DOOGEE Pancerny smartphone S55

DOOGEE Pancerny smartphone S55

Chciałbym dzisiaj opisać Wam swoje wrażenia z przeszło dwóch miesięcy użytkowania telefonu Doogee S55. Ten telefon w ręku przypomina mi czasy Nokii 5510, która może i nie była zbyt poręczna ale jak na swoje czasy wprowadzała kilka innowacji – klawiaturę po dwóch stronach ekranu i aż 64 mb na MP3 (pamiętacie tamte czasy?). Z telefonem marki Doogee jest podobnie – z jednej strony to solidna i duża konstrukcja, ale z drugiej bardzo odporna a przez to potrafiąca się podobać.

Jak ten model znalazł się w ogóle w moich rękach? Przyznam szczerze, że poszukiwałem wytrzymałego smartphone`a z baterią pozwalającą na co najmniej dwa dni korzystania z urządzenia. Ponieważ dużo podróżuję po górach a także po nich biegam (większość biegów górskich, niezależnie od tego czy na dystansie 20 czy 200 kilometrów ma w wyposażeniu obowiązkowym wypisany naładowany telefon komórkowy) potrzebowałem niezawodnego sprzętu. Takiego o którego nie musiałbym się martwić, że wyładuje mi się w trakcie biegu. Takiego, o którego nie musiałbym się martwić, że w razie załamania pogody (o którą łatwo w górach) coś mu się stanie. Ostatecznie – nie miałem także zamiaru inwestować bardzo dużych pieniędzy bo po prostu nie mam ambitnie wygórowanych potrzeb. Telefon Doogee S55 można kupić za kwotę poniżej 800 złotych co jest ceną bardziej niż akceptowalną.

Prawdziwy test i szkołę życia S55 odbył podczas mojej październikowej podróży do Maroko. Najpierw wraz ze mną zdobył najwyższy szczyt północnej Afryki, Maroka i gór Atlasu – czyli Jbel Toubkal (4167 m n.p.m.), następnie „biegł” ze mną zawody Ultra Trail Atlas Toubkal. Brałem udział w formule Challenge – w pierwszy dzień startowałem na dystansie 42 km i 2600 m przewyższenia a w drugi na dystansie 26 km i 1400 m+ co łącznie dawało niemal 70 kilometrów i 4 kilometry pod górę. Dodatkowo natrafiliśmy na sinusoidę pogodową – w pierwszy dzień wiatr wiał z prędkością 90 km/h na szczytach powyżej 3000 m n.p.m., w drugi słońce grzało niemiłosiernie. Mogę więc z czystym sumieniem powiedzieć, że był testowany w bardzo zmiennych, surowych i trudnych warunkach. Jak je zniósł? Zaraz się dowiecie.

Telefon przyjechał do mnie w ładnym kartonowym pudełku w którym oprócz telefonu znajdowała się ładowarka (z wyjmowanym kablem USB) oraz instrukcją obsługi. Nie było dołączonych np. słuchawek ale nie uważam tego za specjalny zarzut. Po wyjęciu z pudełka pierwsze co rzuciło mi się w oczy (zamawiałem sprzęt przez internet) to jego waga – 265 gramów. Wcześniej korzystałem naprzemiennie z Xiaomi Redmi Note 5 oraz Samsunga Galaxy S7, które są urządzeniami zdecydowanie lżejszymi. Trzeba sobie też jednak powiedzieć, że żaden z nich nie jest tak odporny ani nie ma nawet porównywalnej baterii, która też musi ciążyć. Ostatecznie jednak można powiedzieć, że Doogee S55 to taki mały i potężny czołg wśród smartphone`ów. Nie inaczej jest jeśli chodzi o jego wymiary, które wynoszą: 161.32 x 77.80 x 14.15 mm. Telefon jest po prostu sporych rozmiarów i to nie tylko na wysokość, ale także grubość – grubszego smartphone`a nie miałem w ręce. Czy to wada? Niekoniecznie, myślę, że szczególnie w dużym męskich dłoniach telefon będzie bardzo dobrze leżał. Nie jest też aż tak duży by nie zmieścić się w standardowej kieszeni dżinsów czy kurtki, więc jego gabaryty moim zdaniem są jak najbardziej akceptowalne. Abstrahując od turystyki i biegania – ten telefon ze względu na swoją wytrzymałość moim zdaniem idealnie będzie nadawał się do użytku przez osoby, które wykonują prace fizyczne lub takie w których istnieje możliwość zniszczenia sprzętu. Mam tu na myśli np. budowlańców, malarzy, instalatorów, majsterkowiczów, stolarzy i wiele wiele innych tego typu zawodów. S55 dostępny jest w standardowym kolorze czarnym a także czarnym z pomarańczowymi dodatkami – zależnie od tego, co się komu podoba.

Na uwagę zasługuje fakt, rogi urządzenia zostały dodatkowo wzmocnione niewielkimi wypustkami, które w razie np. upuszczenia na twardą powierzchnię będą stanowiły dodatkową ochronę. Szczerze przyznam, że telefon co najmniej kilkakrotnie spadł mi z wysokości ok.1,5 metra – na chodnik, kamienie, w trawę. Nie odnotowałem na nim z tego powodu ani jednej rysy. Dodatkowo te wypustki sprawiają, że S55 bardzo pewnie trzyma się w dłoni która jest mokra lub w lekkich rękawiczkach – co może stanowi zdecydowany, dodatkowy atut tego urządzenia. Cała boczna ramka S55 jest wzmocniona dodatkową gumą zapewniającą urządzeniu wytrzymałość. Boki urządzenia zostały wykonane z wytrzymałego i lekkiego aluminium.

Przedni panel Doogee S55 to ekran o wielkości 5,5 cala IPS TFT HD+ o rozdzielczości 720×1440 i 16M kolorów, który zajmuje ok. 62,2 powierzchni urządzenia (czyli niespecjalnie dużo). Proporcja 18:9 sprawia, że na telefonie wygodnie ogląda się filmy i gra w nieco bardziej wymagające gry (np. w Fifa czy Real Racing 3). Jak przystało na wytrzymały telefon ekran to Corning Gorilla Glass 3 mający zapewnić mu dodatkową odporność. Ekran zapewnia dobre odwzorowanie kolorów. Co istotne podczas wykorzystywania go podczas aktywności outdoorowych – jest czytelny nawet w pełnym słońcu, co zdecydowanie poprawia komfort korzystania z urządzenia. Ogólnie, co do tego elementu nie mam praktycznie żadnych zastrzeżeń – nie odstaje od innych smartphone`ów z którymi miałem do czynienia a jego wielkość i jasność sprawiają, że przyjemnie się z niego korzysta.

Nad ekranem standardowo znajduje się głośnik, kamera przednia (tzw. selfie) o której nieco szerzej będzie za chwilę, oraz dwie diody. W tym modelu nie starano się na siłę upchać maksymalną wielkość ekranu w jak najmniejszej ramce dlatego nie znajdziemy tutaj irytującego notcha, który aktualnie można znaleźć w wielu flagowych modelach (np. Xiaomi Mi 8, który aktualnie jest moim drugim telefonem). Moim zdaniem należy to zaliczyć na plus. Pod ekranem z kolei na czarnym tle znajdziemy trzy dotykalne przyciski (co też trzeba traktować jako atut, gdyż nigdzie się nie ukrywają – jak mają w zwyczaju przyciski na ekranie telefonu). Te zawsze są w tym samym miejscu, gotowe do użytku.

Na spodzie urządzenia znajdziemy gumową zaślepkę pod którą znajduje się gniazdo microUSB 2.0 służące do podłączenia Doogee S55 do komputera lub do ładowania. Co ciekawe samo gniazdo zostało umieszczone odwrotnie niż w innych modelach które posiadam. Standardowe microUSB sprawia, że telefon pasuje do większości ładowarek dostępnych na rynku (w przeciwieństwie np. do iPhone), co ma swoje plusy. Będąc w chatce studenckiej zapomniałem kiedyś ładowarki i nie miałem żadnego problemu, by podłączyć się i podładować telefon ładowarką od znajomego (nazajutrz ruszałem na Babią Górę).

Lewy bok urządzenia skrywa zaślepkę pod którą skrywa się miejsce na kartę SIM (a w zasadzie dwa sloty nanoSIM, bo S55 to DualSIM). To bardzo praktyczne szczególnie będąc w górach. Żeby daleko nie szukać przykładowo na chatce studenckiej na Lasku (okolice Koszarawy i Pewli Wielkiej, kawałek za Jeleśnią w kierunku na Pilsko) nigdy nie było zasięgu T-Mobile ale za to Plus miał maksymalny zasięg. Mając dwie karty w urządzeniu nie musimy przejmować się, że któraś z sieci nieco gorzej pokrywa teren, cały czas jesteśmy w zasięgu i to jest ogromny atut wszystkich telefonów z podwójnym SIMem.

Drugi bok urządzenia to od góry dwa przyciski odpowiadające za głośność a nieco poniżej nich włącznik całego urządzenia. To są jedyne fizyczne/mechaniczne przyciski na urządzeniu i działają bardzo sprawnie, nie można mieć do nich zastrzeżeń.

Góra urządzenia to z kolei kolejna zaślepka – pod nią z kolei gniazdo mini-jack 3,5 mm służące do podłączenia słuchawek. W wielu najnowszych modeli odchodzi się od tego rozwiązania i zostawia wyłącznie możliwość podłączenia muzyki za pośrednictwem bezprzewodowego Bluetootha. Moim zdaniem jednak mini-jack w dalszym ciągu jest niezawodnym i bardzo praktycznym elementem chociażby, żeby w pracy posłuchać sobie radia. Co więcej – przecież przewodowe słuchawki nie potrzebują osobnego ładowania jak słuchawki Bluetooth stąd w trudnych warunkach zdecydowanie lepiej się sprawdzają.

Teraz czas na tył urządzenia. Został on wykonany z tworzywa sztucznego, które posiada lekko chropowatą konstrukcję. Takie rozwiązanie również sprawia, że po prostu pewniej leży w spoconej czy mokrej dłoni. Na dole znajduje się głośnik, nieco nad nim nazwa marki. Górna część tyłu aluminiowy element przypominający kwadrat (z czterema śrubkami) na którym mieszczą się dwa główne aparaty urządzenia, obok nich lampa błyskowa a pod nimi z kolei czytnik linii papilarnych. Ten ostatni mieści się moim zdaniem w najpraktyczniejszym z możliwych miejsc – choć może przemawia za mną przyzwyczajenie do Xiaomi Redmi Note 4. Czytnik w Doogee S55 jest w stosunku do niego nieco mniej precyzyjny a odczyt linii papilarnych minimalnie dłuższy, mimo tego jest to funkcjonalne rozwiązanie.

Co bardzo istotne biorąc pod uwagę, że S55 jest stworzony po to, by być wytrzymałym. Posiada on normę wodoodporności IP68 (standard militarny). To najwyższe przyznawane dziś oznaczenie, jeśli chodzi o stopień ochrony przed pyłem i wodą. Znak IP68 oznacza, że smartfon jest całkowicie odporny na różnego rodzaju pyły, a także przystosowany do tego, by lądować w wodzie (na głębokośc 1,5 metra przez 30 minut). Jak to się sprawdzało w praktyce? W Maroko Doogee miał możliwość wielokrotnego lądowania w pyle i na twardej skale, co przyjmował całkiem bezproblemowo. Jeśli chodzi o wodę – podczas pierwszego z dwóch biegów o 6 rano deszcz padał rzęsiście co… na urządzeniu nie zrobiło żadnego wrażenia. Testowo umieściłem również Doogee S55 w warunkach domowych pod strumieniem bieżącej, zimnej wody, po ok. 5 minutach nie zauważyłem jakichkolwiek problemów z urządzeniem. Mogę więc stwierdzić – że ten telefon wody ani pyłu się po prostu nie boi.

Urządzenie działa w czterech zakresach GSM: 850, 900, 1800, 1900, dwóch UMTS: 900, 2100, prócz tego obsługuje LTE: 800, 900, 1800, 2100, 2600. Może obsługiwać jedną kartę pamięci (zamiennie z drugim nanoSIMem) – microSD lub microSDHC o pojemności do 128 GB. Samo urządzenie posiada pamięć o wielkości 64 GB, co sprawia, że bez problemu zmieścimy na nim mnóstwo zdjęć, filmów, gier, aplikacji i wszelkich innych potrzebnych rzeczy. Szczerze mówiąc niezależnie od telefonu jaki użytkowałem nigdy nie udało mi się w takim stopniu zapełnić plikami aparatu.

Doogee S55 został wyposażony w ośmiordzeniowy procesor MediaTek MT6750T o taktowaniu 1.5Ghz (4x Cortex-A53 1,5 GHz + 4x Cortex-A53 1 GHz, pamięć LPDDR3 666 MHz) a także układ GPU ARM Mali-T860 MP2. Prócz tego posiada również 4 GB ramu. Jak na telefon w którym „pierwsze skrzypce” gra wytrzymałość a cena oscyluje w granicach 800 złotych to specyfikacja jest więcej niż zadowalająca, choć oczywiście nie jest taka jak w telefonach za 3000 zł lub więcej. W każdym razie – telefon z Androidem 8.0 Oreo na pokładzie działa płynnie, nie zawiesza się nawet mając uruchomionych kilka aplikacji (np. kamerę, dwie gry, przeglądarkę internetową i nawigację). Tak jak już pisałem – można na nim pograć nawet w bardziej wymagające graficznie gry i to bez lagów. Po prostu działa jak należy w każdych okolicznościach. Niewiele można mu zarzucić.

Jak już pisałem ten model został wyposażony w dwie tylne kamery 13.0 + 8.0 MP. Pierwsza z nich oparta na chipie Samsunga wykorzystuje PDAF, posiada kąt 80 stopni. Sądzę, że dla osób, które nie robią artystycznych zdjęć taki układ aparatów będzie jak najbardziej satysfakcjonujący. Urządzenie w „terenie”, przy naturalnym świetle robi zdjęcie bardzo dobrej jakości – w zasadzie nie można odróżnić od aparatu Samsung Galaxy S7. Kiedy robi się ciemno ich jakość jednak spada, podobnie jest ze zdjęciami w pomieszczeniach. Nadal jednak – jak na telefon za 800 złotych moim zdaniem oferuje całkiem sporo. Zresztą – ponieważ jest to telefon, który ma nam towarzyszyć w trakcie przeróżnych przygód spodziewam się, że większość osób będzie z niego korzystać właśnie na zewnątrz, a nie w budynkach. Na uwagę zasługuje również Autofocus makro, który bardzo ładnie i już za pierwszym/drugim razem łapie ostrość pozwalając robić ładne zdjęcia Makro.

Z przodu umieszczono wspominany już przeze mnie aparat 5.0 MP także o kącie 80 stopni. Pozwala on na robienie zadowalających jakościowo zdjęć selfie w trakcie dnia. Niestety ale wieczorem zdecydowanie widać już bardzo mocne szumy, które po prostu psują zdjęcie.

Urządzenie, które jest przeznaczone m.in. do wypraw nie mogło nie posiadać czułego GPSu oraz Glonass. Podczas codziennego użytkowania (np. nawigacji samochodowej Google Maps) Doogee S55 łapie fix szybko i sprawnie, co ważne – nie gubi go na trasie i można na nim polegać. Korzystając z kolei np. z Endomondo trzeba liczyć się z tym, że np. zegarek Suunto 9 albo TomTom Adventurer poradzą sobie ze złapaniem fixa nieco szybkiej niż Doogee, nie znaczy to jednak że trzeba czekać dłużej niż 120-150 sekund (przynajmniej mi nic takiego się nie zdarzyło).

Na pokładzie S55 nie brakuje również kompasu czy żyroskopu. Łączność jest zapewniona przez modułu LTE, z kolei jeśli mowa o Wi-Fi to obsługuje on standard v802.11 b/g/n o częstotliwości 2.4 GHz, który jest w zupełności wystarczający. Jeśli czegoś może mu brakować to na pewno modułu NFC, jednak w telefonach tej klasy nie jest to żadnym wielkim zaskoczeniem.

To, co szczególnie przemawia za wyborem Doogee S55 to jego ogromna bateria litowo-polimerowa o pojemności 5500 mAh! Do tej pory mając np. Xiaomi Redmi Note 4 byłem przyzwyczajony do tego, że telefon od ładowania odłączam rano i podłączam przy pójściu spać (chyba, że w trakcie dnia z niego korzystałem – wtedy po przyjściu z pracy do domu). Z S55 jest diametralnie inaczej. Przy normalnym korzystaniu ze sprzętu – obsłudze skrzynki e-mail, czasami przeglądaniu czegoś w internecie, normalnych rozmowach i korzystaniu z aplikacji społecznościowych (czyli korzystaniu z danych komórkowych oraz GPS) urządzenie spokojnie wytrzyma dwa albo i trzy pełne dni na jednym ładowaniu. Dla mnie będąc w Maroku, gdzie nie zawsze miałem dostęp do gniazdka (zwłaszcza podczas trekkingu na Jbel Toubkal) był to ogromny komfort i ułatwienie. Podobnie zresztą w trakcie biegu – najgorsze co się może stać to wypadek i wyładowany telefon. Mając Doogee S55 likwidujemy taką sposobność niemal do zera. Jeśli dla kogoś (wiem, że np. mój tata zwraca na to dużą uwagę) czas pracy na baterii jest priorytetem to na pewno model S55 będzie dla niego odpowiednim i świetnym wyborem!

Co do korzystania z samego urządzenia – nie różni się ono diametralnie od innych urządzeń z Androidem. Obsługa wersji 8.0 jest bardzo łatwa i intuicyjna. Standardowy w Doogee czarny motyw dobrze współgra z outdoorowym i wytrzymałym zacięciem tego modelu. To jednak co mnie denerwowało to fakt, że przy włączaniu urządzenia najpierw musimy odblokowywać sam telefon a dopiero później po kolejnej blokadzie zaczyna włączać się system.

Jeśli chodzi o mój marokański wyjazd to uważam, że zabranie na niego Doogee S55 było strzałem w dziesiątkę. To telefon, który powinien zadowolić większość osób, które kochają aktywnie spędzać czas – niezależnie czy na trekkingach, biegach czy podczas jazdy off-road. To jest model dla osób, które lubią lub muszą się zbrudzić i które nie boją się wymagających warunków atmosferycznych. Będzie też doskonałym kompanem dla osób parających się pracą w trudnych warunkach. Oczywiście, nie można go porównywać z najnowszymi i najmocniejszymi flagowcami, ale jednak nic mu nie brakuje. Ja za mankamenty uznać mogę jedynie te kilka drobnostek opisanych powyżej – na co dzień jednak nie warunkują one działania całego urządzenia.

Do jego głównych atutów należy rzecz jasna wytrzymałość (w tym obudowa częściowo z gumy), ogromna bateria Li-Po 0 pojemności 5500 mAh i bardzo długi czas pracy, zadowalające tylne aparaty a także specyfikacja techniczna, która może uchodzić za „bardzo dobrą” – szczególnie biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości. Jeśli właśnie takich cech oczekujesz po telefonie to Doogee S55 powinien je spełnić.

Ocena: 4

P.S. Wszystkie zdjęcia opublikowane w tym teście na których nie jest widoczny telefon Doogee S55 zostały nim wykonane 🙂

 

Translate »