II Wadowicki Półmaraton Górski – relacja

II Wadowicki Półmaraton Górski – relacja

Wczoraj odbył się II Wadowicki Półmaraton Górski. Bieg, na który bardzo długo czekałem. Dlaczego? Chciałem sprawdzić czy jestem już gotowy na jakiekolwiek dłuższe bieganie po górach. Jak wiecie pierwsze 5 miesięcy tego roku spędziłem na leczeniu kontuzji. Przez nią byłem zmuszony z rezygnacji z maratonu w Dębnie, Krakowie ale także innych atrakcyjnych startów jak chociażby półmaraton w Ołomuńcu. Było mi szkoda, ale wiedziałem że mój organizm nie jest przygotowany, na taki wysiłek. Powoli zaczynałem wracać do regularnych treningów i zwiększać dystans. Na spokojnie, bez gwałtownych zrywów. Tak, żeby kolano znowu nie odmówiło posłuszeństwa. Na razie wszystko jest na dobrej drodze (za trzy tygodnie biegnę Katorżnika w Lublińcu) i mam nadzieję, że tak już pozostanie.

13708353_1133027030104616_6701142842906354155_o

Dlaczego wybrałem bieg w Wadowicach? Pasował mi termin, pasował dystans. Patrząc na profil trasy widziałem również, że jest raczej umiarkowanie trudna, a nie chciałem od razu ładować się w ekstremalne bieganie.

13734958_1133028443437808_2492772818526227040_o

Pod Hotel Młyn Jacka podjechałem przed 9 rano. Parking był spory, sam ośrodek a także jego otoczenie na duży plus. Jeszcze przed biegiem dużo informacji potrzebnych każdemu zawodnikowi można było znaleźć na facebookowym profilu (nie było też żadnych problemów z kontaktem). Biuro zawodów mieściło się w budynku SPA, dojście do niego było doskonale oznaczone. Bez kolejki odebrałem bogaty pakiet startowy (m.in. płócienny plecak, koszulka techniczna z fajną grafiką z napisem: „Najlepsza chwila jest teraz”, napojem energetycznym, smyczą z Regatty i wodą mineralną). Przebrałem się w ciuchy do biegania, posiedziałem chwilę w leżaku pod budynkiem i udałem się w stronę autobusów, które zawiozły nas na miejsce startu mieszczącego się obok OSP Rzyki (blisko Andrychowa). Tam prawie godzinę czekaliśmy na start. Był czas przygotować się mentalnie. To co trochę zawiodło to mała ilość ToiToi, przez zainteresowanie start został opóźniony o kilka minut. Przed nim nastąpiła również wspólna rozgrzewka.

20160724_082533

Pierwsze prawie trzy kilometry to asfalt i lekko pod górkę, w dużej grupie biegnie się przyjemnie, ale ja już nie mogę się doczekać mniejszego tłoku. Po tych trzech kilometrach kolejne ponad cztery również są pod górę. Wdrapujemy się na Leskowiec. Turystów jest naprawdę sporo na szlaku i wokół schroniska. Atmosfera świetna. Pogoda? Jest coraz bardziej gorąco, na szczęście w większości trasa jest poprowadzona między drzewami, więc da się przeżyć. Dużym plusem były aż cztery punkty z wodą i izotonikiem. Szczerze mówiąc nie wiem po co biegłem z plecakiem i litrowym bukłakiem, skoro skorzystałem z niego bodaj jeden raz. W ogóle szczerze mówiąc nie miałem nic do jedzenia na trasę oprócz paczki sezamków, które dały mi kopa na drugiej części dystansu. Za schroniskiem na Leskowcu szybki zbieg a potem kilkakrotnie jeszcze dłuższe podbiegi. Przebiegamy przez Groń Jana Pawła II. Po 19 kilometrach wybiegamy z lasu znowu na asfalt. To był chyba najtrudniejszy dla większości etap biegu. Końcówka znowu w lesie, przebiegnięcie przez mostek i już lądujemy na mecie. Każdy otrzymuje bardzo ładny (ceramiczny!) medal, który może być ozdobą kolekcji, butelkę wody mineralnej i dostęp do strefy biegacza. Czekają tam kremówki papieskie od cukierni Galicjanka (pycha!), owoce – jabłka, banany, arbuzy (na te ostatnie się już niestety nie załapałem) i zupa pomidorowa. Jest również zraszacz, żeby się ochłodzić oraz masaże. Dużo wygodnej trawy, żeby odpocząć. Jeśli chodzi o samą trasę to tak dobrze oznaczonej chyba jeszcze nie biegłem, ale wydawało mi się, że taśmy są po prostu wszędzie! Dzisiaj jednak doczytałem, że czołówka biegu się pogubiła. Rozumiem, że osoby biegnące na wynik mają inną percepcję podczas biegu bo i prędkość i zmęczenie jest inne, szkoda trochę zawodników, ale nie obciążałbym na pewno organizatorów tym, że źle oznaczyli trasę.

20160724_082337

Świetnym pomysłem było również przedszkole dla dzieci biegaczy. Można było zapisać i zostawić swoje dziecko na czas biegu a animatorki zajmowały im atrakcyjnie czas.

20160724_082218

Z mojej perspektywy impreza rewelacja. Trasa w sam raz dla kogoś na pierwszy dłuższy dystans górski, dobre oznakowanie, atrakcyjny pakiet startowy oraz sporo udogodnień sprawiły, że do domu wracałem z uśmiechem. Mój czas? 2:25. Po tak długiej przerwie w bieganiu po górach jestem bardzo zadowolony!

20160724_135135

Dziękuję gorąco organizatorom, wolontariuszom  i sponsorom a wszystkim biegaczom gratuluję dobiegnięcia do mety! 🙂

Translate »