Brunton Revolt 4000 Power bank

Brunton Revolt 4000 Power bank

Świetna sprawa taki power bank!

Małe, lekkie pudełeczko, które nosisz gdzieś tam na dnie plecaka i w razie potrzeby wykonujesz „przelew” energii do swojego telefonu, smartfona, aparatu, tabletu, nawigacji, odtwarzacza, kindla, iPhone’a, iPod’a, iPad’a (*-niepotrzebne skreślić). Brunton oferuje nam małego pancerniaka zapakowanego w podeszwę od Vibram’a.

brunton-revolt-4000-mah-4x-charge-10Producent zadbał o różnorodną kolorystykę: są żółte i pomarańczowe optymalne do zastosowania np. przez budowlańców czy żeglarzy, oliwkowe dla wszelkich militarystów i leśników, czarne dla zatwardziałych metali i miętowe dla odmiany 😉

Ciekawie wykonane jest nawet pudełko z zamykanym na rzep okienkiem. W paczce krótka instrukcja w 10 językach, w tym intuicyjna, obrazkowa po angielsku oraz uniwersalny kabel, który opisuję poniżej.

 

 

yellow black orange olivegreen mintgreen

 

 

Dołączony kabel załatwia nam sprawę ładowania podstawowych urządzeń. Umożliwia podłączenie sprzętu z gniazdem micro USB, iPhone/iPod, Lightning 8 pin, z drugiej strony wtyk USB.

Dodatkowo Revolt 4000 przystosowany jest do ładowania tym samym kablem poprzez inwersję, gdyż posiada dodatkowe gniazdo micro USB – odwracasz kabel, wpinasz do ładowarki i prąd płynie w drugą stronę napełniając Twój podręczny zasobnik.

Otrzymujemy zatem jeden kabel z wieloma wtykami który załatwia nam sprawę ładowania zarówno standardowych urządzeń jak i samego akumulatora.

Dołączony kabel 3 w 1.

Dołączony kabel 3 w 1.

Dla weteranów sprzętu elektronicznego (tych z mini USB, bolcami lub innymi wynalazkami) problem rozwiązuje noszenie i podpinanie własnego krótkiego kabelka wyszarpanego np. z ładowarki.

Podczas ładowania Brunton Revolt zapewnia ciągły wgląd do poziomu naładowania akumulatora – mruga do nas ostatnią diodą z możliwych pięciu świecących obrazujących skalę napełnienia.

Wykonanie cieszy oko, pudełko wygląda solidnie i sprawia wrażenie odpornego na wszystko. Słabiej wyglądają jego „plecy” gdyż tam guma jest najcieńsza. Sprawdziłem czy Prawa Murphy’ego sprawdzą się i przy upadku z roboczej wysokości stolika będzie zawsze spadał na najmniej zabezpieczone plecy – otóż nie, upadał różnie, grzecznie się przy tym odbijając 🙂

Pudełko waży 139 g, a jego zewnętrzne wymiary to 7,6 x 7,6 x 3,3 cm, czyni to testowany power bank na tyle poręcznym, że spokojnie mieści się w bocznych kieszeniach kurtki czy bluzy.

Mieści się do kieszeni ale co zrobić z kablem?

Mieści się do kieszeni ale co zrobić z kablem?

Gniazda power banku zabezpieczone są przed deszczem czy kurzem przez sprytną klapkę. Jako minus potraktowałbym zastosowanie jednej klapki dla obu gniazd, co może powodować zanieczyszczenie rzadziej używanego gniazda micro.

Na czubku posiada przycisk którym możemy uruchomić przesył energii oraz sprawdzić poziom naładowania, dzięki pięciu diodom które świecą lub migają w trakcie ładowania. Tydzień w plecaku mocno zarysował tę jedyną gładką część urządzenia – wyświetlacz poziomu baterii. Vibramowa skorupa jest stosunkowo śliska pomimo delikatnych przetłoczeń i z mokrej ręki może się wyślizgnąć.

Uciążliwością jest potrzeba ciągłego noszenia przy sobie kabla luzem. Nie da się go przyczepić do urządzenia bez podłączenia. Podłączenie natomiast pozostawia nasz z otwartą klapką i radykalnie zmniejsza „wodopyłochronność”. Z dumą przyznaję, iż rzeczona klapka jeszcze mi się nie urwała 🙂

Swoją drogą zastanawia mnie co zrobić w przypadku utopienia urządzenia? Nie ma żadnej możliwości wysuszenia, nawet śrubki żeby go rozkręcić więc zakładam, iż cały układ elektroniczny jest hermetycznie zabudowany, a odkryte gniazda nie umożliwiają dostępu wody wgłąb. Uspokajająca jest deklaracja producenta o spełnianiu normy ochrony IPX5 (żeglarskie OB 2).

W linku przykładowy test „sikania” na urządzenie stosowany dla potwierdzenia normy 😉

Tempo ładowania jest bardzo zadowalające. 2,1 A to już wystarczający koń pociągowy by w miarę szybko zaspokoić nasze potrzeby energetyczne. Pełne naładowanie z gniazda USB laptopa od zera zajęło 3:45 h. Następnie ładowałem Revoltem od połowy baterię telefonu 1000 mAh, dwukrotnie od zera akumulator aparatu Sony DSC W810 o pojemności 600 mAh i wystarczyło jeszcze na częściowe doładowanie MusicMan Soundstation. Producent uczciwie informuje, że więcej energii uzyskamy ładując nasz osprzęt od połowy do pełna aniżeli od zera. Testy powtarzałem kilkukrotnie, jednakże przy przeciętnym zapotrzebowaniu na prąd okazywało się, że częściej miałem okazję ładować power bank niż go w pełni opróżnić.

Ładowanie telefonu z użyciem dołączonego kabla.

Ładowanie telefonu z użyciem dołączonego kabla.

Jak na poręczny rozmiar i wysoką odporność na uszkodzenia – w sam raz. Jeżeli komuś potrzeba więcej, to może kupić większy powerbank, ogniwa słoneczne albo… zastanowi się, czy potrzebuje w terenie tablet 🙂

Osobiście jestem na bakier z kieszonkową technologią i dobrze, że Revolt trafił w moje ręce. Przede wszystkim wykazał się wytrzymałością którą ciężko zestawić z delikatnym smartfonem, bardziej pasuje do równie jak on pancernych telefonów typu Evolveo:

http://www.testyoutdoorowe.pl/testy-2/akcesoria/evolveo-telefon-strongphone-x1/

Ponadto jest banalny w obsłudze, wręcz idioto-odporny. Nie wymaga od użytkownika więcej niż ładowania i rozładowywania, a poziom baterii sprawdzamy na żądanie. Polecam do stosowania w wielu dziedzinach życia, może za wyjątkiem pływania. Osobiście kusi mnie jeszcze zrzucenie go w dół drogi wspinaczkowej 😉 Ale na poważnie to nasuwa się tylko pytanie ile pożyje ta klapka…?

Cena: od 120 zł.

Ocena: 5

Translate »