FENIX Czołówka HL10

FENIX Czołówka HL10

            Po raz kolejny dzięki uprzejmości firmy Kolba.pl miałem możliwość przetestowania jednego z najnowszych dzieci chińskiej marki Fenix – ultraminimalistyczej czołówki HL10. O samej marce nie będę się po raz kolejny rozpisywał. Fakt faktem, że każdy z produktów jakie testowałem potrafił mnie zaskoczyć i sprawić, że z miejsca przekonywałem się do danego modelu. Chyba to może służyć jako najlepsza rekomendacja.

            Jeśli chodzi o bardzo małe latarki awaryjne, które są zasilane jedną baterią to do tej pory miałem do czynienia z Black Diamond Ion, która sprawowała się całkiem nieźle, niestety miała jeden – dość spory mankament – zasilanie niezbyt tanią oraz trudnodostępną baterią 6V. Inną minimalistyczną konstrukcją jaką miałem w ręce był także produkt Fenixa – czołówka HL21, która była naprawdę świetna i jedyne co pamiętam to to, że momentami bałem się o plastikowy dyfuzor. Teraz, po kilku miesiącach testowania HL10 (i kilku mniej lub bardziej ciekawych przygodach) już na wstępie mogę powiedzieć, że przytoczone przeze mnie modele bije na głowę – wszechstronnością i możliwościami. Ale po kolei.

            Chcąc w odpowiedni i możliwie przejrzysty sposób opisać ten model, chciałbym zacząć od samego źródła światła. Chodzi o to, że sama latareczka jest niewielkim, czarnym urządzeniem o kształcie przypominającym walec. Jego długość to zaledwie 7cm. Latarka posiada na bocznej stronie diodę Cree XP-E LED, która jest zabezpieczona szybką, a także lekko wystającymi bokami, które zwiększają jej odporność na uszkodzenia mechaniczne. Po lewej stronie znajduje się przycisk (jeden, jedyny). Jak na wielkość całego urządzenia całkiem spory i dość wygodny (gumowany) – można go obsługiwać także w niezbyt grubych rękawiczkach, czy w mokrych dłoniach – nie ma problemu. Obok diody na najwęższej części walca znajduje się napis Fenix HL10. Końcówka natomiast jest odkręcana i stanowi źródło zasilania – to w niej mieści się jedna bateryjka AAA, która odpowiada za działanie całego sprzętu. Warto podkreślić, że gwint jest ponadto uszczelniony gumowym o-ringiem, który zapewnia dodatkową ochronę przed wilgocią i wodą. Inżynierowie marki Fenix, nie zapomnieli nawet o tym, by odkręcany element posiadał dziurkę, dzięki której za pośrednictwem kawałka sznureczka czy innego materiału, jesteśmy w stanie nosić HL10 po prostu przy kluczach jako światło awaryjne (w skrajnych przypadkach ktoś mógłby ją nawet dopiąć do swojego i-Phone`a). Cała konstrukcja jest bardzo zwarta, wyprodukowana z aluminium zabezpieczonego powłoką HAIII. Robi naprawdę bardzo dobre wrażenie. Taka mini latareczka ręczna jest bardzo pomocna gdy chcemy np. wyjść na zewnątrz schroniska, żeby się przewietrzyć, poszperać nocą w plecaku, w namiocie – w zasadzie niezależnie od sytuacji. Całość mieści się w zaciśniętej w pięść dłoni tak, że nawet nie wystaje najdrobniejszy element.

            Jednak to nie wszystko – HL10 nie jest tylko latarką ręczną – idealnie sprawdza się jako latarka czołowa. W komplecie otrzymujemy uchwyt do mocowania na głowę. Muszę przyznać, że jest to kolejny element do którego producenci naprawdę podeszli z głową. Uchwyt jest prostokątny, ma ok. 7 cm długości. W większej części został wykonany z tworzywa sztucznego – jedynie samo mocowanie jest metalowe. Wygląda to w ten sposób, że otwiera się transparentno-pomarańczową pokrywkę z napisem Fenix. Pod nią znajduje się mocowanie do którego po prostu wciska się lampkę tak, aby zaskoczyła. O ile samo mocowanie jest bardzo pewne i metalowe – trzyma lampkę w określonej pozycji niezależnie od sytuacji. To wspomniana pomarańczowa pokrywka z czasem może się wyrobić. Już kilkakrotnie musiałem się nieco siłować z nią by puściła i dała się otworzyć, trzeba też trochę uważać by odpowiednio włożyć latarkę do mocowania – inaczej pokrywka się nie zamknie – jest to jednak naprawdę drobny mankament, do którego można się przyzwyczaić. Po zamknięciu pokrywki z latarki wystaje w zasadzie sam element z diodą oraz boczny przycisk – zapewniając pełną funkcjonalność. Na ogromny plus zasługuje to, że mocowanie zostało zaprojektowane w ten sposób, że wiązką światła (diodą) można sterować w górę i w dół w 100 stopniach – dzięki temu w wyraźny sposób zwiększają się możliwości latarki.

            Uchwyt o którym wspomniałem jest (może być) połączony z opaską ściskającą, która odpowiada za trzymanie się czołówki na głowie. W porównaniu z innymi modelami Fenixa z jakimi miałem do czynienia opaska ta jest zdecydowanie ciensza (ma zaledwie ok. 1,5cm kiedy np. HP25 posiada 2,3cm) Jednak do urządzenia o wadze 45g naprawdę nie potrzeba nic innego. Podobnie jak w innych modelach tej marki opaska zaskakuje tym, że jest bardzo wygodna – nieźle zatrzymuje pot z czoła i nie uwiera nawet będąc przez dłuższy czas na głowie. Jest regulowana w bardzo prosty sposób za pomocą plastikowego ściągacza, który trzyma bardzo pewnie. Nawet podczas wzmożonej aktywności (bieganie, jazda na rowerze itp.) HL10 trzyma się pewnie na głowie – nie zdarzyło mi się, bym musiał chociaż raz ją poprawiać w trakcie treningów. Jeśli chodzi o kolorystykę to pasek został utrzymany w kolorach marki – jest szarny z czarno-żółtymi wstawkami i nazwą marki.

            Jeśli chodzi o wygląd to w zasadzie tyle – HL10 to ultramała (ok. 7cm) latareczka, która waży jedynie 45g. Znaczy to tyle, że nie zajmuje ani miejsca w plecaku ani nie stanowi zbędnego obciążenia – dzięki czemu jest idealna do zabrania w każdej sytuacji. Pytanie tylko co oferuje?

            Bo właśnie – najważniejsze w latarce to to, żeby dobrze świeciła. HL10 posiada trzy tryby świecenia, które są przełączane guzikiem o którym była już mowa (dłuższe przytrzymanie przycisku – włączenie lub wyłączenie latarki, kliknięcia – zmiany trybów pracy. Latarka ponadto posiada przydatną umiejętność – zapamiętuje ostatnio używane ustawienie). Najsłabszy z nich to 3 lumeny – ilość awaryjnego światła chyba w zasadzie wyłącznie po to, by poświecić sobie chcąc trafić w dziurkę od klucza. Na tym trybie latarka na baterii potrafi świecić do 30h. Średni z trybów oferuje 27 lumenów, co jest już bardzo przyzwoitym wynikiem. Dla porównania, wprawdzie tańsza, ale zasilana aż trzema bateriami AAA czołówka Petzl Tikkina 2 posiada moc maksymalną na poziomie 23 lumenów. Tryb średni w zupełności wystarcza do wykonywania większości zadań – podczas trekkingu, spacerów czy w sytuacjach awaryjnych – kiedy zepsuje się samochód czy wyłączą w domu prąd. Na trybie średnim latarka potrafi na bateriach świecić wg producenta 2h i 15 min. W praktyce (był to tryb, które używałem zdecydowanie najczęściej) wytrzymywała nie dłużej niż dwie godziny. Co i tak jak na latarkę zasilaną jedną baterią jest przyzwoitym wynikiem. Niemniej należy mieć świadomość, że takie czasy świecenia sprawiają, że nie jest to latarka do każdego użytku i do każdej aktywności. Chcąc pobiegać nocą po lesie nie chcielibyśmy by w połowie trasy zabrakło nam źródła światła. Raczej należy ją traktować jako światło awaryjne, bądź do krótszego korzystania. Najmocniejszy z trybów oferuje aż 70 lumenów! Jak na tak małe urządzenie jest to naprawdę niespotykana moc. Wg producenta powinna świecić w tym trybie 35min, w praktyce jednak jest to maksymalnie 30min (w temperaturze ok. 15 stopni, przy sporym wietrze). Tryb ten sprawdza się w sytuacjach awaryjnych, gdy potrzebujemy na szybko mocnego źródła światła. Będąc chociażby na wyjeździe w Kamieńcu Podolskim na Ukrainie, gdyby nie ten tryb możliwe, że byłbym stratny o kilka części swojego bagażu, które zostały gdzieś porozrzucane w okolicy ogniska, a ja na szybko musiałem się spakować i iść dalej. To jednak tylko jeden z przykładów użycia najmocniejszego trybu – każdy z pewnością mógłby podać ich o wiele więcej. Przy okazji należy nadmienić, że wiązka światła emitowana przez HL10 jest dość mocno rozproszona. Lampka dzięki temu dobrze oświetla obiekty stosunkowo bliskie ale na sporej szerokości, nie jest jednak urządzeniem, które oświeca punktowo na odległość.

            Wspominałem już o gumowym o-ringu zabezpieczającym przed wodą. Latarka posiada standard wodoodporności na poziomie IPX-8. Znaczy to tyle, że może być całkowicie zanurzona w wodzie. Dzięki temu nie musimy martwić się, że latarka nam się zaleje podczas ulewy czy oberwania chmury.

Być może jestem minimalistą, i z tego względu HL10 zrobiła na mnie takie wrażenie, ale śmiem twierdzić, że nie był to jedyny powód. Latarka Fenixa to po prostu niezwykle sprytne i z rozmysłem zaprojektowane urządzenie, które przyda się absolutnie każdemu. Niska waga i małe gabaryty sprawiają, ze można ją mieć zawsze przy sobie. Oferowane tryby świecenia sprawiają, że latarka jest bardzo wszechstronna i zapewnia naprawdę mocne światło. Czasy pracy na baterii nie są powalające, niemniej należy wziąć pod uwagę, że jest to urządzenie raczej awaryjne i jako takie sprawuje się naprawdę wyśmienicie. Z czystym sumieniem przyznaję latarce Fenix HL10 wyróżnienie Dobry Wybór, gdyż trudno wyobrazić mi sobie kogoś, kto mógłby mieć do niej obiekcie – to po prostu świetny sprzęt!

Ocena: 5-

logo-testyoutdoorowe.pl-DOBRY WYBÓR

Translate »