Biegowe podsumowanie sezonu 2016

Biegowe podsumowanie sezonu 2016

Właśnie teraz miałem cieszyć się z pokonania górskich 48 kilometrów podczas Winter Ultra Trail Małopolska. Miało to być uhonorowanie obrony mojej (na szczęście już obronionej) pracy doktorskiej. Miało. Jeszcze w zeszłym tygodniu się rozchorowałem, potem antybiotyk (dzisiaj brałem ostatnią dawkę) i już wiedziałem, że niestety – ale sezon sam się zakończył 11 listopada. Może to i dobrze bo od tamtego czasu w zasadzie nie trenowałem. Niemniej jednak skoro dzisiaj nigdzie nie biegałem to mam czas by krótko opisać swój sezon. A nie był on taki jak sobie wymarzyłem.

Jeśli cofniemy się gdzieś tak plus minus o rok do mojego tekstu podsumowującego sezon 2015 [TUTAJ] to możemy przeczytać tam o planach:

„Plany na 2016 rok? W sumie niewiele się zmieniły: 10km – poniżej 43:00, Półmaraton – poniżej 1:40, Maraton – poniżej 3:50. Prócz tego więcej biegania w górach (już 31 stycznia biegnę w 24h biegu ultra na Skrzyczne – czyli Zamieci), a potem? Pewnie Chyża Durbaszka w Szczawnicy, ½ Sky Maraton Babia, DFBG – o ile się uda, oraz marzenie – Chudy Wawrzyniec. Maratony? Cztery. Żeby skończyć Koronę Maratonów Polski (możecie spotkać mnie w Dębnie, Krakowie, Warszawie i Poznaniu). No i bardzo chciałbym jeszcze raz spróbować sił w Biegu Katorżnika i Survival Race (a może Runmageddon?)”

I od razu się mogę z nich rozliczyć – czasowo nic się udało mi się nabiegać. Zamieć przebiegłem, Katorżnika, Survival Race i Runmageddon też. Nie zaliczyłem ani jednego maratonu z planowanych czterech. Nie pobiegłem Chyżej Durbaszki, nie wbiegłem na Babią i nie było mnie w Lądku ani na Chudym Wawrzyńcu.

Nieźle życie weryfikuje nasze plany prawda? A pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby nie to, że w trakcie styczniowych przygotowań doznałem kontuzji lewego kolana. Aż ponad cztery miesiące spędziłem jeżdżąc do fizjoterapeuty do fizjoterapeuty. Przepadły mi zaplanowane i opłacone imprezy takie jak Maraton Dębno, Biegi w Szczawnicy czy Cracovia Maraton (na którym nie potrafię wystartować od trzech lat!). Z powrotem biegać zacząłem dopiero od kwietnia.

I to razu pobiegłem Nocnego Runmageddon Rekruta w Zabrzu. Był to mój pierwszy Runmageddon i jak do tej pory ostatni. Wiele imprez mam już za sobą (także biegów z przeszkodami), ale jakoś nie zachwycił mnie ten bieg. Może dlatego, że zapłaciłem za niego chyba ze 149 zł a już na samym początku część naszej grupy została źle poprowadzona przez organizatorów, trasę przebiegłem a na samym końcu dowiedziałem się, że były przeszkody, których nawet nie miałem możliwości zobaczyć – nie tylko pokonać. Wiem, że Runmageddon to duża i znana marka w Polsce, tym bardziej życzyłbym sobie perfekcyjnej organizacji, choć zdaję sobie też sprawę, że błędy się zdarzają. Ale… mogłem dzięki temu biegowi chociaż poznać osobiście Uzależniony od ruchu. 🙂

Jeszcze w trakcie rehabilitacji kolana w Brzeszczach po raz drugi obroniłem I miejsce w kategorii w nordic walkingu na 10 km. W przyszłym roku też startuje, ostatni raz w kategorii M20!

Co się działo dalej? Jeszcze całkowicie bez formy wziąłem udział w II Biegu Śnieżnej Pantery (dziękuję ogromnie za zaproszenie!). Bieg jest organizowany z myślą o zbiórce pieniędzy na szczytny cel, nie ma też pomiaru czasu a trasa biegnie w okolicach Babiej Góry (start i meta w Centrum Górskim Korona Ziemi). Bieg ma swój specyficzny klimat i jest naprawdę wyjątkowy. Wspaniale jest móc w nim wziąć udział!

Nie mogło zabraknąć jeszcze dwóch biegów z przeszkodami: Mex Expert Survival Race – znowu najdłuższy dystans. Znowu super organizacja, i XI Bieg Katorżnika w którym udało mi się nabiegać zdecydowanie lepszy czas niż rok wcześniej o wygrać srebrną podkowę Katorżnika – jestem z siebie mega dumny! Swoją drogą kolejny raz powtórzę – polecam ten bieg! Mam nadzieję, że w przyszłym roku mój syn wystąpi w wersji MIKRO!

Stosunkowo mało startowałem na 10 km – tylko 5 startów, w zasadzie bez większej historii. Nic spektakularnego się na nich nie wydarzyło. Był także jeden start na 5 km (biegłem z wózkiem).

Chyba momentem przełomowym w zeszłym roku był II Wadowicki Półmaraton Górski. Bieg sam w sobie poprowadzony piękną trasą i bardzo dobrze zorganizowany (za rok na pewno mnie tam nie zabraknie!). Po tym biegu poczułem, że jednak jeszcze pamiętam jak się biega i chyba jednak nie jest ze mną tak najgorzej. Zacząłem po nim trenować trochę mniej zachowawczo i jak się okazało – opłaciło się to kilka miesięcy później.

V Tyski Półmaraton to moje kolejne zmierzenie się z 21 kilometrami po Tychach (tam była moja pierwsza połówka).Biegłem znowu asekuracyjnie a na mecie plułem sobie w brodę (mimo temperatuty + 1000 stopni Celsjusza), że dało się nabiegać lepszy rezultat. Tydzień po tym wydarzeniu pobiegliśmy wraz z Tekilą V Tyski Dogtrekking… impreza super, i wiecie co… od razu zajęliśmy II miejsce na dystansie MINI – 15 km. Nie wiedziałem, że pójdzie nam tak dobrze i byłem mega dumny. Dogtrekking na tyle mi się spodobał, że kilka tygodni później pojechaliśmy do Gliwic na taką samą imprezę… i znowu zajęliśmy II miejsce i znowu na dystansie mini, który jednak wynosił tylko 8 km! Puchary teraz dumnie stoją w pokoju gościnnym a Tekila pewnie chętnie pobiegnie jeszcze nie raz z mapą i pańciem.

Kilka tygodni po półmaratonie w Tychach wziąłem udział w półmaratonie podczas PKO Silesia Marathon (dwa razy biegłem pełny dystans, w tym roku uznałem, że na pełny nie jestem gotowy i  tak jak wspominałem, ani jednego maratonu nie biegłem). Wiecie, że ta śląska trasa potrafi dać w kość a ja w sumie otarłem się o swoją życiówkę…Było coraz lepiej.

I co? I wygrałem na Facebooku pakiet startowy na 3. PZU Półmaraton Królewski. Mimo tego, że trzeba było poprosić grzecznie małżonkę i że pogoda absolutnie nie rozpieszczała (zimno, mokro i bez sensu), w Krakowie poprawiłem swój PB! Aktualnie wynosi: 1:44:39 (pierwszy raz poniżej 1:45). Tego się absolutnie nie spodziewałem, ale cieszyłem ogromnie! To była też największa impreza w jakiej wziąłem udział w zeszłym roku.

W grupie Spartanie Dzieciom miałem ogromną przyjemność biec również III Półmaraton Gliwicki – mam nadzieję, że będę mógł jeszcze pomagać nie raz.

I co? Można powiedzieć, że stracony sezon ale jednak coś mi się udało 🙂 Nie tylko poprawiłem jedną swoją życiówkę ale wziąłem udział łącznie w 21 biegach – większość bardzo fajnych, które zapamiętam na długo. Łącznie w zawodach przebiegłem 276 km (niezbyt dużo). Zdobyłem 3 puchary (jeden za NW i dwa z Tekilą).

Mam nadzieję, że najgorsze już za mną. Teraz daje sobie jeszcze dwa tygodnie odpoczynku od poważnego treningu a potem ruszam z kopyta (ale tym razem z rozsądkiem).

Plany na przyszły rok? Pal je licho! Jedno jest pewne – mam zamiar wystąpić w Cortina Trail (bieg towarzyszący TNF Lavaredo Ultra Trail, 48 km we włoskich Dolomitach) oraz w Budapest Maraton. Reszta planów jest w głowie. Nie będę ich tu pisał, żeby znowu nie musieć za rok się tłumaczyć, jakby coś nie wyszło.

Mam nadzieję, że Wy mieliście bardziej udany sezon!

Translate »