V Rybnicki Półmaraton Księżycowy – szybka relacja

V Rybnicki Półmaraton Księżycowy – szybka relacja

Trochę poniewczasie, bo to już moje jedenaste zawody w 2014 roku, ale postanowiłem, że od czasu do czasu będę dzielił się swoimi przemyśleniami na temat biegów, w których brałem udział.

Tak w ogóle na wstępie to muszę powiedzieć, że oprócz tego, że biegłem niedawno w 1. Kobiórskim Biegu Bez Celu oraz w III Pszczyńskim Biegu o Puchar Carbo Asecura to z treningami u mnie bardzo słabo. Mam miesięcznego syna, który na tyle mnie eksploatuje, że mocy na bieganie po prostu brak. Mam nadzieję, że niedługo będziemy z żoną coraz bardziej ogarniać a zmęczenie, które teraz mi notorycznie towarzyszy zamieni się w spotęgowaną energię do działania – w tym także biegania.

iv_rpk_2013_logo

Na Rybnicki Półmaraton zapisałem się chyba gdzieś w okolicach marca, myślałem, że forma będzie końcem czerwca dużo wyższa. Stało się jednak inaczej, niemniej najważniejsze, że formę można albo budować albo odbudowywać. Mam postanowienie, że niedługo zacznę to drugie. Zresztą, niedługo żona po porodzie też ma zamiar zacząć ćwiczyć, żeby wrócić do jakiej-takiej formy – motywacja będzie więc podwójna.

21911_12452_trasa

Bardzo chciałem wziąć udział w Rybnickim Półmaratonie Księżycowym – po pierwsze, nie brałem jeszcze udziału w żadnym biegu nocnym, po drugie – z domu do Rybnika mam niecałe 40km (czyli blisko), a słyszałem wiele pochlebnych opinii nt. tego biegu.
Dzień wcześniej byłem na koncercie Soundgarden podczas Life Festival Oświęcim, gdzie wypiłem kilka piw, no i dobrych kilka godzin stałem/bujałem się. Stąd jeśli chodzi o świeżość mogło być różnie. Przed wyjazdem do Rybnika postanowiłem uciąć sobie dwugodzinną drzemkę, żeby nabrać sił. Gdy się obudziłem o godzinie 18 i spojrzałem za okno niestety spotkała mnie bardzo przykra niespodzianka. W skrócie – lało jak z cebra. Uznałem jednak, że pogoda nie jest istotna a ja z cukru nie jestem. Zapakowałem się do samochodu, włączyłem wycieraczki na najszybszy tryb i pojechałem. Rybnika jako miasta nie znam, stąd też zaparkowałem dość daleko od Biura Zawodów które mieściło się na pływalni – dokładnie obok Tesco. Stamtąd przespacerowałem się (w deszczu!) i odebrałem pakiet startowy. Trzeba przyznać, że wydawanie zestawów poszło bardzo sprawnie. Było przed 21.00, wziąłem do wypicia kawę IDEE Kaffee (piję ją zawsze gdy tylko jest na biegu – w tym wypadku jednak szczególnie mi pomogła) i całkiem przypadkowo znalazłem telewizor na którym wielu biegaczy oglądało akurat końcówkę dogrywki meczu Brazylia – Chile. Wypiłem kawę, obejrzałem rzuty karne (kibicowałem Chile). I przebrałem się (oczywiście także w koszulkę, którą otrzymałem w pakiecie – całkiem ładną).

CAM01037

Przed startem biegu (zarejestrowanych było 1200 uczestników), odbyła się oficjalna rozgrzewka. Na szczęście już nie padało. O 22:00 wszyscy już czekali na linii mety na wystrzał. Trasa w Rybniku obejmowała trzy pętle po 7km. Początek trasy to długi zbieg, trochę czasu na ustawienie się na odpowiedniej pozycji. Potem zakręt w lewo i leciutki podbieg. I właśnie, słowo podbieg chyba najlepiej odzwierciedla profil rybnickiej trasy. Szczerze muszę powiedzieć, że trasa wczorajszego biegu była dla mnie dużo trudniejsza od np. XV Półmaratonu Dookoła Jeziora Żywieckiego – który w obiegowej opinii jest jednym z bardziej wymagających półmaratonów (miałem przyjemność biec w tym roku). Biegnąc pierwsze okrążenie praktycznie co zakręt dowiadywałem się, że dalej będzie pod górkę. Fakt faktem, kilka dłuższych zbiegów było – najdłuższe przed wbiegnięciem na rynek oraz wspomniany już za linią 7km. Było też kilka ciemniejszych miejsc gdzie trzeba było uważać pod nogi. Niemniej jednak jak na to, że dłuższy czas nie trenowałem pierwsze okrążenie było mimo wszystko dość szybkie. Trasa mimo, że wymagająca poprowadzona bardzo widokowo, można było minąć kilka ciekawych budynków, rynek, czy bazylikę przy której była linia startu/metu. Dzięki temu biegło się zdecydowanie przyjemniej. Co jednak fantastyczne – to naprawdę wiele osób kibicujących biegaczom. Najbardziej zapamiętałem grono bardzo mocno zagorzale kibicujących Pań w okolicach 3-4 kilometra (były fantastyczne!), oraz wielu kibiców na rynku – którzy potrafili ponieść – szczególnie podczas ostatniego okrążenia. Bo właśnie, pierwsze okrążenie przebiegłem bardzo przyjemnie. Do końca drugiego kółka także biegło mi się w miarę równym tempem. Niemniej jednak już na trzecim okrążeniu brak przygotowania dał o sobie znać. Każdy kolejny podbieg czułem bardzo mocno w nogach, ostatnie dwa kilometry były naprawdę trudne, wmawiałem sobie jednak, żeby tylko nie przestać biec – bo gdybym już stanął w miejscu to bardzo trudno byłoby mi znowu ruszyć. Ostatecznie silna wola zwyciężyła (na szczęście!). Czas 1:52:27 i 497 miejsce (na 963 osoby, które ukończyły bieg) w momencie gdy nie trenuję uważam za zadowalający rezultat.

CAM01039

Warto zaznaczyć, że organizator wspiął się na wyżyny. Wszystko (moim zdaniem) było dopięte na ostatni guzik. Profesjonalna obsługa i zaplecze, spiker, pomiar czasu DataSport. Co okrążenie można było skorzystać z wody do picia, napoju izotonicznego. Można było także zjeść trochę czekolady czy banana. Nie zabrakło także pacemakerów. Trudno mi sobie wyobrazić, co mogłoby być lepiej.

Ponadto medal, jaki otrzymałem na mecie należy chyba do najładniejszych w mojej skromnej kolekcji. Składa się z rzymskiej cyfry V, księżyca z biegaczami i gwiazdami. Ponadto jedna z gwiazdek jest wypełniona kryształkiem Swarovskiego. Medal ten będzie stanowił ozdobę mojej kolekcji, a dla mnie będzie pamiątką naprawdę wyjątkowego biegu, który będę bardzo długo wspominał.
Przy okazji jeszcze nadmienię, że noc stanowiła zawsze dla mnie naturalne środowisko biegania. Gdy skończyło się pracę, wieczorem nadchodził w końcu wolny czas gdy można było wybrać się na trening (najczęściej biegam z psem po lesie), dlatego też bieg nocny był dla mnie bardzo zachęcający.

rybnik

Wzorowa organizacja, piękny medal, ekscytująca atmosfera biegowego święta, fantastyczni kibice oraz wymagająca trasa – to zapamiętam przede wszystkim po wyjeździe do Rybnika. Jeśli tylko się uda za rok na pewno tam wrócę!

Translate »