FENIX Czołówka HL21

Dzięki uprzejmości kolba.pl miałem możliwość przez pewien czas testować czołówkę HL21 marki Fenix. Chciałbym podzielić się z Wami spostrzeżeniami na jej temat. Mimo tego, że miałem do czynienia z wieloma latarkami czołowymi bardzo znanych marek jak Petzl, Black Diamond czy nasz rodzimy MacTronic, muszę przyznać, że HL21 zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ale po kolei.

 

Ogromnym plusem HL21 jest minimalistyczny design latarki. Nie znajdziemy nawet milimetra niepotrzebnego/zbędnego plastiku. Wszystko jest zaprojektowane tak, by latarka była praktyczna i lekka, a przy tym dawała mocne światło. Korpus składa się z zakręcanego miejsca na baterię (z uszczelką) w kształcie walca (gdzie w centralnym miejscu umieszczono niewielkie logo marki). Z jednej strony wymienia się baterię, natomiast z drugiej znajdujemy przycisk, który odpowiada za wszystkie tryby pracy czołówki. Nad wspomnianym walcem znajduje się lustro z diodą Cree XP-E LED (wg producenta jej żywotność to 50,000 godzin świecenia – z wiadomych względów nie było mi dane tego sprawdzić). Na lustro istnieje możliwość zamontowania dyfuzora (także z uszczelką), który rozprasza światło – jest dołączony w zestawie do latarki. Ta część za pomocą dwóch punktów zaczepienia jest przymocowana do plastikowej podstawki do której z kolei przymocowany jest pasek trzymający całość latarki na głowie. Kolejnym plusem latarki jest możliwość ustawienia świecenia w sześciu poziomach dzięki ruchomym punktom zaczepienia. Całość działa dość precyzyjnie aczkolwiek nie jestem przekonany jak będzie się sprawować np. po roku intensywnego użytkowania. Możliwe, że się nieco wytrą i nie będą już dobrze trzymały czołówki – ale to tylko gdybanie. Część plastikowa, która styka się z głową jest dodatkowo odpowiednio wyprofilowana, tak, żeby latarka dobrze trzymała się na swoim miejscu – to bardzo praktycznie rozwiązanie, tak samo jak to, że czoło tylko w kilku miejscach dotyka plastiku a w większej części paska – dzięki temu latarka lepiej trzyma się głowy. Jeśli chodzi o wspomniany pasek – w większej części jest szary, z logiem marki i żółto-czarnymi wstawkami. Jego regulacja przebiega tak jak w większości sprzętu tego typu – bardzo szybko i bezproblemowo. Pasek jest bardzo mocny a z drugiej strony nie na tyle ściągający by sprawiać problemy przy wielogodzinnym używaniu. Należy go także zaliczyć za plus latarki. Dystrybutor podaje, że powinien pochłaniać wilgoć i zapobiegać poceniu. Miałem przyjemność kilkukrotnie biegać nocą po lesie w tej latarce i niestety nie do końca mogę potwierdzić tę tezę. Człowiek poci się w pasku Fenixa identycznie jak w paskach innych marek. Chciałbym wspomnieć jeszcze o dyfuzorze. Owszem w trakcie użytkowania sprawuje się wręcz rewelacyjnie (naprawdę robi wrażenie!). Jednak jego konstrukcja budzi moje lekkie zastrzeżenia. Jeśli jest osadzony na latarce a część rozpraszająca (biały plastik) odgięty do góry może przy zahaczeniu o konar drzewa, framugę czy cokolwiek innego ulec uszkodzeniu. Tak samo zbyt mocne poruszanie nim czy przypadkowa zabawa przez dziecko, może go niestety zniszczyć. Ktoś mógłby powiedzieć, że oczywiście latarki można używać bez niego – i miałby rację. Jednak wiadomo, że sprzęt jest całością i należy go oceniać i używać całościowo (a używać według potrzeb!).

 

Ogólnie rzecz ujmując materiały, z jakich została skonstruowana latarka są wysokiej jakości i nie ma się do czego przyczepić – także dyfuzor, tu bardziej doczepiłbym się samej konstrukcji niż materiałów użytych do jego produkcji.

 

Całość bez baterii waży 41.1g. To fantastyczna waga. Chyba największą zaletą tej latarki jest właśni e jej wielkość. Mieści się w dłoni (jej wymiary to: 66X33.7X48.8mm). Dzięki temu czołówkę można mieć pod ręką zawsze wtedy gdy jest potrzebna – niezależnie od tego, czy zepsuł się nam samochód na trasie w środku nocy, czy wybieramy się na wielodniową wyprawę trekkingową i potrzebujemy czegoś małego i lekkiego, bo każdy dodatkowy gram będziemy potem odczuwać podczas podróży.

 

Kolejnym plusem czołówki (także bezpośrednio związanym z jego wagą) jest to, że latarka jest zasilana na tylko jedną baterię AA. Nie trzeba nikogo uświadamiać, że jest to chyba najbardziej wszechstronna bateria, którą można znaleźć chociażby w każdym przydrożnym kiosku. Między innymi dzięki temu nie ma też problemu by mieć kilka na zapas – nie zajmują dużo miejsca, nie ważą wiele, są stosunkowo tanie i ogólnodostępne. Jeśli wybieramy się nawet na kilkumiesięczny wyjazd – można zaopatrzyć się na zapas.

 

Ktoś mógłby powiedzieć, że jeśli latarka jest zasilana jedynie przez jedną baterię to na pewno będzie bardzo krótko świecić. Nic z tych rzeczy. Latarka świeci stosunkowo długo (oczywiście zależnie od tego w jakim używa się jej trybie).

 

A właśnie – obsługa latarka jest tak prosta, że bez żadnego problemu poradziło by sobie kilkuletnie dziecko (choć nie uważam by miało się takie prezenty dawać dzieciom). Całość jest obsługiwana jedynie jednym, wspomnianym już wcześniej przyciskiem. Latarka posiada cztery tryby świecenia: najmocniejszy – High, w którym świeci z mocą 97 lumenów przez maksymalnie 2h i 3min, średni – Mid, w którym świeci z mocą 47 lumenów przez 5h i 43 min, słaby – Low, w którym świeci z mocą 3 lumenów przez 53h. Ostatnim trybem jest niezastąpiony w sytuacjach kryzysowych tryb S.O.S. (oby nikt nigdy nie musiał z niego korzystać) – dobrze jednak, że istnieje). Widać, że mimo niezwykle kompaktowych gabarytów latarka dysponuje ogromną mocą świecenia – 97 lumenów pozwala świecić na odległość 93 metrów! Trudno byłoby znaleźć drugą czołówkę o takiej wielkości i z takim zasięgiem.

 

Latarkę przyszło mi używać w różnych sytuacjach – przy wspomnianych już wcześniej biegach, podczas włóczenia się po górach czy w sytuacjach „garażowych”. Poza naprawdę kilkoma wyjątkami w zupełności wystarcza tryb średni (żeby poświecić sobie przed nogi podczas marszu, czy pod maskę samochodu). Oczywiście zdarza się, że potrzebujemy dalszego zasięgu, by zobaczyć co jest przed nami – i także tutaj nie ma problemu. Najsłabszy tryb nadaje się jako światło awaryjne – gdy jest całkowicie ciemno i np. nie potrafimy trafić kluczem w dziurkę od klucza, czy na bardzo bliskie odległości, żeby znaleźć coś w plecaku czy portfelu.

 

Dzięki swojej niskiej wadze latarka nie przeszkadza nawet podczas uprawiania wymagających aktywności fizycznych. Dobrze trzyma się na głowie podczas intensywnego biegu czy marszu.

Zastosowana w latarce dioda daje jasne, miłe dla oka światło. Oczy nie męczą się zbytnio nawet przy kilkugodzinnym użytkowaniu.

 

Nie należy także zapominać o jeszcze jednym fakcie dotyczącym tej czołówki – posiada standard wodoodporności IPX-8 (tzn. do 2m pod wodą), w sumie wspominałem na początku tekstu o specjalnych uszczelkach. To bardzo ważne nie tylko, gdy zastanie nas deszcz na szlaku. Mi zdarzyło się płynąć kajakiem po rzece z latarką Fenixa. Przy obozowisku nie musiałem przejmować się, że jeśli wpadnie przy brzegu do wody to coś jej się stanie.

 

Nie chciałbym w tym tekście porównywać HL21 z innymi czołówkami (na to przyjdzie czas niedługo – zapraszam na bloga, gdzie będzie test porównujący latarkę Fenix z latarkami MacTronic, Petzl, Princeton Tec i Black Diamond). Jednak bez wątpienia i bez chwili zawahania można śmiało powiedzieć, że czołówka HL21 została skonstruowana z głową. Niezwykle niska waga, mały rozmiar a przy tym bardzo dobre walory świetlne a także dbałość o wykonanie i dobre materiały sprawiają, że jeśli ktoś szuka lekkiej, ale dobrze świecącej latarki – to HL21 jest strzałem w dziesiątkę! Mimo pewnych małych zastrzeżeń co do dyfuzora czy systemu mocującego latarka czołówka posiada ogromną ilość plusów, które jednoznacznie przemawiają na jej korzyść. Nie należy zapominać, że HL21 kosztuje 149zł. To niewygórowana cena jak na tej jakości sprzęt.

Ocena: +4

Translate »