoch i wziąłem udział w jeszcze jednej imprezie: było to Bergamo Urban Trail w ramach Orobie Ultra Trail.

Uważam, że połączenie zagranicznego wyjazdu (także z rodziną, jak było w moim przypadku) z uczestnictwem w zawodach to świetna sprawa z kilku powodów: przede wszystkim nie ponosimy dodatkowych kosztów związanych z transportem czy zakwaterowaniem bo i tak tam jesteśmy, no i mamy szansę na osobisty support i kibiców na mecie. Oczywiście – można doszukać się również minusów, w końcu przed biegiem człowiek może być zmęczony po kilku dniach intensywnego zwiedzania, ale nie każdy w końcu spędza czas tak jak ja!

Urban Trail to zyskująca na popularności formuła biegu łącząca w sobie elementy biegu miejskiego z trailowym. Włoskie Bergamo leżące u stóp gór i posiadające kilkupoziomowe miasto jest wprost wymarzonym miejscem na rozegranie tego typu zawodów. Aż dziw, że w tym roku była to dopiero pierwsza edycja tej imprezy (podobny bieg odbywa się np. we Florencji).

Nie dziwi, że bierze w niej udział coraz większa liczba Polaków – bezpośrednio do Bergamo można dolecieć już za kilkadziesiąt złotych (taniej niż bilet Pendolino z Katowic do Warszawy) z kilku polskich lotnisk. Ja standardowo leciałem WizzAirem z KTW i za bilet w dwie strony zapłaciłem ok. 180 złotych. Nocleg w Bergamo można ogarnąć w przyzwoitej cenie pod warunkiem, że zaczniecie się za nim odpowiednio wcześnie rozglądać. Ja za pokój dwuosobowy ze śniadaniem blisko centrum zapłaciłem ok 250 złotych, ale rezerwowałem nocleg na tydzień przed imprezą.

Zresztą…do Bergamo warto polecieć nawet z uwagi na samo miasto, które jest naprawdę przepiękne. Można zakochać się w wąskich uliczkach starego miasta, przepięknym rynku (który był metą zawodów) czy rozległym mieście dolnym. Jest gdzie usiąść i rozkoszować się przepyszną włoską kawą, zjeść smaczne lody czy dobrą pizzę. Odwiedziłem w te wakacje kilka miast we Włoszech i Bergamo jest dla mnie numerem jeden. Na pewno tam wrócę (może za rok na dłuższy dystans).

W ramach Orobie Ultra Trail rozgrywane były zawody na trzech dystansach. Najdłuższy to aż 140 kilometrów i 9500 m przewyższenia, limit czasu wynosi 46 godzin. Kolejny z dystansów – Gran Trail Orobie to  70 kilometrów, 4200 m przewyższenia i limit 24 godzin. Najkrótszy, w którym jak wspominałem brałem udział – Bergamo Urban Trail to 20 kilometrów, 700 metrów przewyższenia i 4 godziny limitu czasu. Jak widać jest w czym wybierać. Ultrasi mogą startować w długich, wymagających biegach zaś osoby towarzyszące mogą skorzystać z ciekawego, krótszego dystansu. Ceny pakietów w zależności od terminu rejestracji wynosiły: Orobie Ultra Trail: 120-150 euro, Gran Trail Orobie: 60-90 euro, Bergamo Urban Trail: 25-35 euro. Moim zdaniem jak na włoskie warunki są akceptowalne (jeśli szybko się decydujemy).

Kilka słów o organizacji – biuro zawodów zostało zlokalizowane na hali sportowej ok kilometr od głównego miasta. Każdy uczestnik musiał odebrać pakiet startowy, pokazać wymagane wyposażenie. Było kilka stoisk ale EXPO bym tego nie nazwał, szczerze mówiąc raczej skromnie. Wolontariusze bardzo się starali, choć ja akurat wszelkie formalności załatwiałem z Panią, która ni w ząb nie rozumiała po angielsku, ostatecznie jednak udało nam się ku obopólnej uciesze porozumieć i wszystko załatwić (bo dla chcącego nie ma nic trudnego). Chyba miałem pecha, bo słyszałem, że inni wolontariusze mówią po angielsku. W pakiecie startowym znajdował się: żel energetyczny, koszulka techniczna z napisem Bergamo Urban Trail, chusta wielofunkcyjna, numer startowy z chipem i torba na plecy. Całkiem fajny pakiet. Po odebraniu pakietu (wszystko trwało razem z małą kolejką około 20 minut) przejrzałem raz jeszcze profil trasy na ulotce i udałem się na zwiedzanie miasta.

Gdy zbliżała się 19:30 jeszcze bawiłem się z dzieckiem na placu zabaw w rogu starego miasta. Przebrałem się, pożegnałem z rodziną i ruszyłem na miejsce startu – na stadion. Na miejscu czekała na mnie brama startowa i woda w kubeczkach. Było jeszcze dość ciepło. Każdy z numerów przed wejście w strefę startu był jeszcze weryfikowany, ale wszystko odbyło się bardzo sprawnie. Spiker głośno po włosku mówił o aktualnej sytuacji na innych dystansach (przynajmniej na tyle, na ile udało mi się zrozumieć). Równo o 20:30 ruszyliśmy. Na początku było jeszcze jasno, więc większość osób miała wyłączone czołówki, pierwszy kilometr to tradycyjny ścisk, ale nie było tragedii. Asfalt, kilka mostków i trochę podbiegów. Z biegiem czasu (i biegu) coraz bardziej przekonywałem się, że źle dobrałem buty. Zachęcony tym, że jest to bieg trailowy wybrałem na zawody TNF Ultra MT z dość agresywnym bieżnikiem. Jak się okazało odcinków nieutwardzonych było zdecydowanie mniej niż tych utwardzonych i lepiej sprawdziłyby się buty do biegów ulicznych, no ale pal licho. Trasa była bardzo dobrze oznaczona i urozmaicona, dopiero gdy zapadł zmrok (w końcu był to bieg wieczorny) trzeba było uważać, by nie przeoczyć oznaczenia – raz mi i kilku innym biegaczom się to udało. Po zmroku okolice Bergamo nabrały całkiem nowego blasku. Włoskie, puste uliczki, dużo pod górę, przepiękne widoki na mieniące się miasto w dole, to naprawdę robiło wrażenie i zapadało w pamięć.


Każdy kto będzie brał udział w tym biegu musi zdawać sobie sprawę, że będzie naprawdę dużo kostki brukowej na której trzeba uważać, bo nie jest równa. Trzy punkty odżywcze na 20 kilometrowej trasie to sporo. Dwa (pierwszy i ostatni) były z wodą, colą i izotonikiem. Środkowy punkt odżywczy to dodatkowo banany, cukier, arbuz, limonka i inne pyszności (było tego naprawdę sporo). W miejscach newralgicznych byli ustawieni wolontariusze dlatego trudno było zboczyć z drogi (choć jak wspominałem, mi się udało). Organizacja na piątkę z plusem. Końcowe kilometry trasy to dzida schodami w górę w kierunku górnego miasta. Było widać, że niektórzy mieli już tego dość, ale mi wydawało się, że to jeden z najciekawszych elementów tego biegu. Wyobraźcie sobie niemal puste, brukowane a przede wszystkim niekończące się schody… naprawdę piękna sprawa, można było się poczuć jakby zmierzało się do nieba. Sam finisz to bieg przez górne miasto, wzdłuż najwspanialszych zabytków Bergamo i tłumu kibiców, by wbiec na metę na głównym placu miasta Piazza Vecchia, która wygląda inaczej niż jakakolwiek meta którą przebiegałem. Przepiękny i niezapomniany moment. Oklaski, ukłony, chwila sławy na telebimie. Potem odebranie opaski finishera (trzeba się przyzwyczaić, że w biegach zagranicznych medal za ukończenie nie jest tak oczywisty jak w Polsce) i zejście do punktu żywieniowego gdzie na każdego czekało piwo, słodkie przekąski i owoce. Chwila odpoczynku. Sprawdzenie wyniku. 20 kilometrów, 700 metrów przewyższenia w 2:10. 151 miejsce na 394 osoby, które ukończyły bieg. Szału nie ma, ale biegło mi się bardzo dobrze, wciągałem nosem klimat biegu, klimat Włoch i klimat Bergamo i to wspomnienie na pewno zostanie we mnie na długo.

Jakieś minusy organizacji? Sam nie wiem – pewnie na polskich biegach też są wolontariusze, którzy nie mówią w obcych językach. Szkoda, że zdjęcia z mety są płatne, ale oprócz tego nie zauważam słabych stron. Zastanawiam się czy w przyszłym roku nie wybrać się na dłuższy dystans, by dać się porwać tamtejszym górom. Kto wie. A może zorganizujemy jakiś wspólny wyjazd na ten bieg polską ekipą? Jeśli byłbyś zainteresowany to daj znać!

Ja polecam bo fajny zagraniczny bieg, który jest logistycznie bardzo łatwy do ogarnięcia 😊

Strona biegu: www.orobieultratrail.it

Translate »