Wilcze Gronie 2015 – dwie relacje z jednego biegu!

Wilcze Gronie 2015 – dwie relacje z jednego biegu!

Relacja Piotra Szałaśnego

Wczorajszy dzień na długo pozostanie w mojej pamięci. Bieg Wilcze Gronie w Rajczy to był mój pierwszy zimowy bieg górski (a drugi bieg górski w ogóle w życiu!). Jak zapewne część z Was wie, pierwszy bieg w górach zaliczyłem w połowie listopada w Wiśle. Od tamtego czasu wykonałem dosłownie dwa (Błatnia i Kozia Górka) treningi po górach w śniegu. Przyszedł czas na Wilcze Gronie. Bieg, który „pociągał” mnie już rok temu, mimo, że wtedy biegałem jeszcze wyłącznie po płaskim. Może to nazwa, może chęć spróbowania czegoś nowego? Sam nie wiem. Ale w zeszłym roku galerię zdjęć z tych zawodów przeglądałem z nutą zazdrości. Wiedziałem, że jak tylko będę się czuł na siłach, to nie może mnie tam zabraknąć. Zapisałem się na samym początku rejestracji i już pozostało mi tylko czekać na ten dzień. Nie nastawiałem się na czas, wynik czy miejsce, chciałem po prostu to przebiec.

001

Żeby dostać się do Rajczy w miarę logicznym czasie (biorąc pod uwagę, że dzień przed zawodami potężnie sypało), musiałem wstać o 5:30. Z domu wyjechałem o 6:00, po drodze miałem zabrać jeszcze trzech znajomych, którzy również brali udział w rywalizacji. Ostatecznie droga okazała się zdecydowanie lepsza niż sądziłem i w biurze zawodów byliśmy sporo przed czasem. Odebranie chipów i pakietów startowych poszło bardzo sprawnie. Jeśli ktoś chciał mógł dodatkowo kupić pamiątkową koszulkę. Biuro mieściło się w Szkole Podstawowej nr 1. Lokalizacja doskonała z kilku powodów. Szkoła mieści się w centrum Rajczy, blisko startu i mety oraz przy głównej drodze. Dookoła jest także odpowiednia ilość parkingów więc nie było problemów z parkowaniem. Osoby, które nie chciały przyjeżdżać w dzień zawodów miały możliwość taniego (7zł) noclegu na terenie szkoły. Ponadto nie brakowało szatni a także…dużej liczby pryszniców (z których warto było skorzystać bo biegu).

1619277_623571441043820_490361470_n

Po odebraniu pakietów na spokojnie czekaliśmy na start w cieple budynku szkoły (na zewnątrz był minimalny mróz). Wyszliśmy na linię startu, która znajdowała się kilkaset metrów od szkoły gdy do startu pozostało ok. 15min. Ustawiliśmy się wraz z innymi zawodnikami na starcie i…w pewnym momencie huknęło jak z armaty! Start biegu został ogłoszony wystrzeleniem głośnej petardy. Połowa ekipy trochę się wystraszyła, ale to był sygnał – biegniemy! Początkowe dwa kilometry przebiegały przez miejscowości po praktycznie równym terenie, dla wielu był to dobry moment na odpowiednie ustawienie się przed wejściem w teren. Ja trochę zapobiegliwie wolałem biec raczej z tyłu niż rzucać się do przodu. Z perspektywy sam nie wiem czy zrobiłem dobrze czy nie. Z jednej stronie nie szarżowałem, z drugiej jak już zaczął się podbieg to raczej nie było szans by kogoś wyprzedzić, więc podbiegało się w zasadzie w rzędzie. Właśnie, pierwszy podbieg to coś, czym straszono jeszcze przed startem. I słusznie – faktycznie był bardzo ostry i długi. Chyba jeden z gorszych z jakimi miałem do czynienia. Raczej wolniej niż szybciej, ale w miarę równym tempem toczyliśmy się do góry, każdy patrząc raczej pod nogi, żeby się nie poślizgnąć. Po ok. dwóch kilometrów ukazał się nam pierwszy widok. Wiele osób zatrzymywało się i robiło zdjęcia – naprawdę robił wrażenie. Jeszcze dwa kolejne kilometry, ostry nawrót i zaczęło się! Długi zbieg w pełnym śniegu! Mnóstwo frajdy, czułem się szczęśliwy jak dziecko gdy rodzice zabrali mnie na sanki. Mój znajomy Dawid, który podbieg bieg za mną „puścił się” na całego i tylko usłyszałem jak mnie wyprzedzał „ale jazda!”. Ja nieco asekuracyjnie, ale też zacząłem czuć zew prędkości. Uuuu, długo tego nie zapomnę. Bo tym zbiegu nastąpiła część trasy po lekko oblodzonym asfalcie – w sam raz by trochę odpocząć. Potem punkt odżywczy. Do wyboru była woda, bulion i herbata. Niestety straciłem tam ok 2 min, bo do ciepłej herbaty była kolejka. Bardzo chciałem się napić czegoś ciepłego bo gardło nie było przyzwyczajone do tak ostrego powietrza, myślę że dobrze zrobiłem. Potem kolejny podbieg, już nie aż tak ostry jak pierwszy a po nim znowu łagodniejszy zbieg. Część po drugim podbiegu była zdecydowanie najpiękniejsza, widoki górskiej zimy na długo pozostaną w mojej pamięci. Biegnąc górą nawet zdobyłem się na to by w biegu pstryknąć kilka fotek komórką bo…nie mogłem tego po prostu nie zrobić! Ta część była bardzo przyjemna bo w zasadzie cały czas się biegło w miarę równym tempem a takich widoków nie zobaczy się siedząc przed telewizorem! Potem nastąpił ostatni z podbiegów, jeśli chodzi o siły to miałem jeszcze spory zapas, myślę, że to pochodna tego, że pierwszy podbieg był dość wolny a zbieg nieco asekuracyjny. Podbiegłem go w niezłym tempie, choć 1,5km przed końcem metą czułem już, że łydki bolą przy dłuższym kroku. Jeszcze kawałek i… mega ostry zbieg przed metą. Jak chyba prawie każdy zaliczyłem na nim glebę (albo dwie) i właściwie na nogach zjechałem (!) przed metę. Kilkaset metrów sprintu i jest… czas 2:05:45 i 240 miejsce. Ja jestem zadowolony szczególnie, że w tak pięknym biegu miałem okazję uczestniczyć po raz pierwszy.

_DSC0357

Trasa była bardzo dobrze zorganizowana, w każdym istotnym miejscu znajdowały się odpowiedni służby, które ją zabezpieczały. Jeśli chodzi o oznaczenie to nie było szans, żeby zabłądzić primo – ze względu na innych zawodników, secundo – ze względu na to, że była poprawnie oznaczona.

10648962_936169989735224_4364293954508243978_o

Zapomniałem dopisać, że w pakiecie startowym oprócz numeru startowego, agrafek, obowiązkowej folii NRC i worka na depozyt każdy otrzymał Kalendarz Biegacza. Bardzo miły dodatek. Na mecie na każdego z uczestników czekały drewniane medale. Niektórzy (moim zdaniem jednak chyba słusznie) trochę narzekali, że oprócz wyrytej grafiki z Wilczych Groni cały medal odnosi się do Międzynarodowego Rajdu Chłopskiego w Rajczy. W sumie ten bieg był zorganizowany w ramach tego rajdu, niemniej chociażby z jednej strony medal mógł dotyczyć wyłącznie biegu – w końcu to co zawodnicy będą pamiętać (a medal jest przecież pamiątkowy) to właśnie wspaniale spędzony czas podczas rywalizacji biegowej.

DSC_0439

Na mecie na uczestników czekał także ciepły posiłek. Ponadto na miejscu mety odbywało się wiele innych atrakcji właśnie w ramach Rajdu Chłopskiego, także jeśli ktoś miał czas mógł bardzo miło spędzić popołudnie. Grały i śpiewały kapele góralskie z Polski i Słowacji, był pokaz rzeźby w lodzie a także zjazd na bele czym. Było co robić!

Untitled design

My po biegu skorzystaliśmy z prysznica, na kilka chwil poszliśmy zobaczyć co się dzieje na miejscu mety i wróciliśmy do naszych domów z nieco cięższymi nogami, ale wspaniałymi wspomnieniami. Dziękuję organizatorom za świetną organizację i fantastyczną trasę, pogodzie za to, że dopisała i zorganizowała prawdziwie zimowy bieg oraz oczywiście gratuluję wszystkim uczestnikom!

 12511_772917986095656_318258176490135149_n

Relacja Dawida Martini (Longer_7 amator runner)

„Rajcza – wieś gminna w Polsce położona w województwie śląskim, w powiecie żywieckim, w gminie Rajcza. Geograficznie położona jest w Beskidzie Żywieckim, w górnym biegu Soły na trasie linii kolejowej Żywiec-Zwardoń. W bezpośrednim sąsiedztwie Rajczy znajduje się Żywiecki Park Krajobrazowy. Miejscowość jest siedzibą gminy Rajcza. W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa bielskiego.

10380883_772917946095660_7425958345585260661_n

Wieś o charakterze letniskowym z infrastrukturą do uprawiania sportów zimowych. Liczne szlaki turystyczne. W części Rajczy-Nickulinie znajduje się schronisko młodzieżowe PTSM i Ośrodek Edukacji Ekologicznej.”

„Wilcze Gronie to zimowy bieg górski w stylu anglosaskim (trasa prowadzi w górę i w dół) na dystansie około 15 kilometrów z przewyższeniem ponad 700 metrów.

10433797_772917962762325_80472156810653862_n

Impreza organizowana jest już po raz trzeci. Start zawodów tradycyjnie odbędzie się w Rajczy, a uczestnicy za bardzo niewielką dopłatą mogą spędzić aż dwa noclegi w szkole podstawowej niedaleko biura zawodów.

Trasa liczy około 15km długości.

10943892_772917979428990_4785486515093899991_n

Początkowe 2 km rozbiegu asfaltem delikatnie biegnie w dół – dobra okazja żeby zająć strategiczną pozycję przed wejściem w teren. Kolejne 4 km trasa wije się niebieskim szlakiem mniej lub bardziej pod górę (raczej bardziej niż mniej) w warunkach poza zimowych jest to przeważnie stokówka lub szeroka ścieżka. Następnie z niebieskiego szlaku skręca w prawo i spada stokówką jakieś 2 km w dół do miejsca zwanego przez miejscowych „Świński Rynek”. Następnie wypoczynkowy 1 km asfaltem w dół. Punkt odżywczy z herbatą i drugi ,być może trochę krótszy, ale nie mniej soczysty podbieg na Zapolankę żółtym szlakiem. Następne kilkaset metrów pokrywa się z końcówką trasy 80 Chudego Wawrzyńca, po czym trasa wykręca w stronę Wilczego Gronia i prowadzi przez 3km przyjemnego zbiegu – to chyba najładniejszy odcinek trasy, odkryty grzbiet, widoki na wszystkie strony, w tym również na przebytą do tej pory trasę. Zostaje tylko krótki podbieg na Butorowy Wierch i Compel i naprawdę osty zbieg do mety.”

10957878_772917956095659_7560781643797834191_n

Do Rajczy wybraliśmy się z w składzie ‚2×2’ czyli dwóch Piotrów i dwóch Dawidów (Piotr Szałaśny, Piter Runner, ja i Dawid Kostyra), na miejscu spotkaliśmy m.in. Darka oraz Artura.

Jako, że mieszkamy w różnych miejscowościach, mniej lub więcej od siebie oddalonych, umówiliśmy się o godzinie 6:30 na dworcu PKS na Bieruniu Starym.

Między umówionym spotkaniem, a godziną startu było ponad 4h czasu, więc na drogę musiałem wziąć coś do jedzenia – miałem ze sobą sałatkę z ananasem – niestety pudełko nie było szczelne i moje ubrania lekko nasiąknęły wonią tejże sałatki.

DSC_0075

Po drodze wskoczyliśmy do Biedronki, gdzie byliśmy pierwszymi klientami, kupiliśmy sobie banany i czekoladę ;>

Na miejsce startu dotarliśmy dość wcześnie, odebraliśmy pakiety startowe i siedzieliśmy w świetlicy, czekając na start…

Pogoda była wyjątkowo dobra jak na bieganie po śniegu, godzinkę przed startem wyszedłem na świeże powietrze, żeby sprawdzić temperaturę – poczułem lekki mrozik, więc koszulka termo i techniczna wystarczały.

Na bieg zabrałem ze sobą dłuższe i krótsze spodenki, obawiając się ‚przegrzania’ założyłem krótsze – dzięki temu byłem nie lada atrakcją dla innych zawodników i turystów – żarty, żartami, pora do startu!

Organizatorzy najwidoczniej chcieli, aby zawodnikom mocniej zabiły serca już na samym starcie, strzał z pistoletu był zsynchronizowany z wybuchem petardy, przez co wielu osobom serca podskoczyły aż pod gardło…

_DSC0080

2km płaskiego, zajęcie strategicznej pozycji i lecimy… na około 2km złapałem się Andrzeja Juraszek – biegł bardzo dobrym tempem, zapytałem grzecznie czy mogę biegnąć z nim – zgodził się.

Tak więc przez całą trasę dzielnie trzymałem mu kroku, odpowiadało mi to, gdyż unikałem tym samym zbędnego szarpania tempa…

Trasa wyjątkowa i malownicza, momentami przy zbiegach jedynie co robiłem to próbowałem utrzymać się na nogach – moje nowe buty spisały się wyśmienicie, nie było żadnej ‚gleby’, wynik wyśmienity – wszystko dzięki Andrzejowi – Bóg zapłać!

IMG_2940

Był to mój drugi górski sprawdzian w śniegu – pierwszy zaliczyłem w Bystrej z Grzegorzem Mzyk – tak jak w przypadku Grzegorza i Andrzeja, trzymałem się dzielnie za ich plecami – mają moc panowie!

Bieg ‚Wilcze Gronie’ zgromadził kilku wybitnych biegaczy:

– zwyciężył Grinius Gediminas z Litwy – znany ultramaratończyk z czasem (1:21:25), drugi był Kamil Leśniak – każdy ‚góral’ powinien go kojarzyć – (1:21:47), trzeci Jarosław Gniewek – zwycięzca m.in. ‚Iron Run’ w Krynicy w roku 2014 – (1:22:46).

IMG_1853

Kolejne miejsca zajmowali m.in. Piotr Biernawski- zwycięzca wielu górskich biegów, Marcin Dyrlaga, Paweł Cieślik, Andrzej Radzikowski – 3 zawodnik w Spartathonie – biegu na długości 246km! czy wspomniany przeze mnie Andrzej Juraszek – ultramaratończyk, który w dniu wczorajszym kończył 21 lat – jeszcze raz dziękuję i wszystkiego najlepszego!

Wśród kobiet najlepsza była Magdalena Ostrowska-Dołęgowska (1:44), druga Magdalena Janowska (1:46:29) a trzecia Katarzyna Kanclerz-Januszewska (1:47:04).

_DSC0516

Ja ze swoim wynikiem (1:29:19) zająłem 15 miejsce OPEN na 342 osoby startujące.

Walenty Bobla – 27/342 – 1:35:38

Bogdan Gaweł – 36/342 – 1:37:58

Piotr Jakimiuk – 52/342 – 1:40:29

Dariusz Czapiewski – 59/342 – 1:41:32

Janusz Czapiewski – 102/342 – 1:49:21

Krzysztof Skibicki – 133/342 – 1:53:14

Dawid Kostyra – 228/342 – 2:02:31

Piotr Szałaśny – 240/342 – 2:05:45

Kolejny bieg górski zaliczony do udanych, forma powoli rośnie, miesiąc styczeń był lekkim przetarciem przed nowym sezonem – raptem 230km przebiegnięte.

Luty zapowiada się mocno, liczę na około 400km w tym miesiącu i mocne przygotowania pod Bochnię i Barcelonę, startów żadnych nie planuję – ale wiadomo jak to ze mną.

DSC_0046

Powoli trzeba przygotowywać plan strategiczny na ten rok – wybrać biegi ważne i ważniejsze, jednak najważniejsze to nie zatracić się w tym co się robi, najważniejsze to czerpać przyjemność i radość – życiówki idą na dalszy plan.

Translate »