Jama Bazyliszka – Śląskie Wesołe Miasteczko Legendia – relacja

Jama Bazyliszka – Śląskie Wesołe Miasteczko Legendia – relacja

Postanowiłem, by od teraz na blogu opisywać również Wam pokrótce nasze krótsze wycieczki. Te takie mniej spektakularne – po prostu po okolicy. Ponieważ niemal co weekend gdzieś się wybieramy, żeby coś zobaczyć, sprawić przyjemność dzieciom ale i sobie odkrywamy dużo miejsc, które przecież mogą być również inspiracją dla innych.

W zeszły weekend nie bardzo wiedzieliśmy co ze sobą zrobić. Pogoda nie była jeszcze odpowiednia by spędzić cały dzień z dwójką małych dzieci na zewnątrz. Ostatecznie uznaliśmy, że warto sprawić przyjemność przede wszystkim Tymonkowi i…udaliśmy się do Jamy Bazyliszka do Chorzowa.

Spytacie co to? Otóż jedna z najnowszych atrakcji Śląskiego Wesołego Miasteczka Legendia jest otwarta nie tylko w sezonie, ale przez cały rok. Mając już kartę GoPass (wyrabiałem w zeszłym roku przed wycieczkę do wesołego miasteczka) kupiłem taniej bilety przez internet (za dwa bilety dla dorosłych + 1 dziecko powyżej 3 lat i 1 dziecko poniżej 3 lat zapłaciłem łącznie 31 złotych). Bilet jest całodzienny bez jakichkolwiek limitów. Po śniadaniu spokojnie spakowaliśmy się i ruszyliśmy do Chorzowa. Obok Jamy Bazyliszka mieści się dość spory parking – więc nie mieliśmy jakichkolwiek problemów z parkowaniem. W weekendy atrakcja jest czynna od 10:00 do 20:00. My będąc nieco po 10:30 byliśmy pierwszymi goścmi.

Pani sprawdziła nasze bilety i dała opaski na ręce będące biletem. My zajęliśmy stolik i… Tymon (a także Kalina) ruszyli najpierw do Gaju Urwisów – to naprawdę słusznej wielkości plac zabaw z mnóstwem zjeżdzalni, torów przeszkód, basenów z kulkami i innych atrakcji. Tymon był wniebowzięty szczególnie, że miał te wszystkie atrakcje niemal dla siebie. Po jakimś czasie uznaliśmy, że czas przejść się na główną atrakcję, czyli pokonać Bazyliszka.

Świetnie, że pomyślano o tym, by nie trzeba było przechodzić długiego miejsca przygotowanego do kolejek. Przed wejściem do Bazyliszka postawiono kilka dodatkowych automatów do gier, które na pewno zainteresują wielu odwiedzających (mimo tego, że są dodatkowo płatne).

Wchodząc do głównej atrakcji najpierw pokazuje nam się krótki filmik, który objaśnia fabułę – wcielamy się w rolę łowców potworów, otrzymujemy super broń i naszym zadaniem jest pokonać złego bazyliszka, która zamienia wszystkich w kamień lub potwory. Po obejrzeniu weszliśmy do miejsca startu gdzie miła Pani z obsługi wskazała nam wagonik (są sześcioosobowe). Złapaliśmy za broń i ruszyliśmy. Zabawa jest świetna ponieważ wagonik obraca się a w różnych miejscach pokazują się scenki a potem potwory. Pistoletem należy zastrzelić najwięcej z nich – za co zbiera się punkty. Po kilku minutach dochodzimy do sceny finałowej gdzie należy pokonać Bazyliszka. Po wszystkim czekają nas wiwaty a także – tablica punktów by móc zobaczyć, kto był najlepszym łowcą potworów. Mimo tego, że to nie był nasz pierwszy raz w tej atrakcji to podczas pobytu w tym miejscu musieliśmy odbyć tę samą historię ok. 10 razy. Nie nudzi się zbyt szybko bo cały czas jest rywalizacja punktowa – co w gronie rodzinnym lub znajomych szczególnie zachęca do zabawy.

Po atrakcji jak to w parkach rozrywki czeka sklepik z zabawkami/pamiątkami z mocno zawyżonymi cenami. Można też kupić zdjęcie z atrakcji.

Oprócz Gaju Urwisów i głównej atrakcji, czyli Bazyliszka w budynku znajduje się również kawiarnia/restauracja, gdzie można kupić sobie deser, kawę ale także obiad w postaci pieczonego ziemniaka. Są również salki do organizacji dzieciom urodzinek. No i ładnie pachnie.

Czy mogę polecić to miejsce? Jeśli macie dziecko, które ma co najmniej 4 lata to na pewno tak. W cenie wejścia do normalnego placu zabaw otrzymuje się ogromny figlopark – Gaj Urwisów, kawiarnię gdzie rodzice mogą odpocząć oraz możliwość odbycia dowolnej ilości walk z Bazyliszkiem.

Ocena: 4/5

Translate »