Rodzinnie w góry – Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) i Nosal (1206 m n.p.m.) [Tatry]

Rodzinnie w góry – Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) i Nosal (1206 m n.p.m.) [Tatry]

Przyszedł czas na kolejny tekst dotyczący naszego majowego wyjazdu w Tatry. Tym razem chciałem Wam opisać nasz pierwszy dzień, który chyba dla wszystkich był mega fascynujący. Z naszej miejscowości wyjechaliśmy nieco po 8 rano. Ze względu na zamkniętą granicę państwową musiałem jechać przez Suchą Beskidzką i po około trzech godzinach w samochodzie znaleźliśmy się przy doskonale wszystkim znanym rondzie (im. Jana Pawła II) przy wjeździe do Kuźnic. Samochód zaparkowaliśmy przy ulicy Bronisława Czecha (to ta, która z ronda prowadzi w stronę Wielkiej Krokwi). Należy pamiętać, że przynajmniej na razie miejsca parkingowe po stronie stadionu lekkoatletycznego i ścieżki rowerowej są BEZPŁATNE!

Ze względu na to, że był to poniedziałek przed południem nie mieliśmy problemu z parkowaniem. Co więcej – niemal od razu po wyjściu z auta przyjechał pod nas bus, który za 3 zł od osoby (Kalina ze względu na wiek za darmo) zawiózł nas do samych Kuźnic. Bardzo mnie to ucieszyło bo droga piesza dla dzieci mogłaby być długa i samo to mogłoby ich zmęczyć, oczywiście w obwodzie jak zwykle są taksówki ale to nieco droższa opcja.

Znaleźliśmy się przed wyciągiem na Kasprowy Wierch – to był nasz pierwszy punkt programu podczas wyjazdu. Niestety, ceny biletów na tę kolejkę są horrendalnie drogie, niemniej jednak ze względu na to, że to jedyna okazja by pokazać dzieciom Tatry z tej najpiękniejszej strony z żoną szarpnęliśmy się na ten wydatek dzień wcześniej kupując bilety online na stronie PKL.

Ponieważ mieliśmy nieco czasu zrobiliśmy sobie zdjęcie ze starym wagonikiem kolejki a potem poszliśmy zjeść gofry. Po niedługim oczekiwaniu (warto być kilka minut przed planowanym odjazdem) weszliśmy do dolnej stacji kolejki, przeszliśmy przez bramki i… kolejna atrakcja dla dzieci – czyli przesuwająca się platforma. Wagoniki są duże, przestronne i bardzo wygodne. Tymon z wypiekami na twarzy oglądał jak był wysoko, bardzo podobała mu się również przesiadka na Myślenickich Turniach do osobnego wagonika. Wydaje mi się, że momentami nawet bał się nieco wysokości ale nie chciał tego przed innymi zdradzić – na pewno jednak sama jazda wywołała u niego spore emocje.

Gdy wysiedliśmy na górnej stacji kolejki pierwszym co zrobiliśmy było podbicie pieczątki do książeczki (pamiątkowo!). Ponieważ niestety ale kupując bilet góra-dół ma się ograniczony czas na szczycie do 1:40h nie mieliśmy przesadnie wiele czasu na zwiedzanie. Wyszliśmy ze stacji i ujrzeliśmy całkiem sporo śniegu! Tego się właśnie spodziewałem. Jednak ze względu na to, że było lekko po 12:00 śnieg był już przepadający i bardzo źle się po nim chodziło. Przeszliśmy zobaczyć panoramę na Suchą Przełęcz a stamtąd ruszyliśmy lekko w górę czerwonym szlakiem (tym na Świnicę). Szczerze mówiąc mieliśmy kilka pomysłów na trasę (w tym takie z przejściem przez Murowaniec lub Halę Kondratową) ale ze względu na warunki nie zdecydowaliśmy się na taką wycieczkę i wybraliśmy wariant najmniej spektakularny ale za to najbezpieczniejszy (a będąc w górach z dziećmi nigdy nie ryzykuję). Podeszliśmy sobie spokojnie szlakiem na szczyt Beskid (2012 m n.p.m.). Sama trasa była dla nas wszystkich niesamowitą atrakcją – mnóstwo kamieni, śnieg… coś po prostu całkiem innego. Tymon był zachwycony. Dodatkowo w którąkolwiek stronę by nie patrzeć widoki takie, że dosłownie zapierają dech. My specjalnie w poniedziałek udaliśmy się na górę dlatego, że był to jedyny dzień, gdzie była prognozowana ładna pogoda – no i trafił nam się sztos. Było tak ciepło, że wszystkie ciepłe kurtki i czapki bardzo szybko wylądowały w plecaku.

Obowiązkowo na szczycie zrobiliśmy sobie odpoczynek i trochę zdjęć, następnie udaliśmy się z powrotem w okolice kolejki. Tym razem jednak z Suchej Przełęczy przeszliśmy na szczyt Kasprowego Wierchu by obejrzeć tamtejszą panoramę na Tatry Zachodnie. Następnie krótka kolejka do kolejki i kolejką w dół.

Ponieważ tak jak pisałem czas na górze był ograniczony z powrotem w Kuźnicach znaleźliśmy się nieco po 14:00 – a to nie jest pora, żeby w ładną pogodę iść do domu. Dlatego zamiast wchodzić do busika czy taksówki, która zawiozłaby nas pod samochód wymyśliłem, że lepiej przejść przez Nosal. Patrząc na stacją kolejki skręciliśmy w lewo, przeszliśmy wzdłuż kilku sklepów i restauracji by znaleźć się na szlaku zielonym i niebieskim. Zaraz za mostkiem znaleźliśmy punkt kontrolny TPN (pokazaliśmy nasze tygodniowe bilety kupione przez aplikację za 30 PLN/osoba), podbiliśmy pieczątkę GOT, chwilę pobawiliśmy się kamieniami przy potoku i ruszyliśmy w drogę. Pierwszy kilometr trasy wiedzie praktycznie cały czas pod górę, co potrafi trochę zmęczyć, ale jest przyjemnie i bezpiecznie. W końcu dochodzimy do rozwidlenia szlaków – my ruszamy dalej prosto zielonym szlakiem, niebieski zaprowadziłby nas przez Boczań do schroniska Murowaniec. Po około 20 minutach dochodzimy do Nosalowej Przełęczy(1103 m n.p.m.) (tam z kolei odbija szlak żółty). Od tamtego miejsca rozpościera się już widok na szczyt Nosala, który wydaje się jeszcze dość odległy (choć oczywiście tak nie jest). Panorama w każdą stronę jest również niczego sobie.

Za przełęczą czeka nas kolejna niezbyt długa wspinaczka w górę, jest kilka podbudowanych stopni. W jednym miejscu trzeba spektakularnie pokonać wąski przesmyk – to miejsce w którym młodsze dzieci powinny uważać i warto, by rodzice pomogli (nie jest to jednak nic strasznego, zwłaszcza gdy jest sucho). Trasa w dalszym ciągu wiedzie lekko w górę (już bezpiecznie) aż wychodzimy na to co najlepsze – okolice szczytu góry. Tam warto uważać na dzieci bo Nosal ma to do siebie, że za kamieniami na szczycie kryją się kilkudziesięciometrowe (a może i większe) przepaście. Warto ubezpieczać swoje pociechy ale po prostu trzeba też zrobić zdjęcia – bo widok na Tatry, Kuźnice jest po prostu przepiękny. Szczytowa część trasy to w zasadzie kilka naprawdę spektakularnych miejsc widokowych przy których po prostu trzeba przystanąć. Trasa w dół jest urozmaicona, ale nie należy do prostych. Jest wiele luźnych kamieni, które lubią osuwać się spod nóg, dużo żwiru a także zrobione progi, które raz to utrudniają a raz to ułatwiają drogę w dół. Warto również w trudniejszych momentach tutaj pomóc młodszym pociechom. Na szczęście cała trasa nie jest długa, choć warto uważać przy schodzeniu. Po pokonaniu najbardziej stromych schodów wychodzimy już prosto przy kasie TPN w okolicy potoku Bystra. My stamtąd przeszliśmy kawałek bulwarami Słowackiego, by potem ul. Przewodników Tatrzańskich dotrzeć do samochodu.

Kasprowy Wierch to chyba największy „klasyk” Zakopanego. Mimo sporej ceny za bilet żal dzieciom nie pokazać tych widoków – spacer na Beskid jest absolutnie niewymagający, dla każdego a oferuje fantastyczne widoki i chociażby namiastkę wysokich gór. Sama jazda kolejką PKL również jest dla dzieci niesamowicie atrakcyjna!

Wycieczka na Nosal to całkiem inna para kaloszy – tutaj momentami warto zwrócić uwagę na bezpieczeństwo dziecka. Trasa jest krótka i również atrakcyjna. Dzieci na pewno będą się cieszyły z możliwości pobiegania po kamieniach. My wszystko zrobiliśmy w jeden dzień ale Nosal jest naprawdę dobrym punktem na wycieczkę z dziećmi przed obiadem (całość to około 4 km) – na pewno będą zachwycone!

Translate »