Rodzinnie w góry – Malinowska Skała (1152 m n.p.m.) [Beskid Śląski]

Rodzinnie w góry – Malinowska Skała (1152 m n.p.m.) [Beskid Śląski]

Pewnie część z Was wie, że co roku z okazji urodzin organizuję jakiś mały  jedno lub maksymalnie dwudniowy wyjazd. Mam taką możliwość bo urodziłem się 1 maja – czyli zawsze przypada w tym dniu dzień wolny od pracy. Zdecydowanie wolę świętować rocznicę moich narodzin gdzieś w plenerze niż za stołem. W zeszłym roku byliśmy w Janosikowych Dierach – na Słowacji [relacja TUTAJ]. W tym roku jednak dopadł nas COVID-19 i granice są zamknięte. Trzeba było zorganizować coś w okolicy.

Dodatkowo – prognozy pogody nie napawają optymizmem więc na wycieczkę wybraliśmy się dwa dni przed moimi urodzinami. Z domu, ze względu na pracę mogliśmy wyruszyć dopiero po 11:30, wiedzieliśmy, że z dziećmi nie zdążymy się zapuścić nigdzie dalej. Miało być niedaleko, ale urokliwie. I padło na Malinowską Skałę (na przełęcz Salmopolską mamy autem około 60 minut). Szczyt ten pamiętałem z zeszłorocznej edycji Beskidy Ultra-Trail 33 km, gdzie był on jednym z punktów trasy [a relacja z BUTa TUTAJ].

Gdy dojechaliśmy do przełęczy Salmopolskiej okazało się, że mimo zamkniętej restauracji parking jest niemal pełen samochodów. Nie mieliśmy już jednak wyjścia. Ja zabrałem Kalinę w nosidełku turystycznym Littlelife na plecy, Tymon wziął swój plecak z ulubioną maskotką – Reimikiem a żona plecak z prowiantem. Na znaku PTTK przeczytaliśmy napis: „Malinowska Skała 1:30 h”. Niespiesznie ruszyliśmy czerwonym szlakiem (jest to część szlaku imienia Stanisława Huli). Trasa zaczyna się zaraz za charakterystycznym „Białym Krzyżem” od którego wzięła się również nazwa gospody nieopodal  i od początku pnie się w górę. Trasa jest stosunkowo kamienista i nie idzie się najprościej, zwłaszcza dzieciom. Po ilości osób na szlaku widać jednak, że jest bardzo popularna (nie ma się zresztą co dziwić).

Po pierwszym, dość stromym podejściu trasa staje się nieco bardziej równa ale… są już dodatkowe atrakcje! Gdzieniegdzie zalega śnieg, który oczywiście dla dzieci jest ogromną atrakcją i który sprawia, że te 1:30 h z tabliczki jest nie do zrobienia. Po chwili zabawy jednak udało się ruszyć dalej aż w końcu osiągnęliśmy pierwszy szczyt czyli Malinów (1115 m n.p.m.). Na odsłoniętych przestrzeniach raz to wieje a raz grzeje słońce – trudno jest dostosować strój do zmieniających się warunków. Za szczytem rozpoczyna się długie i również bardzo kamieniste zejście. Gdzieś kawałek za jego połową warto zwrócić uwagę na niewielką czerwoną tabliczkę: Jaskinia Malinowska 50 m. To miał być jeden z punktów programu (dlatego miałem w plecaku dwie, niewielkie czołówki).

Jaskinia faktycznie mieści się kawałeczek od szlaku. Przed jej wejściem znajduje się spora tablica z wieloma interesującymi informacjami a także dwie ławki na których można odpocząć lub poczekać na śmiałków. Jaskinia jeszcze kilka lat temu była trudnodostępna ale od 2019 roku posiada w miarę bezpieczny system zejścia – to najłatwiej dostępna ze wszystkich jaskiń beskidzkich. Patrząc z góry wydawało mi się jednak, że drabiny są strome i wysokie i… że to nie najlepszy pomysł zabierać na dół niespełna sześciolatka. Sam zszedłem na dół (i było jak to w jaskini: ciemno, mokro i zimno – no i właśnie dlatego ślisko). Wiedziałem, że lepiej nie kusić losu, Po krótkiej przechadzce po korytarzach wróciłem na górę. Tymon na początku bardzo się palił do tego, żeby zejść na szczęście również jego zdrowy rozsądek wygrał – gdy zobaczył pierwszą drabinkę sam zrezygnował. Pewnie za rok-dwa będzie gotowy do tego, żebyśmy zwiedzili ją razem.

Wróciliśmy na szlak i udaliśmy się w dół. W końcu trafiliśmy na Przełęcz Malinowską. Kawałek za nią znaleźliśmy kawałek miejsca i zrobiliśmy piknik obiadowy. Mieliśmy ze sobą pled do siedzenia i kuchenkę turystyczną. Z domu zabraliśmy w termosie na jedzenie ugotowany wcześniej makaron. Na miejscu podgrzaliśmy sos boloński ze słoika, dodaliśmy tuńczyka i groszek z puszki – i w pięć minut wyszedł nam z tego całkiem smaczny i pożywny obiad. Posileni spakowaliśmy wszystko, zabraliśmy śmieci i ruszyliśmy dalej.

Teraz już powoli zaczynało się kolejne podejście – teraz już na szczyt Malinowskiej Skały. Cała trasa cechuje się sporą ilością luźnych kamieni na które trzeba uważać i które nieco spowalniają marsz. Sunęliśmy w górę aż w końcu dotarliśmy! Najpierw, jeszcze przed skałą znowu rozłożyliśmy pled, odpoczęliśmy (i coś tam przekąsiliśmy słodkiego). Potem był czas na eksplorację skały – z każdej strony. Od góry, z boku, od dołu a także od środka (Tymon musiał wejść między szczelinę między skałami – ale pewnie nie on jeden. Krótka sesja fotograficzna (miejsce jest popularne więc trudno zrobić sobie zdjęcia bez innych turystów).

Ze skały roztacza się przecudowny widok na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne, można też zobaczyć mieniącą się w dole tafle jeziora Żywieckiego – miejsce pod względem krajobrazowym jest naprawdę niesamowite i polecam go każdemu! Trasa z przełęczy wg mojego zegarka (Suunto 9) to nieco ponad 4 km i ponad 300 metrów przewyższenia.

Z powrotem zeszliśmy tą samą trasą do Przełęczy Malinowskiej. Widziałem jednak, że Tymona już zaczynają od tych twardych kamieni boleć nogi więc wpadłem na pomysł, żeby nie wracać znowu przez Malinów ale na przełęczy odboczyć w lewo (trasa, którą pamiętałem z BUTa).  Był to chyba niezły pomysł – po pokonaniu kamienistego łącznika w dół wylądowaliśmy na szerokiej, żwirowej i bardzo wygodnej drodze. Po pokonaniu niewielkiego wzniesienia (nazwanego przez Tymona Trawersem Malinowa) trasa była już w większości płaska. Całkiem żwawym tempem wróciliśmy na przełęcz do samochodu.

Całość trasy wyniosła 9 km i 343 metry przewyższenia. Trasa nie jest bardzo długa i odpowiednia dla dzieci od około 5 roku życia (no, chyba że macie zaprawionego w bojach czterolatka). Jest dość twarda i kamienista a dwa podejścia a trasie są stosunkowo strome. Mimo tego jednak jej urozmaicenie (różne krajobrazy, jaskinia itp. itd.) sprawiają, że dzieci nie nudzą się na niej ani przez chwilę. W normalnych warunkach napisałbym, że po jej przejściu można zejść do gościńca na Salmopolu na obiad ale obecnie to niestety niemożliwe. Jeśli chcecie spędzić aktywnie czas z dzieckiem w pięknych okolicznościach przyrody to zdecydowanie Wam polecam obrać kurs na Malinowską Skałę!

Translate »