Biegowe podsumowanie sezonu 2015

Biegowe podsumowanie sezonu 2015

Połowa listopada to czas, kiedy większość biegaczy kończy już sezon biegowy. Nie inaczej jest ze mną. W tym roku kalendarzowym czeka mnie jeszcze jedynie start w IV Biegu po moczkę i makówki w Stanowicach koło Czerwionki-Leszczyny. Bieg przedświąteczny i zdecydowanie nienastawiony na uzyskiwanie rekordów życiowych.

12045260_446091342249911_7990010591911394461_o

Plan na rok 2015 miałem jasno określony. Biegi na 10km – poniżej 0:45, Półmaraton – poniżej 1:45, Maraton – poniżej 4:0 + debiut w biegu ultra. Coś się udało, coś nie. Tak jak to w życiu bywa.

Nie chcę Was zanudzać przydługim wpisem o 28 tegorocznych startach (tak tak, to był zdecydowanie najbardziej intensywny biegowy rok w mojej karierze).

Pierwszym biegiem, który był wart odnotowania były Wilcze Gronie w Rajczy. Start biegu 31 stycznia spawił, że na całej trasie było mnóstwo śniegu i dość chłodno. To był mój drugi bieg górski w życiu i chyba jeden z najpiękniejszych. Dwa długie i trudne podbiegi na których faktycznie dało się zmęczyć ale widoki na górze po prostu zapierały dech w piersiach. Prócz tego wszechobecny śnieg, bardzo śliski i stromy zbieg na finiszu i mnóstwo pięknych wspomnień sprawiły, że ten bieg polecam z całych sił. Bo naprawdę warto.

photo

Dwa tygodnie później warto odnotować wiekopomny dzień. Moja małżonka wraz ze mną wzięła udział w swoim pierwszym biegu. Był to bieg walentynkowy (i chyba tylko dlatego się zgodziła) – Parkowe Hercklekoty w Parku Śląskim. Było zimno, ale uroczo.

W marcu w Brzeszczach odbył się V Bieg o Złote Gacie (dla mnie drugi start w tych zawodach). Ja ze względu na mały uraz, którego nabawiłem się tydzień wcześniej na biegu w Tychach zdecydowałem się na marsz nordic walking. Jak może niektórzy pamiętają swoją przygodę ze sportem zaczynałem od NW gdyż nie miałem kondycji by od razu zacząć biegać. Zresztą, bardzo miło to wspominam. Udało mi się zająć pierwsze miejsce w kategorii wiekowej – było to moje pierwsze pudło w życiu więc naprawdę bardzo się z tego cieszyłem.

03-men expert-survival-race-2015 (26)

Z formą było coraz lepiej. W Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego tylko to potwierdził – czas poprawiony o prawie 10 minut w stosunku do 2014 roku. Dwa tygodnie po nim Półmaraton w Dąbrowie Górniczej, chciałem w końcu złamać te 1:45 na połówkę. Trasa płaska oprócz ostatnich trzech kilometrów, i piękna widokowo – wzdłuż zbiorników Pogoria. Niestety, czas netto 1:45:21 nie zaspokoił moich ambicji. Bo zabrakło bardzo niewiele. Ale i tak nie było źle.

Potem miałem biec DOZ Maraton Łódzki z PZU. To był mój drugi maraton w życiu i chciałem pokonać barierę 4h. Większość trasy biegłem za pacemakerem (bardzo sympatycznym swoją drogą), na metę w pięknej Atlas Arenie z czasem 3:56:55. Byłem bardzo szczęśliwy. Dzień przed startem w Łodzi dowiedziałem się, że wygrałem pakiet startowy na Orlen Warsaw Marathon. Bardzo się ucieszyłem…tylko że dwa maratony tydzień po tygodniu to chyba przesada, no nie? Ale, darowanemu koniowi… pojechałem w kolejnym tygodniu ze znajomymi do Warszawy. Zaplecze i organizacja eventu firmowanego przez Orlen to całkiem inna półka niż to do czego byłem przyzwyczajony. Tam było wszystko! Sama trasa tylko częściowo ciekawa. Ale może to dlatego, że nie pałam wielką miłością do stolicy. Ostatecznie 3:58:02. Nie jest źle. I na pewno było warto. Bo atmosfera była bombowa.

W połowie maja uznałem, że pobiegnę 10km w Bielsku-Białej. Do Biegu Fiata mam sentyment bo był to mój pierwszy w życiu start w zawodach. Wtedy jeszcze mieszkałem w Bielsku-Białej. Trasa przez pierwsze 5km pnie się lekko pod górę. Ja jednak byłem (jak oczywiście na swoje możliwości) w całkiem dobrej formie. Na mecie – 44:42. I co? III miejsce w kategorii dziennikarzy. Kto by się spodziewał, że uda mi się kiedykolwiek stanąć na pudle w biegu? Ja na pewno nie, ale cieszyłem się niezmiernie. Czułem się bardzo podbudowany.

DSC_7400a

A potem było już tylko gorzej. IV Bieg Pszczyński o Puchar Carbo Asecura zniszczył mnie totalnie. Mimo absolutnie płaskiej trasy 100 stopni w cieniu i za szybki start z mojej stronie zakończył się czasem w okolicach 50 minut.

Potem pojechaliśmy ze znajomymi do Ołomuńca na półmaraton… i znowu zawód 1:55:02 to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań. Ale! Jeśli macie zamiar pobiec naprawdę wspaniały bieg zagranicą to wybierzcie Ołomuniec. Miasto jest piękne, historyczne, organizacja wspaniała a tylu kibiców ile tam nie było jeszcze na żadnym biegu na którym byłem. Szczerze polecam z całego serca!

Kolejny półmaraton to IV Rybnicki Półmaraton Księżycowy. Jeden z najlepszych biegów 2014 roku, tym razem jednak tak bardzo mnie nie zauroczył. Może dlatego, że wiedziałem już czego się dokładnie spodziewać.

DSC_75911-1024x660

W lipcu pojechaliśmy z żoną na wakacje do Rumunii. Zaraz po przyjeździe wzięliśmy (razem!) udział w biegu 3. Crosul Hoia w miejscowości Cluj-Napoca. Tak po prostu, żeby zobaczyć jak wyglądają imprezy biegowe w Rumunii. Trasa crossowa, ale start i meta w skansenie. Bardzo miłe przeżycie.

A potem…Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich w Lądku-Zdroju. Żeby dojechać na DFBG musiałem wstać o 4 rano i dość szybko pokonać trasę ponad 240 kilometrów. Ale było warto. Sama miejscowość urokliwa. Brałem udział w Złotym Półmaratonie. Trasa dała się we znaki głównie ze względu na niesamowity żar jaki lał się z nieba. Niemniej sama impreza jest naprawdę wspaniała. Jak tylko będzie czas to na pewno za rok znowu wezmę udział w tym wydarzeniu. Rewelacyjna organizacja i wymagające trasy.

W sierpniu z kolei wystartowałem w biegu…Katorżnika. Marzenie wielu, dla mnie ciekawa próba. Nie jestem herosem ćwiczącym crossfit ani nic takiego. Ale chciałem spróbować i się sprawdzić. Ten bieg dał mi naprawdę wycisk. Ale było przefantastycznie. W sumie trudno nazwać to biegiem, ale przedzieranie się przez błota i chaszcze daje radość. W nagrodę prawie 3 kilogramowy medal jest ozdobą mojej kolekcji! Za rok jeśli tylko uda się zapisać – obowiązkowo!

12039242_817494335037394_6377643551090944394_n

Co dalej? I Ultramaraton Magurski. Beskid Niski był mi do tej pory obcy. Dużo bliżej mam do śląskiego, małego czy żywieckiego i to te rejony są mi najbliższe. Ale Magurski Park Narodowy tak mi się spodobał, że po powrocie z zawodów pierwsze co zrobiłem to zacząłem szukać działki w pobliżu. Tam jest taki trochę inny świat. A bieg? Wybrałem dystans 40+ (więc żadne tam ultra). Wynik 5:05 pokazuje, że bieg nie był ekstremalnie trudny, ale za to ekstremalnie przyjemny. Biegłem bez zegarka, na luzie, wśród pięknej przyrody. Naprawdę bajka!

W jesieni miałem biec Silesię Marathon (w zeszłym roku był to mój maratoński debiut). Ale znowu szczęście uśmiechnęło się do mnie i zostałem wylosowany do Brubeck Team i tym samym wziąłem udział we Wrocław Maratonie. Niestety, forma już była zdecydowanie gorsza niż ta na wiosnę i wyjazd do Wrocławia można określić jedynie jako porażkę. Zawsze jednak było to trudne do przełknięcia, ale jednak ważne doświadczenie.

12047071_10207535037084874_2799384851230755925_n

Tydzień po maratonie wziąłem udział w kolejnym biegu z przeszkodami – Survival Race. Coś dla mniejszych hardcore`ów niż uczestników Biegu Katorżnika. Ale SR był także wyjątkowy – jako drużyna TestyOutdoorowe.pl wygraliśmy wersję HERO (10km+30 przeszkód). Prócz tego przeszkody i organizacja SR to także doskonała sprawa. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie znowu edycja katowicka.

A jeszcze tydzień później odbywał się IX Memoriał Henryka Puzonia w Zabrzegu. A jego częścią były zawody w Canicrossie. Jak wiecie często trenuję z moim psem więc uznałem, że (mimo tego, ze nabawiła się pół roku wcześniej kontuzji – weterynarz powiedział, że może biec) sprawię jej przyjemność. Ostatecznie mimo niesprzyjającej aury zajęliśmy kolejne – dla mnie 3 w tym sezonie podium. 3 miejsce OPEN. Czyżby Tekila była nieoszlifowanym talentem?

Ostatnim mocniejszym akcentem był PKO Silesia Marathon. Ale tak jak wspominałem przy okazji Wrocławia. Formy było brak a wynik? Gorszy od debiutu, ale lepszy od Wrocławia. Szkoda gadać. To mnie ostatecznie podłamało.

11149244_1042575489105251_405054303738241629_n

W nadchodzącym sezonie nie chcę popełnić błędów tego roku. W tym roku biegów było za dużo. Do tego treningów pomiędzy nimi było za mało. Czas to zmienić. Od początku listopada rozpisałem sobie treningi 3 lub 4 w tygodniu (zależnie czy z żoną czy bez). Mam nadzieję, że dzięki temu na wiosnę z moim bieganiem będzie zdecydowanie lepiej.

Plany na 2016 rok? W sumie niewiele się zmieniły: 10km – poniżej 43:00, Półmaraton – poniżej 1:40, Maraton – poniżej 3:50. Prócz tego więcej biegania w górach (już 31 stycznia biegnę w 24h biegu ultra na Skrzyczne – czyli Zamieci), a potem? Pewnie Chyża Durbaszka w Szczawnicy, ½ Sky Maraton Babia, DFBG – o ile się uda, oraz marzenie – Chudy Wawrzyniec. Maratony? Cztery. Żeby skończyć Koronę Maratonów Polski (możecie spotkać mnie w Dębnie, Krakowie, Warszawie i Poznaniu). No i bardzo chciałbym jeszcze raz spróbować sił w Biegu Katorżnika i Survival Race (a może Runmageddon?) Zobaczymy. Trzymajcie kciuki!

11693979_10207029786933936_1877091672996358628_n

Translate »