Rodzinnie w góry – z Brennej na Trzy Kopce Wiślańskie (810 m n.p.m.) [Beskid Śląski]

Rodzinnie w góry – z Brennej na Trzy Kopce Wiślańskie (810 m n.p.m.) [Beskid Śląski]

Wczoraj skorzystaliśmy z nieco sztucznie wydłużonego przeze mnie długiego weekendu. Jego ostatni dzień miał być też ostatnim dniem ładnej pogody na kilka kolejnych dni. Sporo myślałem nad tym, gdzie się udać – przecież zaledwie dwa dni wcześniej byliśmy na Klimczoku. Wybór tym razem padł znowu na Beskid Śląski z bardzo prostego powodu – mam tutaj najbliżej. Tym razem jednak wycieczka miała być łatwa i krótka.

Do Brennej wybraliśmy się z zamiarem zdobycia Starego Gronia, gdzie mieści się wieża widokowa. Wyjechaliśmy dość późno bo mimo dnia wolnego musiałem załatwić z samego rana kilka tematów do pracy, by móc ze spokojną głową ruszyć w trasę. Po wjeździe do Brennej z głównej drogi skręciliśmy w prawo – w kierunku dzielnicy Leśnica. Już sama droga zrobiła się przyjemna, wśród zieleni i lasu. W końcu minęliśmy Dolina Lesśnicy SKI & SPA Resort i bezpośrednio za nim znaleźliśmy kilka sporych parkingów. Ze względu na to, że były to okolice południa w  poniedziałek było tam zaledwie kilka pojazdów. Bez najmniejszych problemów zaparkowaliśmy. Tymon poszedł porzucać kamykami do potoku a ja obejrzeć znaki. Zdziwiłem się, że tabliczki pokazują, że na Stary Groń idzie się 1:30 h a na Trzy Kopce Wiślańskie 1:15 h. Niby nie różnica, ale miało być krótko i łatwo. Zasięgnąłem języka u p. leśniczego, który akurat pracował przy biurku w niewielkiej budce pewnie pełniącej rolę leśniczówki. Polecił mi, żebym z dziećmi wybrał się na Trzy Kopce Wiślańskie – bo może trochę dalej, ale widoki ładniejsze i trasa łatwiejsza. Posłuchałem go i absolutnie nie żałuje!

Ruszyliśmy zielonym szlakiem spod Brennej, Leśniczówki. Pierwsza część drogi wiedzie łagodnie pod górę po kamiennych płytach (widać, że jest to droga). Po około 500-600 metrach droga rozgałęzia się, my skręcamy w lewo idąc szlakiem. Ta część drogi jest minimalnie bardziej stroma, wiedzie szeroką, kamienistą drogą. W lecie warto posmarować się kremem bo w większości wiedzie skrajem lasu a w związku z tym nic nas nie chroni przed ostrym, górskim słońcem. W pewnym momencie mamy do pokonania niedługie, nieco bardziej strome podejście i lądujemy przed zamkniętym, niewielkim domkiem. Tam można albo iść z drogą (skręcając w lewo i nieco nadrabiając) albo iść na przestrzał (bardzo skromy, krótki odcinek) – tak jak prowadzi szlak. Niezależnie którą drogę się wybierze lądujemy w bardzo ładnym miejscu, gdzie po lewej strony rozciągają się łąki. Jeszcze kilka metrów dalej i jesteśmy w okolicach niewybitnego szczytu Gronik. Tam należy skręcić w lewo, dalej idąc szlakiem zielonym. Idziemy kilkaset metrów pod górę przez lasek by wylądować na zdecydowanie najładniejszym fragmencie drogi.

Długa łąka, przez środek której wiedzie szlak. W dzień, który byliśmy słońce grzało, długie trawy powiewały co dawało niesamowity efekt. Spoglądając i w prawo i w lewo rozpościerały się przepiękne krajobrazy na niewysokie, zielone Beskidy. Było przecudownie. Przyznam szczerze, że nieco czasu spędziliśmy w tym miejscu – będąc przy tym zupełnie sami. Tymon szukał robaczków, gonił motyle, było po prostu bajkowo. Po pewnym czasie jednak przeszliśmy przez nią i znaleźliśmy się na rozdrożu – dalej powędrowaliśmy zielonym szlakiem skręcając w prawo.

Tutaj droga diametralnie się różniła, dalej była szeroka i dość wygodna, jednak zrobiła się bardziej błotnista, zrobiło się też zdecydowanie chłodniej – weszliśmy w dość gęsty las. To był moment, który Tymonowi nieco się dłużył. W końcu jednak wyszliśmy na skrzyżowanie „Pod Trzema Kopcami” i nasz zielony szlak połączył się ze szlakiem niebieskim. Końcowy etap wiedzie dalej szeroką, kamienistą drogą – tym razem cały czas nieco pod górę. Po lewej mijamy jeszcze jedną, uroczą ale zamkniętą chatkę i w końcu zbliżamy się do szczytu. W końcu stajemy przed tabliczką z napisem: „Trzy Kopce  Wiślańskie” i znakami szlaków – w tym miejscu łączymy się dodatkowo ze szlakiem żółtym.

Idziemy kilkadziesiąt metrów dalej i po lewej stronie mamy piękny punkt widokowy z rozległą panoramą, jest też łąka na której można odpocząć. Mieszczą się tam również trzy głazy symbolizujące trzy miasta – Brenną, Ustroń i Wisłę (to miejsce łączy wszystkie trzy miejscowości). My po przeczytaniu informacji i nacieszeniu oczu widokami idziemy jeszcze nieco dalej – trafiamy na prywatne schronisko Telesforówka. Tutaj posilamy się pierogami i zupą pomidorową, chwilę odpoczywamy i ruszamy w drogę powrotną tą samą drogą.

Tak jak wspominałem na początku tekstu – trasa miała być krótka i łatwa. Ostatecznie przeszliśmy wcale nie tak mało bo aż 9 kilometrów. Przewyższenia – 350 m + nie odczuwaliśmy zanadto. Moim zdaniem ta trasa jest wprost wymarzona, żeby zarazić dzieci miłością do gór. Jest ekstremalnie łatwa, pozwala na kilka godzin marszu, jest niezwykle różnorodna i na koniec zakończona schroniskiem (które stanowi dobry punkt docelowy). Cała rodzina powinna być nią usatysfakcjonowana!

My, po zejściu z gór udaliśmy się kawałek autem bliżej Brennicy, by tam dzieci miały możliwość skorzystania z zabawy w górskim potoku – ten punkt ucieszył dzieciaki tak samo jak góry a na koniec… nie zabrakło lodów w centrum Brennej (to już ulubiony punkt programu, który jest najbardziej wyczekiwany). 🙂

Translate »