Bieganie w czasie pandemii koronawirusa

Bieganie w czasie pandemii koronawirusa

Jeszcze kilka tygodni temu mało kto z nas wyobrażał sobie, że staniemy się częścią filmu katastroficznego w którym aktorami jest niemal cały świat. Na przełomie roku pewnie większość z nas snuła plany nowych życiówek, pierwszego maratonu, zagranicznego ultra, czy chociażby niezapomnianych wczasów. Sam byłem jedną z tych osób – od wczoraj zresztą powinienem opalać się na Cyprze z rodziną (a zostałem w domu z własnego wyboru, tracąc przy okazji jakieś 1000 zł… ale zyskując trochę spokoju). Jeszcze kilka tygodni temu sypał się hejt na przekładanie zawodów. W końcu odwołano w zasadzie wszystkie wiosenne starty od Poznania, przez Dębno po Gdynię (którą miałem zamiar pobiec). Dzisiaj zdecydowano o przesunięcia na jesień maratonu w Krakowie. W międzyczasie dowiedziałem się, że odwołano mój najważniejszy bieg w tym roku i najpiękniejszy na świecie – czyli Madeira Island Ultra Trail (nowy termin: 17.04.2021). Wielu znajomych martwi się o swoje ciężko wylosowane maratony (np. Berlin),  ja sam smucę się, że najpewniej oprócz MIUT ominie mnie też Scenic Trail, Zugspitz… a może i wymarzone UTMB. I pewnie większość z Was mając plany myśli podobnie.

Nie piszę tego tekstu z poziomu eksperta bo o wirusach wiem tyle samo co mój pięcioletni syn, i może to i lepiej bo pewnie w innym przypadku większa świadomość tego co się dzieje na świecie jeszcze bardziej by mnie przytłoczyła. Nie chcę też tekstu moralizatorskiego, bo nie jestem żadnym jego przykładem ani żadnym autorytetem a doktorat to mam, ale z nauk humanistycznych. Staram się jednak działać zdroworozsądkowo. Najbliższe tygodnie będą kluczowe jeśli chodzi o to, czy będziemy mieli szansę jeszcze na bieganie na dużych imprezach w tym roku (o ile nie mówimy o przyszłorocznych…nie wiadomo). Będą też kluczowe pod kątem tego,  czy będzie nas na nie stać w takim stopniu jak było do tej pory (widmo recesji staje nad większą ilością branż niż turystyczna i eventowa).

Najbliższe kilka tygodni mam zamiar spędzić z rodziną w domu, mając home office. I wiecie co? Wcale się tym nie przejmuję. Zrobiłem najpotrzebniejsze zakupy, bez popadania w skrajność. Kupiłem 2 czerwone wina na poprawę humoru i paczkę żelków. Było nawet mleko ryżowe, wegańskie mielone i papier toaletowy. Przetrwamy. W bibliotece zaopatrzyłem się w zestaw 10 książek (sporo literatury dziecięcej, w tym moja ulubiona Hello Ruby). Mam wykupionego  Netflixa i HBOGO a nawet Cyfrowy Polsat, jest przygotowany Xbox z grą Overcooked 2, mnóstwo drewnianych torów i gier planszowych. Popracuję, ponadrabiam zaległości książkowe, spędzę czas z rodziną – bardzo fajnie! A może znajdę czas by czegoś nowego się nauczyć? OK – tylko co w takim razie z treningami?

Sytuacja jest niezwykle dynamiczna i trudno cokolwiek przewidzieć. Fakt jest taki, że żeby nie pogarszać sytuacji swoim lekkomyślnym zachowaniem należy (i chyba napiszę to po raz pierwszy w życiu) stosować się do zaleceń naszych średnioudolnych władz, śledzić komunikaty pojawiające się na świecie, a pewnie i być trochę aż „zbyt” prawym i porządnym. Lepiej przegiąć w stronę rozwagi niż lekkomyślności.

Wiemy, że na wiosnę już nigdzie nie pobiegniemy ale nie warto zmarnować tego, co już wypracowaliśmy na nasze zawody, mimo wszystko. Warto też pozytywnie patrzeć w przyszłość i być gotowym na to, że sytuacja się poprawi i może dane nam będzie spotkać na linii startu jesienią. Co możemy zrobić?

  • Zachowajmy SPOKÓJ i ROZWAGĘ.
  • To, że większość z nas siedzi w domu to nie znaczy, że mamy teraz jeść pizzę i popijać ją piwem. Wręcz przeciwnie! Ponieważ nie tracimy czasu na dojazdy do pracy możemy przygotować sobie coś smacznego, zdrowego i bardziej zwrócić uwagę co, ile i kiedy jemy! Nasze dobre samopoczucie, zdrowie oraz rezultaty treningowe zaczynają się od tego co jemy.
  • Odpuśćmy sobie całkowicie siłownię, basen (nawet jeśli niektóre placówki są otwarte!) a także spotkania grup biegowych a zamiast tego… zadbajmy o trening w domowym zaciszu. Może kettle? Może ćwiczenia ogólnorozwojowe? Może w końcu trochę więcej czasu na stretching albo jogę? Nie wiesz jak się do tego zabrać? Nie pamiętasz co się robiło na WF-ie? Zainstaluj sobie aplikację w telefonie (jest mnóstwo darmowych aplikacji w których możesz wybrać stopień zaawansowania, czas i rodzaj treningu – również bez jakichkolwiek narzędzi treningowych). Zależnie od Twojego stopnia wytrenowania możesz trenować nawet codziennie – urozmaicając sobie trening codziennie innymi ćwiczeniami. Nie wyjdzie nam to na pewno na złe!
  • Uprawiasz sporty zespołowe takie jak piłka nożna, siatkówka czy ultimate frisbee? Odpuść sobie spotkania przynajmniej do momentu uspokojenia się sytuacji. Serio.
  • Musisz wyjść z domu pobiegać? Przemyśl to dobrze i na poważnie! Jeśli już naprawdę nie możesz odpuścić to (bo nikogo kto chce nie namówię, że ma zostać w domu)… właśnie jest czas na to, byś nie biegał po centrum miasta ani w parku. Podjedź swoim samochodem do najbliższego lasu (wiem, że to nieekologiczne), znajdź mało uczęszczaną ścieżkę. Najlepiej jeśli będziesz trenować albo bardzo wcześnie rano albo w nocy (o ile nie ma smogu) – wtedy jest mniejsza szansa na spotkanie innych.
  • Czujesz, że dopada Cię przeziębienie? Daj sobie spokój. Obserwuj siebie i patrz na zdrowie najbliższych.
  • Słuchaj komunikatów, stosuj się do nich, myj często ręce, unikaj skupisk ludzi a przede wszystkim MYŚL, ANALIZUJ, PRZEWIDUJ.

Bądź odpowiedzialny i dobrze wykorzystaj ten czas. Udanych domowych sesji treningowych 🙂 Bawcie się dobrze!

Translate »