Rodzinnie w góry – Szczeliniec Wielki (919 m n.p.m.) [Góry Stołowe]

Rodzinnie w góry – Szczeliniec Wielki (919 m n.p.m.) [Góry Stołowe]

W lipcu zeszłego roku odwiedziliśmy Kotlinę Kłodzką i okolice. Głównie dlatego, że brałem udział w Dolnośląskim Festiwalu Biegów Górskich w Lądku-Zdroju – na dystansie 68 km (tzw. dystans Ultra Trail). Na krótki, w sumie trzydniowy wyjazd wybraliśmy się całą rodziną. Ze względu na brak oferty noclegowej w Lądku spaliśmy w Złotym Stoku – gdzie zresztą odwiedziliśmy niejako przy okazji Kopalnię Złota (Tymon był zachwycony).

Dzień po moich zawodach z samego rana wyjechaliśmy ze Złotego Stoku by zobaczyć „coś jeszcze”. Wiedziałem, że nic forsownego po dystansie dnia poprzedniego nie wchodzi w grę, potoczyliśmy się więc do Karłowa – żeby pokazać dzieciom Góry Stołowe. Dla mojej żony była to też podróż do czasów dzieciństwa – bo w Karłowie była ze swoimi rodzicami, gdy jeszcze była dzieckiem.

Zaparkowaliśmy na płatnym parkingu niedaleko deptaku, zapakowaliśmy wszystko co niezbędne (pogoda tego dnia była niepewna więc nie zapomnieliśmy o kurtkach). I ruszyliśmy. Szczerze mówiąc nie wiem czego się spodziewałem, ale pierwsze wrażenie głównego deptaku w Karłowie wywołało we mnie jednoznaczne skojarzenie – ooo „Krupówki”. Po obu stronach drogi mieściły się niekończące się kramiki oferujące magnesy, serki górskie, zabawki dla dzieci, domowe obiady, lody i sam nie wiem co jeszcze. Wymagało od nas sporo kombinacji, żeby dzieci spokojnie przeszły wzdłuż tego wszystkiego i zajęły się zdobyciem szczytu.

Po kilkunastu minutach dochodzimy do jednokierunkowej drogi zwiedzania – po lewej jest wejście a po prawej wyjście. Na szczyt wiedzie około 700 kamiennych schodów, które same w sobie stanowią atrakcję (choć pamiętam, że moje nogi nie były z tego zadowolone. Podejścia jest około 170 m + więc niezbyt wiele. Z pięciolatkiem, który chciał zatrzymywać się co moment i oglądać skały (oraz przechodzić przez kładki) droga na szczyt zajęła nam około 30-35 minut. Można powiedzieć, że jest to ledwie spacerek. Cała trasa jest zabezpieczona odpowiednimi barierkami – przy dzieciach to akurat plus.

Osiągamy cel – czyli szczyt Szczelińca Wielkiego na którym mieszczą się dwie, sporej wielkości platformy widokowe (nie odpuściliśmy żadnej). Muszę jednak przyznać, że na szczycie stosunkowo mocno wiało więc trzeba było ubrać czapki. Żeby zapewnić dzieciom dodatkową atrakcję poszliśmy usiąść do schroniska na gorącą czekoladę. Tymon musiał także obowiązkowo wbić pieczątkę do swojej książeczki GOT PTTK. Ceny w schronisku nie należą do najtańszych (ale co w tym dziwnego, skoro to największa atrakcja turystyczna Gór Stołowych), za to obsługa jest przemiła. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na trasę po labiryncie skalnym. Wejście do niego znajduje się bezpośrednio za schroniskiem i jest płatne – w kasie należy kupić odpowiedni bilet: 12 zł / normalny lub 6 zł / ulgowy. Niezależnie jednak od jego wysokości – warto!

Po przejściu za kasami pojawia się kładka a za nią kolejne efektowne formacje skalne. Dla Tymona były one największą atrakcją wycieczki i dopytywał w zasadzie o każdy przystanek. Jeśli chodzi o początkowy etap tej trasy to chyba najciekawszym miejscem jest Tron Liczyrzepy – czyli najwyższy punkt Szczelińca Wielkiego (919 m n.p.m.). Jeśli zdobywacie Koronę Gór Polski musicie tam wejść. Na Tronie znajduje się taras widokowy z którego rozpościera się (moim zdaniem) jeszcze lepszy widok niż z tarasów przy schronisku. Piękna sprawa! Potem mijamy jeszcze rewelacyjną małpę i… czas na ekstremalnego: Diabelska Kuchnia i Piekiełko gdzie po wąskich schodkach schodzimy aż 30 metrów w dół w głęboki wąwóz. Przy schodach znajdują się łańcuchy by sobie pomóc a momentami jest stosunkowo wąsko i wilgotno – można łatwo się wywrócić. Ale jest naprawdę przepięknie i przede wszystkim – wyjątkowo. Jest też dość chłodno. Przyznam szczerze, że przy wychodzeniu z Piekiełka w jednym momencie miałem problem, żeby przecisnąć się z dzieckiem w nosidełku turystycznym. Na szczęście jestem niewielki i poradziłem sobie w ten sposób, że z nosidełkiem na plecach po prostu przeczołgałem się w tym newralgicznym miejscu. Zawsze to dodatkowe atrakcje.

Końcówka trasy to jeszcze jeden taras widokowy, gdzie możemy zobaczyć m.in. Karłów. Obok tarasu zaczynają się długie schody, które prowadzą aż na sam początek trasy (Wejście, Wyjście). Akurat w tym momencie zaczęło kropić podczas naszej wycieczki więc  stosunkowo szybko schodziliśmy. Zatrzymaliśmy się jeszcze po drodze by kupić pamiątkowy namiot na lodówkę i to był koniec naszej krótkiej, acz niezwykle efektownej wycieczki na Szczeliniec Wielki. Moim zdaniem to jedno z najciekawszych miejsc w Polskich górach, które można pokazać (i są dostępne) dzieciom! Cała rodzina będzie zachwycona!

Cała trasa to zaledwie 4 km i 180 m+. Nam z dziećmi (zdjęciami, postojami itp.) zajęła 2 godziny 🙂

Translate »