Rodzinnie w góry – Hrobacza Łąka (828 m n.p.m.) [Beskid Mały]

Rodzinnie w góry – Hrobacza Łąka (828 m n.p.m.) [Beskid Mały]

Epidemia, epidemią ale ruszać się gdzieś trzeba. Jak część z Was wie z okazji moich urodzin byliśmy na Malinowskiej Skale, tym razem chciałem zaplanować nieco krótszą wycieczkę. Żeby było blisko domu (szybki dojazd) – bo mieliśmy w planach jeszcze popołudniowego grilla. Wstyd się przyznać ale jeszcze nigdy nie byłem na Hrobaczej Łące. To górka o której dużo słyszałem z tego powodu, że mam bardzo wielu znajomych z Kóz oraz Bielska-Białej i okolic. Ja jednak jeśli chodzi o Beskid Mały to częściej bywałem na Magurce, Leskowcu czy Potrójnej. Tym razem jednak padło na Hrobaczą Łąkę – trasę z Kóz.

Z domu wyruszyliśmy po 8:30, mieliśmy jeszcze krótki przystanek w Decathlonie związany z wymianą jednego produktu. Na parking, który mieści się na końcu ulicy Beskidzkiej w Kozach Górnych dojechaliśmy o 9:30. Mieliśmy szczęście – były dwa ostatnie wolne miejsca. Nie ma się co zresztą dziwić bo pogoda tego dnia miała być piękna, a pewnie wszyscy są stęsknieni za przyrodą po przymusowej kwarantannie. Gdy kończy się asfalt trzeba pamiętać, żeby ruszyć kilkaset metrów drogą szutrową – parking nie jest duży, maksymalnie na kilkanaście samochodów (gdy wracaliśmy widziałem jednak, że gdy już nie było miejsca na parkingu ludzie stawali samochodami wzdłuż drogi). Zabrałem Kalinkę na plecy, Tymon miał iść sam i ruszyliśmy żółtym szlakiem PTTK przechodząc przez zielony szlaban.

Początkowo trasa biegnie łagodnie szeroką szutrową drogą, która jest bardzo przyjemna do marszu. Po kilkuset metrach należy minąć niewielki potoczek. Po około pięciuset metrach trasa odbija w lewo (polecam patrzeć na znaki). Robi się nieco bardziej stromo oraz kamieniście. Droga jest także wąska – powiedziałbym, że to taki „single track”. W końcu dochodzimy do przecinki szlaku z główną, szeroką i szutrową drogą. W tym miejscu warto uważać bo zdarza się, że jeżdzą tam dość szybko rowery. Dalej trasa wiedzie pod górę ale już nieco szerszą drogą (choć kamieni dalej nie brakuje). Droga mija nam miło ale wiedzie cały czas w lesie – bez większych okazji na widoki. W końcu (po około 1,5 km) wychodzimy na szczyt zwany Groniczki (nie jest wybitny) o wysokości 696 m n.p.m. – w tym miejscu szlak żółty łączy się ze szlakiem czarnym. Od tamtego miejsca czekają nas jeszcze dwa krótkie acz dość strome podejścia. Gdzieniegdzie jednak można zauważyć już naprawdę ładne widoki na Kozy i dalsze miejscowości. Trasę pokonujemy dość szybko by zameldować się na Przełęczy u Panienki (750 m n.p.m.). To bardzo charakterystyczne miejsce – znajduje się tam murowana kapliczka maryjna, kilka ławek. To tam też jest połączenie szlaków żółtego i czarnego z czerwonym oraz papieskim.

Od przełęczy ludzi na szlaku robi się zdecydowanie więcej ale po tych kilku podejściach trasa znowu jest bardziej płaska i idzie się zdecydowanie szybciej. Wg znaków PTTK od przełęczy na szczyt Hrobaczej Łąki powinno iść się 30 minut. Ruszamy dalej szlakiem, dosłownie kawałek dalej na kamieniu można zobaczyć znak „Źródełko Maryjne 2 min.). Początkowo chcieliśmy tam iść ale osoby, które stamtąd wracały odradziły nam to więc powoli i spokojnie dalej zaczęliśmy się wspinać w górę.

I faktycznie, po nieco ponad pół godzinie zameldowaliśmy się pod znakiem Hrobacza Łąka. Stamtąd można albo iść na wprost pod ogromny krzyż, który mieści się na szczycie albo też skręcić w prawo w stronę schroniska. My wybraliśmy najpierw tę pierwszą opcję. Krzyż patrząc spod niego robi monumentalne wrażenie, jest też tablica, która mówi nieco więcej o jego gabarytach (waży prawie 7 ton!). Został postawiony w rocznicę 1000 lecia chrztu Polski. Bezpośrednio przed krzyżem znajduje się niewielka platforma widokowa z której rozpościera się przewspaniały (!) widok. Warto się tam na chwilę zatrzymać i dać się zauroczyć.

Gdy już nacieszyliśmy oczy udaliśmy się w stronę schroniska. Odbaczając dosłownie kawałeczek od niego w prawo znajduje się ogromna łąka z kilkoma miejscami na ognisko. Biwakujących ludzi było tam dość sporo a my do nich dołączyliśmy (oczywiście zachowując stosowne odległości). Najpierw położyliśmy się na kocu w cieniu, kupiliśmy frytki w schronisku (9 zł porcja) i podbiliśmy Tymonowi książeczkę PTTK GOT. Gdy zjedliśmy zmieniliśmy miejsce na bardziej słoneczne. Widok z polany/łąki godzien jest każdego wysiłku – widać z niego jezioro Międzybrodzkie, jezioro Żywieckie a w tle majaczy masyw Babiej Góry. COŚ PIĘKNEGO!

Na polanie spędziliśmy sporo czasu – tak było przepięknie – ale ponieważ grill w domu czekał trzeba było ruszać z powrotem – tą samą drogą. Schodząc z dziećmi należy uważać na strome zejścia pełne luźnych kamieni a momentami również błota.

Trasa z Kóz na Hrobaczą Łąkę jest świetna dla dzieci – nie jest przesadnie długa, ma kilka podejść (a dzieci to lubią jeśli nie są zbyt długie). Prócz tego na tym stosunkowo krótkim odcinku sporo się dzieje – jest kapliczka, jest źródełko, jest kilka pięknych widoczków. Dodatkowo infrastruktura – schronisko na szczycie, punkt widokowy przy niecodziennym krzyżu i rozległa polana z miejscem na ognisko i oszałamiającym widokiem to coś, po co naprawdę warto się wysilić i wybrać w tamte rejony. Tymon (lat 5) poradził sobie z tą 7,5 kilometrową trasą na własnych nogach bez większych problemów. Myślę, że to świetna  propozycja dla rodzin bo ma wszystko co w górach najpiękniejsze. Polecam na jednodniową, rodzinną wycieczkę!

Translate »