Bieganie w czasach COVID-19 i inne tematy – czyli wywiad z Marcinem Świercem

Bieganie w czasach COVID-19 i inne tematy – czyli wywiad z Marcinem Świercem

Zapraszam do przeczytania krótkiego wywiadu z jednym z czołowych polskich ultrasów. Będzie o treningach w czasach pandemii, startach w UTMB oraz nowej kolekcji marki Columbia. 🙂

Piotr Szałaśny: Dzień dobry Marcinie! Zacznę bez typowego słowa wstępu i przejdę od razu do sedna. Zaledwie kilka dni temu miałeś na Maderze mierzyć się z Madeira Island Ultra-Trail. Niestety jak wiele innych zawodów również te odwołano. Jak odnajdujesz się w nowej rzeczywistości?

Marcin Świerc: Jest to trudny czas dla nasz wszystkich, ale staram się w tym jakoś odnaleźć i myśleć pozytywnie Oczywiście żałuję, że w tym roku nie wystartuję w MIUT,ale zawody będą też za rok. Madera nie ucieknie, a obecnie najważniejsze to skupić się na treningach oraz na dbaniu o zdrowie swoje i najbliższych.

P.Sz.: Dopiero kilka dni temu na nowo pozwolono nam wyjść z domu i biegać chociażby w lesie. Jak dawałeś sobie radę w trakcie kwarantanny? Czy miałeś/masz jakieś specjalne patenty?

M.Ś.: Starałem się w tym czasie robić trening zastępczy. Najczęściej był to trenażer, skakanka, stabilizacja. Wiadomo, też mam czasem chwile zwątpienia, ale staram się efektywnie wykorzystać czas: zrobić rzeczy, na które wcześniej nie miałem czasu, planuję kolejne miesiące, na ile to jest oczywiście możliwe. Pracy jest całkiem dużo, więc nie narzekam na nudę.

P.Sz.: Czy w związku z brakiem zawodów masz problem z motywacją do treningów? Być może aktualne ograniczenia sprawiają,  że jesteś zmuszony próbować czegoś nowego albo Twój schemat dnia/treningów uległ zmianie? Może widzisz też zmiany u swoich podopiecznych?

M.Ś.: Dla mnie ten rok od początku zaczął się inaczej niż sobie zaplanowałem, bo jeszcze w grudniu 2019 potrącił mnie samochód i do biegania wróciłem dopiero pod koniec lutego. Także można powiedzieć, że mam teraz więcej czasu żeby spokojnie wrócić do formy, bo póki co nie wiadomo czy i jakie zawody się odbędą w tym sezonie. Do swojego treningu dodałem teraz więcej jazdy na rowerze, mała zmiana, a jest ciekawiej i bardziej różnorodnie. A moi zawodnicy? W większości chcą biegać i się rozwijać, dla nich to pasja, forma spędzania wolnego czasu i oderwanie się od codzienności. Widzę, że starają się jak mogą, bo ruch świetnie resetuje głowę w trudnych chwilach, można choć na moment zapomnieć o tym co się dzieje dookoła.

P.Sz.: Jak sądzisz, czy jeszcze w tym roku uda Ci się wystartować w większych zawodach biegowych, czy też ten sezon spisujesz już na straty?

M.Ś.: Trudne pytanie. Mam nadzieję, że jesienią odbędzie się kilka imprez. Ale czy tak będzie? Nikt nie wie. Zawody to wypłata za naszą ciężką pracę na treningach, więc byłoby miło za kilka miesięcy wykorzystać swoją wypracowaną formę. Mam nadzieję, że organizatorzy, mimo trudności, również przetrwają ten czas.

P.Sz.: Po Twoich sukcesach w CCC i TDS w zeszłym roku była ogromna presja – ostatecznie zszedłeś z trasy po 50 km. Powiedz, jakie to uczucie gdy jako jeden z faworytów do zwycięstwa musisz „odpuścić”?

M.Ś.: Rzeczywiście presja przed UTMB była spora, bo poprzednie dwa lata były trochę jak z bajki. Najpierw drugie, potem pierwsze miejsce. Choć miałem numerek startowy z elity to od początku miałem świadomość, że pełny dystans UTMB to bardzo, ale to bardzo trudne, zawody. Chciałem z siebie dać wszystko i tak też było. Obok mnie, na linii startu, byli sami ‘mocarze’. UTMB to są takie zawody, że każdy ‘rozstawiony’ z pierwszej trzydziestki może wygrać i nie raz już tak właśnie bywało. W roku, kiedy wygrałem TDS był taki pogrom na UTMB, że z pierwszej 30-tki najlepszych mężczyzn bieg ukończyło tylko ośmiu. Dla mnie decyzja o zejściu z trasy była bardzo trudna, ale wiedziałem, że to najrozsądniejsze wyjscie. Znam siebie. Nie raz już miewałem kryzysy, bo to nieodłączna część biegów ultra. Często je pokonywałem, ale tutaj wiedziałem, że tym razem się to nie uda. Uważam, że sztuka ‘odpuszczania’ jest bardzo trudna i to nie tylko w biegach, ale także w życiu codziennym, bo odpuścić czy zrezygnować nie oznacza przegrać.

P.Sz. Zwycięstwo w UTMB to marzenie każdego ultrasa. Czy masz z tą trasą „rachunki do wyrównania”? Czy sądzisz, że jest w ogóle szansa, by tegoroczne zawody się odbyły? To był Twój najważniejszy cel tego roku.

M.Ś.: Moim zdaniem w tym roku UTMB się nie odbędzie. To jest impreza dla niemal 10tys biegaczy. Uczestniczą w niej zawodnicy z całego świata, Sama trasa, która przebiega przez trzy kraje, też w tym momencie jest problematyczna. Wątpię by na przykład Włosi zezwolili na przemieszczanie się tysiąciom biegaczy przez ‘zieloną granicę’, kiedy dziś panują tam wciąż mocne ograniczenia. Dla mnie UTMB to cel i marzenie, do którego wciąż dążę. Nie traktuję tego jako ‘porachunku’, raczej jako wyzwanie, coś, nad czym muszę jeszcze popracować 😊. Jeśli w tym roku zawodów nie będzie, to wystartuję za rok.

P.Sz.: Być może w związku z pandemią i zmianami w życiu nas wszystkich wyznaczyłeś sobie na ten rok jakieś nowe/inne cele?

M.Ś.: Mój poprzedni rok skończył się wspomnianym już wypadkiem i cały początek obecnego roku poświęciłem na powrót do dobrej dyspozycji. Z większości startów muszę zrezygnować, ale każdy, kto śledzi moje poczynania, wie, że potrafię się przygotować do wyznaczonego celu.. Zobaczymy, kiedy będą odblokowane imprezy masowe. Postaram się przygotować na jesień 😉

P.Sz.: Jako ambasador marki Columbia w Polsce na pewno śledziłeś nadejście nowej – wiosenno/letniej kolekcji. Czy znalazły się w niej produkty, które szczególnie przypadły Ci do gustu?

M.Ś.: Tak, kilka produktów z nowej kolekcji to mój tegoroczny ‘must have’ – to m.in. ultralekka wiatrówka Columbia Montrail F.K.T. Windbreaker, czy spodenki biegowe Titan Ultra II, które dają uczucie przyjemnego chłodzenia w gorące dni.  Ale zdecydowanym hitem tego sezonu są buty Montrail F.K.T. Już na pierwszy rzut oka widać, że dział design’u zrobił tu kawał dobrej roboty. Bez wątpienia to but z pazurem biegowym, zaprojektowany przez biegaczy dla biegaczy. Robiłem w tych butach rekonesans trasy UTMB wokół Mont Blanc. W pierwszy dzień przebiegłem w nich 40 km, a w drugi 60 km i już wiedziałem, że to but do zadań specjalnych. Niezależnie od terenu buty spisują się doskonale i jest to mój wybór na ten sezon.

P.Sz.: Czy oprócz kolekcji Columbia Montrail – dedykowanej biegom górskich korzystasz również z innych produktów tej firmy przy innych aktywnościach?

M.Ś.: Bardzo lubię kolekcję Titanium. To świetnej jakości produkty. Fajny design z lekkim sportowym zacięciem doskonale pasuje dla aktywnych ludzi, którzy szukają praktycznych i ładnych rzeczy. Po za tym widać, że te wszystkie rzeczy są przemyślane.. Bardzo lubię też koszule lifestylowe oraz torbo – plecaki, które są wodoodporne, bardzo pojemnie i świetnie nadają się na bagaż podręczny. Columbia  to bardzo dobry stosunek jakości do ceny.

P.Sz.: Oprócz Twojej niesamowitej kariery biegowej miałeś wpływ na treningi innych świetnych  biegaczy – Krystiana Ogłego, Martyny Kantor czy Ani Kąckiej. W zeszłym roku udało Ci się również wydać książkę „Czas na Ultra . Biegi górskie metodą Marcina Świerca”. Jak znajdujesz na to wszystko czas?

M.Ś.: Praca z zawodnikami i obserwowanie ich postępów to duża frajda. Dzięki temu, że dzielę się z nimi moim doświadczenie mogą zrobić mniej błędów niż ja na początku swojej kariery. Ja musiałem sam walczyć o profesjonalizm. Przez bycie trenerem rozumiem misję dla innych – mi też kiedyś ktoś pomógł i staram się tym dobrem dzielić. Ja też na tym korzystam – to praca, dzięki której sam mogę się rozwijać jako zawodnik i przede wszystkim jako trener. Książka była ciekawym, ale bardzo czasochłonnym projektem. Bardzo pomogła mi żona Basia, bez niej wiele rzeczy byłoby dużo trudniejszych.

P.Sz.: Dziękuję za rozmowę

Translate »