Rodzinnie w góry – Szybka wycieczka na Klimczok (1117 m n.p.m.) [Beskid Śląski]

Rodzinnie w góry – Szybka wycieczka na Klimczok (1117 m n.p.m.) [Beskid Śląski]

Dzisiaj pomysł na wycieczkę dla tych, którzy nie mają zbyt wiele czasu a marzą o tym, by zdobyć Klimczok – jeden z najbardziej rozpoznawalnych szczytów Beskidu Śląskiego. Dlaczego wybraliśmy taki szybki wariant wyprawy? Z dwóch powodów – Tymon miał o 10:00 zaplanowanego dentystę więc realnie mogliśmy wyjechać z Pszczyny (tam jest gabinet), przed 11. To dość późno jak na górską wycieczkę. Druga sprawa – pogoda w ten dzień miała być niepewna, na popołudnie były planowane burze. Te dwa czynniki sprawiły, że wybrałem jedną z najbliższych od Pszczyny lokalizacji – Szczyrk.

Do miejscowości dojechaliśmy po około 40 minutach. Niebieski szlak, którym szliśmy zaczyna się już  w  centrum miasta. Jednak żeby uniknąć mozolnego i długiego marszu z dzieckiem po chodniku postanowiłem, że podjadę sobie na znajomy mi (chociażby z zeszłorocznej edycji Beskidy Ultra Traiil) parking przy sanktuarium maryjnym na górce (warto je zwiedzić i podejść do źródełka). Niestety nie wiedziałem, że Salezjanie mają tam rozstawione tabliczki z informacją, że z parkingu mogą korzystać tylko osoby, które przyjechały na mszę. Pomyślałem trudno – i podjechałem jeszcze nieco wyżej (w okolice Chaty w Dechę – takiego niewielkiego, prywatnego muzeum). W tamtym rejonie spokojnie zaparkowałem i wypakowałem dzieci, żonę i bagaże.

Ruszyliśmy niebieskim szlakiem, który początkowo kilkaset metrów prowadził przyjemnym asfaltem (choć z dziećmi trzeba uważać bo drogą mogą jeździć samochody), następnie przeszedł w betonowe płyty. Szło się w miarę, zaczęło kropić ale chmur nad nami było jak na lekarstwo – po kolejnym sprawdzeniu pogody ruszyliśmy dalej. Mimo, że po płytach podejście jest stosunkowo strome, mijamy dwa gospodarstwa agroturystyczne, kilka nowobudowanych domów aż a końcu chwilowo teren się wypłaszcza i przechodzimy przez zielony szlaban – od tego miejsca znajdujemy się na terenie Natura 2000.

Szlak od tamtego miejsca pnie się stosunkowo stromo w górę, nabieramy wysokości. Po luźnych kamieniach widać, że Tymonowi nie idzie się najlepiej ale jest dzielny i prze do przodu.  Po lewej stronie pojawiają się nam pierwsze, piękne, beskidzkie krajobrazy, na samym środku widać bardzo dobrze ośrodek narciarski Beskid Sport Arena. Po pierwszej widokowej przecince znowu trzeba iść w górę aż dochodzimy do rozdroża szlaków – miejsce nazywa się „na pięciu drogach”.  Tutaj możemy wybrać czy idziemy w lewo do chaty Wuja Toma (przełęcz Karkoszczonka), czy skręcamy w prawo na zielony szlak by wejść na Klimczok czy też (jak my) wybieramy najkrótszy wariant – idziemy dalej prosto niebieskim. Za około 20 minut powinniśmy być na siodle pod Klimczokiem. Ostatnia część trasy w dalszym ciągu jest dość stroma ale także krótka. Faktycznie z Tymonem (lat 6) podejście zajęło nam 20 minut.

Widoki już z siodła były niesamowite (jak zresztą często na Klimczoku). My najpierw skręciliśmy w prawo, by po kilku minutach zameldować się pod schroniskiem PTTK Klimczok na Magurze (ta nazwa to czysta prawda).  Usiedliśmy pod drzewem, zjedliśmy zupę pomidorową i po drożdzówce. Dzieci nam odpoczęły. Następnie skierowaliśmy się w drugą stronę – by zdobyć szczyt Klimczoka. Podejście nie jest przesadnie długie ale jest bardzo, bardzo strome. Trzeba iść ostrożnie po kamieniach a osoby ze słabszą kondycją w upalny dzień powinny robić sobie przerwy.

Dodatkową atrakcją po prawej stronie stoku – jest ogród z kamieniami przywiezionymi z różnych, niesamowitych miejsc z całego świata – my spędziliśmy tutaj sporo czasu. Za tym kamiennym ogrodem niegdyś mieściła się mega klimatyczna chatka… teraz jednak pozostało po niej tylko wspomnienie i kilka ławek.

W końcu dochodzimy na szczyt (obok nadajnika mieści się ukryta w skrzynce pieczątka do książeczki GOT). Robimy sobie zdjęcia i jak wiele innych osób – siadamy na trawie i podziwiamy ujmujący widok (z prawej strony Skrzyczne, przed nami schronisko, po lewej w dole Bielsko-Biała). Bardzo lubię to miejsce i chętnie tam wracam (co najmniej kilkukrotnie w ciągu roku).

Droga powrotna w żaden sposób się nie różni – ostrożnie schodzimy do siodła, tam skręcamy na szlak niebieski i powoli i ostrożnie (luźne kamienie są zdradliwe) schodzimy aż do drogi, a potem kierujemy się do auta.

Dla sześciolatka ta trasa nie jest wymagająca, ale zapewnia sporo atrakcji. Nam wycieczka zajęła 3 godziny ale wraz ze wszystkimi przystankami. Jej długość to około 6 kilometrów w obie strony oraz prawie 400 metrów przewyższenia. Myślę, że jest na pewno atrakcyjna dla całych rodzin – jedna uwaga, ze względu na popularność w sezonie można spodziewać się na szczycie prawdziwych tłumów.

Translate »