XVI Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego – relacja

XVI Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego – relacja

Na ten bieg czekałem od dawna, konkretnie od 7 stycznia tego roku, kiedy pomyślałem o starcie właśnie w XVI Półmaratonie dookoła Jeziora Żywieckiego. Do tego momentu nie miałem konkretnych planów i celów na przyszły sezon. Byłem jeszcze w ciężkim szoku po przebiegnięciu w październiku 2014 roku Silesii Półmaratonu w czasie poniżej 2 godzin. Po tym biegu moje treningi wyglądały jałowo, w zasadzie nie miałem żadnego planu i biegałem ot tak, dla siebie. Jednak kiedy trafiła do mnie informacja odnośnie biegu w Żywcu, nie wahałem się ani chwili. W końcu są to moje rodzinne strony, miejsce gdzie od dawien dawna spędzałem wakacje, ferie i wszystkie inne wolne dni. Dodatkowo, od dobrych kilku lat wraz ze wspaniałą ekipą przemierzamy szlaki Beskidów, toteż perspektywa biegu wśród szczytów, z których nie jeden raz oglądało się panoramę Żywiecczyzny, była baaaardzo kusząca 🙂
maxresdefault

Bieg dookoła Jeziora Żywieckiego jest również dla mnie początkiem przygotowań do maratońskiego debiutu, który mam nadzieję odbędzie się na początku października w Katowicach. W związku z tym zależało mi na poprawieniu rekordu życiowego z zeszłego roku. Wiedziałem jednak, że nie będzie to wcale łatwe zadanie. Z różnych stron dochodziły do mnie informacje o skali trudności tego biegu, o podbiegach i innych czynnikach, które będą przeszkadzać w osiągnięciu zamierzonego rezultatu.
W dniu poprzedzającym imprezę z entuzjazmem wyruszyłem po odbiór pakietu startowego. Pakiety można było odbierać w Biurze Informacji Turystycznej znajdującym się bardzo blisko rynku, nie trzeba było więc błądzić i niepotrzebnie się stresować. Na miejscu trzeba było jedynie zweryfikować swoją tożsamość oraz podpisać oświadczenie. Po chwili w ręku miałem niewielką reklamówkę z logo półmaratonu. Zawierała ona numer startowy z wbudowanym czipem, informator, butelkę wody od sponsora, talon na posiłek po biegu, ręcznik z logo Powiatu Żywieckiego, broszury informacyjne z różnych biegów oraz rabaty od firm odzieżowych, fizjoterapeutów itp.
2
W niedzielny poranek wielkim dylematem było znalezienie odpowiedniego ubioru. Meteorolodzy nie wykluczali opadów, gdzieniegdzie widać było w prognozach możliwość przebijania się słońca przez chmury, ogólnie wielka niewiadoma. Postanowiłem więc przygotować się na każdą ewentualność oraz zdecydować już na miejscu.

Wyjechałem z Pszczyny dosyć wcześnie obawiając się korków oraz problemów z parkowaniem (w końcu Żywiec to nie metropolia, a grubo ponad 2000 biegaczy na liście startowej robiło wrażenie). Start zaplanowano na godzinę 11:00, więc około 9:15 byłem już w trasie. Nie było to konieczne, bowiem na parkingach było sporo miejsca, a korków na drogach ani śladu. Zdążyłem spokojnie skorzystać z toalety, wybrać strój, którym były krótkie spodenki, bluza biegowa (z obawy o podmuchy wiatru) i standardowo buff. Pogoda była dobra, a co najważniejsze, nie padało. Nawet czasem słońce przebijało się przez warstwę chmur. Jedynym mankamentem był wiatr, który na otwartych przestrzeniach wiał dość mocno. Na rynku, prócz startu i mety, znajdowały się różne stoiska, gdzie można było zakupić tańsze produkty dla biegaczy.

Po rozgrzewce i motywujących tekstach ze strony rodziny, udałem się na linię startu na około 10 minut przed rozpoczęciem biegu. Na swój start czekałem ponad półtorej minuty – wąska droga na rynku oraz ilość osób zrobiła swoje. Zegarek ustawiłem na tempo 5:30/km, co było niezbędne do poprawy swojej „życiówki”.
3

4
Pierwsze kilometry upłynęły szybko, jednak dość duży tłok utrudniał utrzymanie przyjemnego tempa. Dopiero po przebiegnięciu mostu na Sole trochę się rozluźniło i można było przyśpieszyć, zostawiając „virtualnego partnera” w tyle. Kilometry mijały bardzo szybko. Kibice, którzy ustawiali się wzdłuż trasy głośno dopingowali wszystkich uczestników. Każde „przybicie piątki”, czy brawa dodawały mnóstwo sił i niesamowicie motywowały do walki. Również wśród zawodników panowała bardzo przyjazna i koleżeńska atmosfera. Wszędzie widoczne uśmiechy oraz krótkie śmieszne wypowiedzi pogłębiały uczucie radości. Widoki na okoliczne góry oraz Jezioro Żywieckie są niesamowite. Trasa wiedzie malowniczymi asfaltowymi trasami, a jej zróżnicowanie powoduje, że absolutnie nie można się nudzić. Liczne podbiegi powodowały u niektórych konieczność przejścia na marsz. Druga część dystansu, począwszy od zapory w Tresnej (gdzie znajdowała się lotna premia), wydawała mi się bardziej wymagająca od pierwszej.
5
Szczególnie dwa podbiegi zapadają w pamięć biegaczy. Ulokowane są one na 16 i 18 kilometrze trasy, a ich dosyć spore nachylenie sprawiało problemy z utrzymaniem tempa. Na szczęście końcówka trasy to już długi zbieg oraz wypłaszczenie prowadzące do mety. Udało mi się dobiec w czasie 1:54:52, co jest moim nowym rekordem życiowym, poprawionym o dokładnie 3 minuty. Pozwoliło to na zajęcie 1183 miejsca na 1851 osób, które ukończyły zmagania. Biorąc pod uwagę charakterystykę biegu, uważam ten wynik za spory progres i dobry prognostyk przed nadchodzącymi startami oraz przygotowaniami.

6

7
Zaraz po zakończeniu biegu otrzymałem SMS-em swój wynik, gratulacje dla firmy Datasport za sprawne i szybkie powiadamianie (co ciekawe, kilka dni przed startem otrzymałem wiadomość z informacją o nadanym numerze startowym oraz wskazówkami, gdzie i kiedy odebrać swój pakiet startowy – bardzo pozytywne zaskoczenie!). Po otrzymaniu butelki wody, pięknego pamiątkowego medalu w kształcie granic administracyjnych Powiatu Żywieckiego oraz zrobieniu kilku zdjęć, udałem się na zasłużony posiłek. W Hali Sportowej MOSiR można było dostrzec świetną pracę organizatorów. Samo rozdawanie posiłku, którym był żurek, odbywało się bardzo sprawnie. Rozstawione na całej powierzchni hali stoliki oraz ławki spowodowały, że nikomu nie zabrakło miejsca do swobodnej konsumpcji pysznej zupy. Każdy dodatkowo mógł poczęstować się kawą oraz herbatą, a przy wyjściu można było otrzymać również drożdżówkę.

8

W zawodach zwyciężył Kenijczyk Emuria James z czasem 1:06:49, drugie i trzecie miejsce zajęli Ukraińcy, Salo Taras oraz Pechnikov Ruslan – odpowiednio 1:07:04 oraz 1:08:04. Pierwszym Polakiem, który zameldował się na mecie był Jarosław Gniewek (5 miejsce) z czasem 1:14:39. Wśród kobiet wygrała Barsosio Stellah Jepngetich z Kenii (1:16:46) bijąc tym samym bardzo stary rekord trasy. Poniżej dotychczasowego przebiegły też zawodniczki zajmujące pozostałe miejsca na podium: Lilia Fiskowicz z Mołdawii (1:17:17) oraz Kenijka Sheila Kiplagat (1:17:17). W tym przypadku o lokatach zdecydowały tysięczne części sekundy.

Dodatkowe klasyfikacje i nagrody prowadzone były w kategoriach wiekowych oraz płci, a także dla najlepszych zawodników z Powiatu Żywieckiego, miasta Żywca, samorządowców oraz służb mundurowych. Serdecznie gratuluję wszystkim zawodnikom, którym udało się ukończyć ten niełatwy przecież bieg.

Podsumowując bieg trzeba zaznaczyć, że pod wieloma względami był on rekordowy. Pobito przecież rekord frekwencji ogólnej, rekord frekwencji wśród kobiet, a także rekord trasy kobiet! Pomimo wielu trudności, większość osób bardzo pozytywnie wypowiadała się o całokształcie imprezy, jej organizacji i atmosferze panującej w Żywcu. Wszyscy zgodnie twierdzili, że „atrakcyjność trasy rekompensuje jej trud”. Mnie również bieg bardzo się podobał. Urzekło mnie w nim wszystko i zdecydowanie chciałbym wystartować również w przyszłym roku. Osoby, które mają wątpliwości czy zjawić się na starcie XVII Półmaratonu dookoła Jeziora Żywieckiego, powinny bez chwili namysłu wyczekiwać na kolejną edycję tej niezwykłej imprezy. Być może wtedy spotkamy się na starcie?

Autor: Michał Nowotarski

  • Tom

    Na połówkę w Żywcu również długo czekałem.

    Zapisałem się i opłaciłem start w pierwszej turze.

    Z pewnością długo pozostanie w mojej pamięci. Świetne miejsce, piękna trasa, postaram się pojechać ponownie w przyszłym roku.

  • Drugi raz biegłem połówkę w Żywcu i mimo męczarni na 18km na pewno wrócę tu za rok!

    • Piotr Szałaśny

      Ja też biegłem drugi raz i chyba wpiszę ten bieg w swój coroczny grafik 🙂

Translate »