Holandia w 24h – pomysł na szybką wycieczkę bez brania urlopu

Holandia w 24h – pomysł na szybką wycieczkę bez brania urlopu

Ruszam z kolejnym cyklem artykułów, oprócz relacji z wydarzeń sportowych i testów będziecie mogli przeczytać również o naszych małych i wielkich podróżach i wycieczkach. Mam nadzieję, że może kogoś zainspiruje to do wyjazdu a może ktoś inny znajdzie tutaj informacje, których szukał.

Na pierwszy ogień wybrałem nasz ultrakrótki (ale bardzo ciekawy!) wyjazd (sobota-niedziela), który zorganizowaliśmy sobie w ramach naszego prezentu rocznicowego. Odwiedziliśmy Holandię – na 24 godziny.

W obie strony podróżowaliśmy liniami lotniczymi WizzAir z Katowic do Eindhoven. Zachęciły nas ceny biletów – 59 zł za osobę w jedną stronę (jeśli macie WizzAir Discount Club to można trafić bez problemu za 39 zł). Czas przelotu – około 1:30 godziny. Samolot wystartuje a po dłuższej chwili już zbliża się do lądowania. Na miejscu w Eindhoven byliśmy ok. 9:20. Bezpośrednio przed lotniskiem znajduje się przystanek autobusowy (a przed nim automaty z biletami). Bilet jednorazowy kosztuje 3 euro, należy wsiąść w autobus 401, którym można dostać się do główny dworzec autobusowy.

Naszym głównym celem podróży było ‘s-Hertogenbosch – miasto, które jest nazywane Holandią w pigułce. Znane przede wszystkim z tego, że to z niego pochodził znany flamandzki malarz – Hieronim Bosch do którego nawiązania w mieście są widoczne na niemal każdym kroku.

Bilet kolejowy z Eindhoven do ‘s-Hertogenbosch kosztuje 6.30 euro (czyli w dwie strony ponad 12 euro). Alternatywą jest również autobus bezpośrednio z lotniska do ‘s-Hertogenbosch, ale kwotowo wychodzi bardzo podobnie – nam akurat nie pasowała godzina. Pociąg jedzie około pół godziny. Tak jak w Polsce – trzeba uważać, żeby wsiąść do wagonu 2 klasy. Wszystkie pociągi posiadają Wi-Fi, które może uprzyjemnić podróż.

Po wyjściu przed dworzec w naszym miejscu docelowym powoli skierowaliśmy się w stronę miasta mijając rzeźbę ze złotym smokiem i patrząc na parking z ilością rowerów jakiej jeszcze w życiu nie widziałem. ‘s-Hertogenbosch to miasto, które zamieszkuje prawie 145 000 osób. Położone jest nad rzeką Dommel, posiada liczne kanały (w sezonie można pływać łódką po nich!), warte zobaczenia mury miejsce oraz śliczną i klimatyczną architekturę. Mimo tego, że byliśmy w listopadzie i było zaledwie kilka stopni powyżej zera widać było, że to miasto żyje! Naszym pierwszym miejscem docelowym był rynek miejski z robiącym wrażenie ratuszem oraz… ogromnym targiem na którym można było kupić przepyszne ryby, sery (kupiliśmy kilogram za 7 euro i zabraliśmy do domu), słodycze i inne pyszności. Na pewno musicie spróbować Kibbelingów (3 euro porcja) – smażonych i panierowanych kawałków ryby (chyba dorsza) smażonych na głębokim tłuszczu, posypanych przyprawą i podawanych z sosami – miodzio! Będąc w ‘s-Hertogenbosch nie sposób również nie spróbować Bossche Boll – specjalności tego miasta – coś na kształt ptysia/pączka z bitą śmietaną oblanego czekoladą (również cena ok 2.5-3 euro).

Wracając jednak do zwiedzania, po przejściu się po targu zajrzeliśmy do informacji turystycznej w celu otrzymania mapy centrum miasta (była też alternatywna mapa – droga Hieronima Boscha – z której częściowo korzystaliśmy). Jako ciekawostkę dodam, że informacja turystyczna mieści się w najstarszym zachowanym murowanym domu w Holandii.

Po wyjściu z informacji niespiesznie udaliśmy się do jednego z głównych punktów programu – katedry św. Jana, która zrobiła na nas ogromne wrażenie rozmachem, wysokością i zdobieniami. Świątynia powstała w 1220 roku (początkowo romańska), później częściowo przebudowana w styl gotycki (gotyk flamandzki). Wewnątrz spędziliśmy około 30 minut (mimo tego, że odbywał się pogrzeb) i poszliśmy dalej. Wstęp do katedry jest bezpłatny.

Kolejnym punktem programu był Jheronimus Bosch Art Centre (bilet wstępu 7 euro, ulgowy 3,5 euro) czyli miejsce gdzie można zobaczyć reprodukcje wszystkich prac Hieronima Boscha (do biletu dodają książeczkę, w której przedstawiony jest każdy obraz i jego symbolika – bardzo fajne). Wewnątrz spędziliśmy bardzo dużo czasu. Prócz samych reprodukcji są również wystawione prace nawiązujące do prac Boscha, jest makieta jego pracowni oraz zegara, który niegdyś był w katedrze św. Jana (naprawdę niezwykły!). Można również wyjechać windą na wieżę widokową (zrobiliśmy to, ale niestety pogoda była taka, że nie widzieliśmy absolutnie nic). Uwaga! Zauważyliśmy, że budynek Art Centre to była synagoga.

Po zwiedzeniu centrum sztuki udaliśmy się na spacer po miasteczku, mijaliśmy rzeźby stworzone na podobieństwo dzieł Boscha, niecodzienne (dla nas kanały), i dużo okien bez firanek J, potem szliśmy wzdłuż murów miejskich zajrzeliśmy do fortu z wielką armatą, patrzyliśmy jak mieszkańcy biegają, jeżdzą na rowerach i bawią się z psami na drugiej części rzeki Dommel. Ogólnie wydaje nam się, że Holandia jest bardzo czysta i zadbana.

Po tym wszystkim zrobiło się dość późno, poszliśmy więc na frytki i piwo (małe piwo 330ml – ok 3.5 euro w knajpie) w uliczce barów. Mimo tego, że było już ciemno i naprawdę chłodno to inaczej niż u nas wielu holendrów siedziało w ogródkach piwnych, pod pledami i obok ogrzewaczy. W ogóle zauważyliśmy, że np. wiele dzieci było ubranych tak, że niejedna polska babcia załamała by ręce. Spotkaliśmy na oko 12-letniego chłopca w krótkich spodenkach przy trzech stopniach na plusie. A brak czapeczek to codzienność (co jest zmorą w Polsce). I jak widać chyba te dzieci mimo tego specjalnie nie chorują.

Po wypiciu piwa ruszyliśmy w drogę powrotną do Eindhoven. Przeszliśmy się przez nowoczesne centrum miasta. Usiedliśmy na chwilę odpocząć pod neogotyckim kościołem św. Katarzyny, trafiliśmy na ulicę pełną barów i bardzo gwarną (w ten sam dzień był mecz PSV Eindhoven). Po tym co zobaczyliśmy w ‘s-Hertogenbosch Eindhoven był dla nas interesujący, ale nie zachwycający. Pewnie byłoby nieco inaczej, gdyby nie było już ciemno i można było wyskoczyć do jakiegoś parku albo muzeum.

Po noclegu (spaliśmy w hotelu Best Western – dobry stosunek ceny do jakości) ruszyliśmy na samolot, który wylatywał o równej 10:00 (znowu autobusem z centrum). Ulica z knajpami rano wyglądała gorzej niż Stodolní w Ostrawie i Mariacka w Katowicach razem wzięte! Mimo tego, że Holandię uważam za bardzo czystą to takiego czegoś jeszcze po prostu nie widziałem. Rozbite kufle, butelki, rozmokłe podkładki pod piwo. Wyglądało to tak jakby wszyscy barmani na raz wyrzucili wszystko co mieliby uprzątnąć z knajp i zamknęli drzwi. Ale…była godzina 7 rano w niedzielę i już jeździło auto czyszczące uliczkę i pracownicy zbierali śmieci.

Jeśli chcecie zwiedzić Holandię „na szybko” to gorąco polecam podobny wyjazd! Niestety Holandia nie należy do krajów tanich, stąd trzeba się przygotować na to, że kilka euro się tam zostawi czy to kupując bilety na komunikację czy wstępu do różnych atrakcji. Ale to nic – ma również naprawdę sporo do zaoferowania. Mam nadzieję, że następnym razem wybierzemy się do Amsterdamu 🙂

Translate »