Zamek Ogrodzieniec i Gród na Górze Birów [Jura]

Zamek Ogrodzieniec i Gród na Górze Birów [Jura]

Dzisiaj krótko o propozycji wycieczki jaką odbyliśmy w zeszłą sobotę. Nasz cel nie był mocno odkrywczy bo mieliśmy w planach chyba jedno z najpopularniejszych miejsc całej Jury Krakowsko-Częstochowskiej – Zamek Ogrodzieniec. W sumie wybrać mieliśmy się tam już w piątek, ale wtedy niepewna, burzowa pogoda pokrzyżowała nam plany. Z domu wyjechaliśmy o 9:30 by po niemal godzinie jazdy szybką drogą przez Dąbrowę Górniczą dojechać do celu.

Na samym początku należy nadmienić, że żeby zwiedzić zamek nie należy kierować się do miejscowości Ogrodzieniec ale do sąsiadującego z nią Podzamcza (z perspektywy mojej jazdy kilka kilometrów dalej). W zasadzie całe miasteczko jest jedną wielką turystyczną atrakcją. Wzdłuż głównych dróg znajdują się szeregi prywatnych parkingów – nie powinno więc być żadnego problemu z zaparkowaniem. Ponieważ na miejscu byliśmy stosunkowo wcześnie bez najmniejszego problemu zaparkowaliśmy na parkingu najbliżej zamku. Koszt? 10 złotych na cały dzień. Od malutkiego ryneczku do zamku prowadzi pod lekką górkę wygodna, asfaltowa droga – do kas jest to około 400 metrów. Niestety dla rodziców z dziećmi może to być bardzo męcząca i długa wyprawa. Po obu stronach drogi rozstawione są budki z zabawkami, magnesami, lodami, frytkami i wszystkim innym. Czułem się jak na deptaku w Mielnie, Karłowie czy na odpuście.

Kasa biletowa przez zamkiem pełni jednocześnie rolę Informacji Turystycznej. Kupiliśmy tam bilety wstępu do Zamku Ogrodzieniec w Podzamczu oraz do Grodu na Górze Birów. Na szczęście ze względu na wczesną godziną – całkowicie bez kolejki. Potem udaliśmy się drogą w stronę zamkowej bramy.

Krótko o Zamku (źródło – oficjalna strona internetowa): „Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu, wzniesiony za czasów króla Kazimierza Wielkiego na najwyższym wzniesieniu Jury Krakowsko-Częstochowskiej (515,5 m n.p.m.), to największy i najbardziej znany obiekt zamkowy na Śląsku, a także najpopularniejszy ze wszystkich zamków na Szlaku Orlich Gniazd. Stanowi przykład kunsztu dawnych budowniczych, którzy przez stulecia uczynili z Ogrodzieńca imponującą magnacką rezydencję. Burzliwa historia naszego państwa wywarła piętno również na Zamku Ogrodzieniec. Dwukrotnie zdobyty i spalony przez Szwedów w trakcie potopu w XVII w., nie odzyskał dawnej świetności. Dziś obiekt pełni funkcję tzw. trwałej ruiny. Nie oznacza to, że nie zachodzą tu żadne zmiany. Dzięki dokonanej w ostatnim czasie modernizacji zamek zyskał nową, jednokierunkową trasę zwiedzania, na której znajdziemy m.in. odbudowane drewniane krużganki oraz dotrzemy do miejsc wcześniej niedostępnych dla odwiedzających.”

Zamek z zewnątrz robi niesamowite wrażenie – tak na dzieciach jak i dorosłych. Nic dziwnego, że należy do najpopularniejszych w Polsce. Nic dziwnego też, że właśnie jego ruiny „grały” w słynnym Netflixowym serialu o Wiedźminie. Po wejściu na dziedziniec i zwiedzeniu dolnej części – ze studnią i kuchnią udaliśmy się pierwszymi schodami w górę na miejsce widokowe a następnie podążaliśmy jednokierunkową trasą zwiedzania. Trasa jest bardzo wygodna i świetnie przygotowana – jest też poprowadzona w taki sposób, że zwiedzamy każde zamkowe pomieszczenie i mamy możliwość podziwiania przepięknej jurajskiej panoramy, która rozpościera się praktycznie w każdą stroną. Zwiedzanie zajmuje nam około godziny. Następnie udajemy się z powrotem na ulicę by coś przekąsić.

Jeszcze przed posiłkiem wraz z Tymonem skorzystaliśmy z toru saneczkowego, który jest częścią parku rozrywki, który jest zlokalizowany u podnóża zamku – to dodatkowa atrakcja dla osób, które lubią tego typu zabawy. My mieliśmy inne plany (nie chcieliśmy  też wchodzić na teren parku ze względu na COVID-19), zadowoliliśmy się więc pojedynczym zjazdem. Obok parku rozrywki jest zlokalizowany w lesie park linowy. Patrząc na zamek od frontu można również skręcić w lewo na niebieski szlak turystyczny by dojść do okalających zamek ciekawych formacji skalnych – rzecz wartą obejrzenia.

Kolejnym program miał być średniowieczny Gród na Górze Birów – można do niego dojechać Melexem (za dodatkową opłatą) lub dojść na nogach (około 1500 metrów od zamku). My wybraliśmy tę drugą opcję. Wróciliśmy się do głównej ulicy, następnie skręciliśmy w ul. Partyzantów, która najpierw wiła się wśród zabudowań by następnie zmienić się w las (tam już jest zakaz wjazdu samochodem). Szlak leśny jest szeroki i dobrze utrzymany, niemal kilometr idziemy prawie po równy by na ostatnich metrach podejść kawałek i znaleźć się przed kasami biletowymi Grodu. Po sprawdzeniu biletów (mieliśmy łączone na obie atrakcje bo tak wychodziło korzystniej) zaczęliśmy piąć się w górę bo niewygodnych „schodach” do grodu.

Cytując za oficjalną stroną: „Zrekonstruowany Gród Królewski na Górze Birów to prawdziwa gratka dla miłośników historii i poszukiwaczy śladów przeszłości. W masywie ostańca, na którym usytuowano drewniane grodzisko, znajdują się liczne jaskinie, dawniej zamieszkiwane przez naszych praprzodków. Przeprowadzone badania archeologiczne potwierdziły fakt bytności ludzi w tym miejscu już 30 tys. lat temu. Znalezione, pochodzące z różnych epok artefakty: rogowe i krzemienne narzędzia, przęśliki tkackie, groty strzał, końskie podkowy, czy gliniane naczynia umożliwiły poznanie historii miejsca i sposobu życia jego dawnych mieszkańców. Ostatni okres osadnictwa na terenie Birowa przypada na czasy wczesnośredniowieczne i średniowieczne. Powstała tu wtedy osada słowiańska wraz z położonym u podnóża góry cmentarzyskiem kurhanowym. Obecnie w zrekonstruowanym, stylizowanym na średniowieczną osadę Grodzie, turyści mogą zobaczyć wystawy tematyczne zgromadzone w chacie właściciela osady i wieży wojowników, w której znajdują się także, znalezione podczas prowadzonych badań artefakty.”

Palisada grodu jak i jego środek bardzo przypadły mi do gustu ale w dużej mierze ze względu na piękne kwiaty rosnące niemal na całym jego terenie. Gród posiada w sumie trzy budynki, które można zwiedzać, palisadę oraz wieżyczkę obronną. Jego dużym atutem jest krótka ścieżka (czyli kierunek zwiedzania) z kilkoma miejscami widokowymi na Jurę oraz… na to co dzieje się na skałach okalających górę a tam można obejrzeć wysiłki wspinaczy. Dla dzieci była to duża atrakcja.

Po obejrzeniu ekspozycji i widoków zeszliśmy tymi samymi niewygodnymi schodami by udać się drogą wokół góry – co pozwoliło nam oglądać więcej wspinających się na ściankach osób a także eksplorować jedną malutką jaskinię. Droga powrotna była przez to nieco dłuższa. Po dojściu z powrotem do Podzamcza był czas na lody a następnie… udaliśmy się 10 km dalej nad zalew Pilica, gdzie znaleźliśmy wspaniałe miejsce do odpoczynku nad wodą…z piaskiem, płytkim dnem i małą ilością osób. To był ostatni punkt naszej wycieczki.

Nie bez powodu Zamek Ogrodzieniec jest jednym z najliczniej odwiedzanych w Polsce. Moim zdaniem naprawdę warto zwiedzić go całą rodziną, podobnie jak górę Birów (to może z nieco starszymi dziećmi).  Niestety trzeba liczyć się również z dużą ilością innych turystów i mnóstwem pokus dla dzieci – ale pewnie rodzice są do tego przyzwyczajeni.

Translate »