Rodzinnie w góry – Dolina Kwaczańska [Słowacja]

Rodzinnie w góry – Dolina Kwaczańska [Słowacja]

Dzisiaj mam dla Was kolejną propozycję na pierwsze spacery z dzieckiem po górach. Nasza mała wyprawa była związana z długim czerwcowym weekendem, kiedy w zasadzie „last minute” dowiedziałem się, że będzie wolne w pracy. Musieliśmy wymyślić jak aktywnie spożytkować ten czas z dwójką naszych dzieci oraz psem (nie było już szans na załatwienie hotelu). Na szczęście na Słowację mam przysłowiowy „rzut beretem” dlatego ostatecznie padło, żeby wybrać się w okolice Zuberca do którego mam zaledwie nieco ponad dwie godziny jazdy. Zresztą, nie było co wydziwiać bo miejsc noclegowych gotowych przyjąć psa na dni przed wyjazdem można było ze świecą szukać.

Dolina Kwaczańska rozdziela góry Choczańskie od Tatr Zachodnich, jej doliną płynie potok Kwaczanka (stąd też jej nazwa). My nocleg zarezerwowaliśmy sobie w miejscowości Huty, która od północy graniczy z doliną jednak na jej zwiedzanie pojechaliśmy na jej południowy kraniec – do miejscowości Kwaczany.

Przed samym wejściem do doliny znajduje się spory parking, który jest płatny (pobierana jest opłata dzienna, ale niespecjalnie wysoka, dodatkowo otrzymuje się w cenie mapę). Od razu przy parkingu mieści się dodatkowo bufet w którym można kupić sobie albo prowiant na drogę albo zjeść lub wypić coś ciepłego przed lub po wycieczce.

Niestety pech chciał, że pogoda w dzień naszego pobytu w dolinie była niezbyt zachęcająca – choć na szczęście było ciepło i (jeszcze) nie padało. Wejście do doliny dobrze opisują znaki, na parkingu znajduje się również wiata, kilka ławek i szczegółowa mapa. Całą rodziną (Marta, suka Tekila, Tymon o własnych nogach i Kalina na moich plecach) ruszyliśmy dość szeroką, kamienistą ścieżką po której lewej stronie wił się potok. Po około kilometrze niezbyt wymagającej, spokojnej wspinaczki czekała na nas pierwsza atrakcja – wystający na dolinę taras widokowy na wodospad (niezbyt okazały) z którego roztaczał się przepiękny widok w obie strony doliny. Po krótkim postoju ruszyliśmy dalej by po chwili zobaczyć… głowę Janosika (naprawdę głaz po drugiej stronie doliny ją przypominał!) – Tymon nie mógł narzekać na nudę. Kilkaset metrów dalej znajdował się kolejny taras widokowy, dalej głowa małpy…szlak mimo że krótki jest wprost najeżony atrakcjami. Po około dwóch kilometrach zaczęliśmy się wspinać na niewielką górę, która nazywa się Velky Rohac (810 m n.p.m.), tam mieściła się ławka na której mieliśmy chwilę odpocząć ale… zaczynało padać. Ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem (bo takim szliśmy od początku drogi z parkingu). Padało coraz mocniej, w końcu trafiliśmy na rozdroże – mogliśmy albo na nogach wrócić do miejscowości Huty albo zejść w dół obejrzeć Mlyny – Oblazy. Wybraliśmy tę drugą opcję. Deszcz przemienił się w ulewę. Na szczęście widoki nieco rekompensowały trudy i coraz bardziej śliską drogę (w dół było dość stromo). Młyny w dolinie były przecudowne a co więcej – można było zobaczyć jak pracują. Znajdował się tam też niewielki bufet, huśtawka, mostek, zwierzęta gospodarskie – częściowo dlatego a częściowo chcąc przeczekać nawałnicę spędziliśmy tam trochę czasu.

Droga powrotna (dalej w ulewie) minęła nam bardzo szybko. Oprócz w zasadzie dwóch podejść (od młynów do rozdroża i potem na Velky Rohac) trasa jest w miarę równa, dobrze ubita – idzie się bardzo prosto i mój pięciolatek dał sobie z nią radę bez najmniejszego problemu.

Droga którą przeszliśmy to zaledwie nieco ponad 6 kilometrów i niemal 300 metrów przewyższenia. To w zasadzie przyjemny spacer ale okoliczności przyrody oraz mnóstwo atrakcji na tej krótkiej trasie sprawiają, że warto ją przejść! Dla dzieci (i dorosłych) będzie to niesamowita przyjemność i atrakcja.

Co jeszcze? Tamte rejony obfitują w atrakcje dla osób, które kochają spędzać czas w górach warto więc by Dolina Kwaczańska była zaledwie preludium do kolejnych wycieczek – tak zrobiliśmy i my, ale o tym w kolejnych wpisach.

Translate »