MARMOT Kurtka membranowa KNIFE EDGE JACKET

MARMOT Kurtka membranowa KNIFE EDGE JACKET

Nadeszła już porządna wiosna. Tym samym nadszedł czas, by schować do szafy ocieplane kurtki a wyciągnąć te lżejsze. Podczas ISPO Academy 2017, które odbywało się w zeszłym roku w Wierchomli otrzymałem kurtkę Marmot Knife Edge Jacket, która jest lekką kurtką membranową (Gore-Tex Paclite) o technicznym kroju. Ponieważ po dobrych kilku miesiącach użytkowania wyrobiłem już sobie na jej temat zdanie, postanowiłem się nim podzielić.

Marka Marmot jest mi znana już od wielu lat. Co więcej – mam w związku z nią bardzo dobre wspomnienia. Jeszcze za czasów studenckich rozpocząłem pracę w jednym z internetowych sklepów outdoorowych w Bielsku-Białej (pewnie część z Was zna te sklep) – a był to rok 2011. To były czasy, gdy na kupno „markowej” kurtki nie mogłem sobie pozwolić. Dlatego też chodziłem po górach w kurtce Berghausa, którą znalazłem w sklepie z tanią odzieżą za 30 złotych. Może i nie wyglądała zbyt zjawiskowo, ale nie mogłem na nią narzekać (to był okres, gdy zamieniłem kurtki z demobilu na „firmowe” ubrania z lumpeksów). Ale wracając do historii. Pracując w sklepie dopiero 2 czy 3 miesiące dowiedziałem się, że jest możliwość kupna kurtki jako „zamówienie pracownicze”, ze wzorów dystrybutora. Gdy policzyłem sobie ile będzie mnie kosztować nowa kurtkę Marmota nie wahałem się długo. Kupiłem sobie mój pierwszy w życiu softshell. Nawet na zniżce kosztował on mnie sporo pieniędzy (tak to pamiętam). Ale wiecie co? Minęło, jeśli dobrze liczę 7 długich lat, podczas których korzystałem z niego bardzo dużo – a on dalej wygląda jak nowy. Odwiedził ze mną góry Rumunii (Fogarasze, Bucegi, Marmarosz), polskie Tatry, był podczas wyjazdów do Kamieńca Podolskiego czy Krzemieńca na Ukrainę. Towarzyszył mi podczas wyprawy w Dolomity… długo by wymieniać. Mimo tego ciągle wygląda świetnie (piorę go raz lub dwa w roku – zależnie od stopnia ubrudzenia). Stanowi on dla mnie fantastyczne wspomnienie „starych czasów”, jest także synonimem niezawodności i wysokiej jakości wykonania. Chyba nie miałem drugiej kurtki, która po tylu wycieczkach dalej prezentowałaby się tak dobrze.

I właśnie dlatego od modelu Knife Edge, który będę dzisiaj opisywał mam wysokie wymagania. Jestem bardzo ciekawy, czy przez te lata produkty Marmota nie straciły na jakości. Ale zacznijmy od początku.

Kurtka Marmota w niebieskim kolorze (taki otrzymałem), którego nie lubię mimo wszystko prezentuje się świetnie i „rasowo”. W oczy od razu rzuca się „techniczny” krój, stosunkowo wąska talia, minimalnie wydłużony tył, bardziej rozbudowane ramiona (tzw. Athletic Fit i technologia Angel-Wing Movement™ zapewniająca szerszy zakres ruchów) oraz wysoko osadzone, bardzo długie zamki bocznych kieszeni. Zaraz zresztą wrócimy do kieszeni.

Kurtka posiada na całej długości zamek błyskawiczny marki YKK (w rozmiarze S – 76 cm), od strony wewnętrznej zabezpieczony specjalną patką. Dzięki temu nie ma możliwości, że zamkiem „przytniemy sobie” warstwę wewnętrzną odzieży. Nie zabrakło również praktycznej ochrony podbródka. Tak jak wspominałem kieszenie boczne są umieszczone wysoko i posiadają długie, 23 centymetrowe, niemal pionowe zamki. Takie umiejscowienie kieszeni nie jest bez znaczenia – dzięki temu można z nich skorzystać mając założoną na sobie uprząż wspinaczkową lub zapięty pas biodrowy plecaka. To znane z innych technicznych modeli rozwiązanie doskonale sprawdza się podczas wymagającej turystyki, do której został zaprojektowany ten model. Jeśli jednak ktoś ma zamiar używać kurtki na co dzień może być z niego niezbyt zadowolony. Dlaczego? Bo gdy ktoś jest nieprzyzwyczajony, to trudno mu po prostu w te kieszenie trafić ręką. Co więcej, konstrukcja wymusiła na kieszeniach to, że są stosunkowo płytkie i wysokie. Świetnie przenosi się w nich np. złożoną mapę, ale gdy chcemy w nich umieścić np. portfel – trzeba uważać, by przypadkowo nam nie wypadł. Wszystkie zamki o których wspominałem wyposażone są w przedłużone przywieszki zakończone elementem z tworzywa sztucznego – niby drobnostka, ale dzięki temu zamkami dużo łatwiej operuje się mając na dłoniach założone np. rękawiczki.

Dół kurtki jest ściągany jednym, plastikowym stoperem mieszczącym się po prawej stronie kurtki, na stronie wewnętrznej. Rękawy tego modelu są zakończone asymetrycznie i regulowane wysokiej jakości rzepami marki Velcro. Szczerze muszę przyznać, że przez mój niski wzrost – 160 centymetrów, nawet rozmiar S, który posiadam jest dla mnie nieco „na wyrost”, o ile długość samej kurtki jest w porządku to rękawy mam przydługie, dlatego zawsze zaraz po ubraniu kurtki używam rzepów, żeby dopasować długość rękawów – nie ma z tym jakichkolwiek problemów, choć ma to niewielki wpływ na wygląd całej kurtki.

Kurtka posiada logo marki na lewej piersi a także na lewej łopatce z tyłu kurtki (jedynie emblemat). Prócz tego po wewnętrznej stronie na dole znajdują się metki z instrukcją prania czy informację o Gore-Tex. Główna, środkowa metka na karku jest na stałe przyklejona do kurtki. To świetne rozwiązanie, bo dzięki temu nie podrażnia skóry podczas aktywności fizycznej. Z mojej perspektywy jednak trochę szkoda, że zabrakło miejsca na szlufkę, za którą można byłoby powiesić kurtkę na wieszaku (przez jej brak, najłatwiej jest powiesić ją na kapturze).

Ze względu na techniczny krój ten model posiada bardzo wysoką stójkę potrafiącą zakryć nie tylko usta, ale również cały nos pozostawiając jedynie miejsce na oczy. To świetne rozwiązanie ponieważ dzięki temu podczas np. załamania pogody w górach kurtka chroni nas najlepiej, jak to możliwe. Kaptur w tym modelu jest stały (nie da się go odpiąć). Można go za to regulować – posiada po jednym gumowym ściągaczu ze stoperem po każdej stronie, a także jeden kryty ściągacz z tyłu. Nie zapomniano również o bardzo niewielkim daszku. Wspomniany daszek podczas ulewy sprawiał, że woda ściekała na zewnątrz kurtki i nie dostawała się pod nią – przynajmniej taka była moja obserwacja jak zastało mnie oberwanie chmury, gdy schodziłem ze Skrzycznego.

Ostatnim, ale niezwykle ważnym udogodnieniem są długie (35 centymetrów każdy) zamki pod pachami (tzw. PitZips)! Dzięki nim możemy w bardzo prosty i szybki sposób poprawić wentylację. Moim zdaniem to rozwiązanie idealnie sprawdza się podczas np. bardziej wymagających (bardziej stromych i dłuższych) podejść. Każdy z zamków jest w całości ukryty za patką dlatego podczas normalnego użytkowania w ogóle ich nie widać, a gdy jest potrzeba – jednym ruchem ręki można go rozpiąć. Jestem zdania, że to jeden z praktyczniejszych aspektów tego modelu.

Kurtka została wykonana z doskonałej jakości membrany Gore-Tex Paclite, dzięki temu cechuje się całkowitą wodoodpornością przy zachowaniu dobrej oddychalności. Ponieważ jest to jeden z najlżejszych i najbardziej miękkich w dotyku rodzajów Gore-Texu cała kurtka w rozmiarze S waży dokładnie 324 gramy – co moim zdaniem jest jej ogromnym atutem. Podobnie zresztą jak to, że można ją skompresować w plecaku do naprawdę bardzo niewielkich rozmiarów (w przybliżeniu kwadrat wielkości grubego zeszytu A5). To dlatego można ją zabrać zawsze ze sobą na tzw. „wszelki wypadek” – nie będzie ani nadmiernie ciążyła, ani też nie zajmie miejsca w bagażu. Sam materiał zewnętrzny jest miły w dotyku i czuć po nim, że jest to towar wysokiej jakości. Dla zwiększenia wodoodporności wszystkie szwy zostały laminowane (co widać patrząc na kurtkę od strony wewnętrznej).

Knife Edge Ridge to z jednej strony stosunkowo minimalistyczny model – nie ma tu zbędnych wodotrysków, każdy element wydaje się być dokładnie przemyślany. Z drugiej jednak jest to pełnowartościowa, całoroczna kurtka zaprojektowana do wymagającego użytku podczas turystyki górskiej. Posiada wszystko to, co powinna a Gore-Tex Paclite dopełnia dzieło. Marmot Knife Edge Ridge to kompletna propozycja dla osób, które nie lubią kompromisów.

Osobiście używałem jak do tej pory kurtki od wczesnej jesieni do wiosny. Gdy było stosunkowo ciepło zakładałem ją bezpośrednio na koszulkę bądź bieliznę termoaktywną, gdy zaś śnieg i mróz spowiły nasz kraj – dodawałem po prostu jakiś ciepły midlayer (polar/stretch/puch). Kurtka podczas wyjść w góry spisuje się po prostu rewelacyjnie. Jak do tej pory nie miałem drugiej kurtki, w której tak dobrze czuję się podczas podejść (mam tendencję do nadmiernego pocenia się). Jasne, kurtka nie jest antyperspirantem, ale wentylacja pod pachami i zalety materiału GTX sprawiają, że pot stosunkowo szybko jest transportowany na zewnątrz kurtki. Ten model jest idealny jeśli szukamy kurtki przeciwdeszczowej/przeciwwiatrowej, do całorocznego użytku lub też do wykorzystania w sytuacjach załamania pogody w górach. Tak jak wspominałem – nie zajmuje dużo miejsca w bagażu i jest lekka. Zapewnia znakomitą ochronę nawet w bardzo trudnych warunkach. Wędrowałem w niej po Beskidzie Sądeckim, Śląskim, Małym i Żywieckim. Kilkakrotnie brałem ją również jako kurtkę przeciwdeszczową do miasta – była ze mną w Mediolanie, gdy leciałem na EA7 Milano Marathon.

Jak do tej pory zauważyłem jedynie niewielkie mankamenty, które są głównie spowodowane technicznym zacięciem tego modelu. Myślę, że Knife Edge to kurtka, która podobnie jak mój wspominany na początku tekstu softshell będzie mi towarzyszyła przez wiele lat. Łączy w sobie to, co lubię najbardziej – przemyślane rozwiązania i brak kompromisów. Jeśli szukasz kurtki, która przez cały rok będzie z Tobą – to dobrze trafiłeś.

Niestety, jak większość markowych produktów z Gore-Tex również ta kurtka nie należy do tanich – trzeba liczyć się z kosztem ok. 1000 złotych (chyba, że dobrze poszperacie w necie), i tak jest to moim zdaniem kwota, którą warto wydać na tak świetny produkt!

Ocena: 5-

Autorzy zdjęć z eventu ISPO Academy 2017: Małgorzata Schiffers i Dominik Pabis. Zdjęcia pochodzą ze strony: www.ispoacademy.pl

Translate »