FENIX Czołówka HP25

FENIX Czołówka HP25

Ktoś mógłby powiedzieć, że czołówki marki Fenix nader często pojawiają się na blogu. Miałby rację – mieliśmy okazję korzystać już z wielu modeli – HL10, HL30 czy HL21. Ponadto testowaliśmy także ultramocną lampę rowerową HP30. Wszystkie z wymienionych przeze mnie źródeł światła otrzymaliśmy do testów od polskiego dystrybutora marki, firmy Kolba. Z testowaną dzisiaj czołówką HP25 jest całkiem inaczej. Marka Fenix od jakiegoś czasu przy wypuszczaniu do sprzedaży kolejnych modeli poszukuje na całym świecie testerów. Wystarczy wypełnić ankietę w języku angielskim i czekać na wyniki. Przy okazji latarki HP25 zostaliśmy wybrani jako jedni z pierwszych osób na świecie ,do przetestowania tego sprzętu. Jest nam z tego powodu niezwykle miło. Muszę przy okazji nadmienić, że kontakt z chińską centralą przebiegał bardzo profesjonalnie i szybko, dzięki czemu już dzisiaj możemy się podzielić swoją opinią na temat tego modelu. Jako pierwsi w Polsce!

Chińska marka Fenix bez wątpienia wiele czasu poświeca na czytanie opinii o potrzebach swoich klientów. Dowodem na to może być właśnie kolejny bardzo udany model czołówki.

Jak możemy dowiedzieć się na stronie polskiego dystrybutora: „Fenix HP25 to najnowszy model w rodzinie oświetlenia czołowego firmy Fenix. Ta nowoczesna latarka posiada zwartą i wytrzymałą konstrukcję, dzięki wzmocnionej obudowie, oraz prosty w obsłudze system zmiany trybów i włączania/wyłączania latarki. HP25 oferuje dwa źródła światła. Obydwa z nich to diody XP-E, z których jedna daje światło rozproszone, a druga skupione. Kolejnym atutem HP25 to zasilanie 4-ema klasycznymi bateriami typu AA 1,5 V, zapewniającymi łączną moc 360 lumenów! Szczelna budowa latarki powoduje, że HP25 spełnia standard wodoodporności IPX-6. Fenix HP25 oferuje 4 tryby światła stałego oraz jeden migający SOS w przypadku diody dającej światło rozproszone, a także 3 tryby światła stałego oraz jeden migający SOS w przypadku diody dającej światło skupione. Latarka wyposażona jest w dwa elastyczne i oddychające paski, umożliwiające pewne trzymanie się czołówki na głowie, a także zasobnik na baterie, znajdujący się z tyłu. Wychylna głowica pozwala dostosować kąt padania światła (do 60 stopni) w zależności od potrzeby użytkownika.”

HP25 fabrycznie jest zapakowana w niewielki kartonik. Z informacji umieszczonych na nim można dowiedzieć się o maksymalnej mocy urządzenia, dystansie, wodoodporności czy też przyjrzeć się tabeli czasów i możliwości świecenia. Szczerze mówiąc mając w ręku opakowanie i oglądając czołówkę, nie spodziewałem się, że tak bardzo spodoba mi się po odpakowaniu. Oprócz czołówki w opakowaniu znajdziemy komplet baterii (4XAA) oraz instrukcję obsługi w języku chińskim, angielskim oraz niemieckim (niestety dostarczona mi do testów latarka nie posiadała polskiej instrukcji. Niemniej jednak nie jest to żadnym poważnym mankamentem – jej obsługa jest na tyle prosta i intuicyjna, że nie potrzebne jest studiowanie jakichkolwiek broszurek. Na marginecie muszę przyznać, że papier nie był najwyższej jakości – przy otwieraniu broszury niestety rozerwałem ją na dwie części. Cóż, tak już bywa. Bardzo ważne, że kluczowe kwestie montażu pasków mocujących na głowę oraz pojemnika na baterie są wyjaśnione obrazkami w nieskomplikowany sposób – dzięki temu każdy, niezależnie od języka w jakim się porozumiewa może korzystać z latarki.

Przejdźmy jednak do tego co najważniejsze, czyli samej lampy. Latarka ma kształt zbliżony do prostokątu. Jej konstrukcja opiera się na dwóch, umieszczonych obok siebie diod (jednej zapewniającej światło punktowe i drugiej zapewniającej światło rozproszone). Dookoła nich umieszczono wstawkę z żółtego tworzywa sztucznego – co stanowi dodatkową ochronę całej latarki. Diody choć dość spore posiadają dla bezpieczeństwa około milimetrowe pierścienie, które gwarantują, że nie porysujemy osłonki diody. Nieco nad diodami, w centralnym punkcie na wspomnianym żółtym wzmocnieniu znajduje się nazwa marki – Fenix. Muszę przyznać, że materiał użyty do produkcji tego elementu jest naprawdę dobrej jakości. Mimo tego, że latarka często wędruje wraz z wieloma innymi rzeczami w plecaku nie widać absolutnie żadnych zarysowań na obudowie.

Pod diodami znajduje się małe logo, które jest jednocześnie ostrzeżeniem przed poparzeniem (przy długotrwałym użytkowaniu diody mogą się nagrzewać). W lewym dolnym rogu znajduje się wyjście kabla, który biegnie do pojemnika na baterie.

Górna część latarki to dwa przyciski – tylko tyle wystarcza by obsługiwać to urządzenie. Na uwagę zasługuje fakt, że nad nimi znajduje się niewielki prostokątny element plastiku (także z nazwą marki), który minimalizuje możliwość samoczynnego włączenia latarki (co mogłoby doprowadzić do wyczerpania naszych baterii) – jest to bardzo praktyczne a przy tym proste rozwiązanie. Niemniej jednak dzięki niemu, chcąc latarkę włączyć jesteśmy zmuszeni wykonać dodatkowy ruch, minimalnie odchylić ją w dół. Nie jest to jednak specjalnie kłopotliwe.

Oba przyciski są gumowane, owalne i posiadają rysunki, które jednoznacznie wskazują na to, który jaką diodę obsługuje – przydaje się to zwłaszcza, jeśli korzystamy z latarki po raz pierwszy i nie jesteśmy zaznajomieni z jej obsługą. Warto podkreślić, że przyciski są na tyle duże nie trzeba ich wyszukiwać ręką. Ponadto dzięki temu, że są gumowane można je z powodzeniem obsługiwać w wilgotnych dłoniach czy cienkich rękawiczkach.

Nachylenie wiązki światła można regulować w pionie – HP25 pozwala na regulację w aż 60 stopniach, jest to tak szeroki zakres, że sprawdza się w każdej sytuacji.

Ogólnie rzecz ujmując element świetlny jest bardzo zwarty i kompaktowy. Nie ma tu miejsca na niepotrzebne ozdobniki, wszystko jest dokładnie przemyślane. Może właśnie z tego względu produkt ten od pewnego momentu zaczął mi się coraz bardziej podobać.

Jak zwykle w produktach marki Fenix na uwagę zasługują paski mocujące. Ze względu na swoje gabaryty i wagę HP25 została wyposażona w pasek okalający głowę, oraz dodatkowy pasek górny. Wszystkie z nich są utrzymane w kolorystyce marki – szare z żółtymi i czarnymi akcentami (oraz logiem). Są naprawdę miłe w dotyku i nawet podczas wielogodzinnego użytkowania nie powodują dyskomfortu. Przy okazji całkiem nieźle oddychają i bardzo pewnie trzymają latarkę w odpowiednim miejscu. Regulacja także przbiega bez żadnych komplikacji – po prostu pierwsza klasa.

Przewód zasilający jest poprowadzony po jednym z pasków. Przymocowany jest za pomocą dwóch zaczepów na gumę. Ponadto trzeba nadmienić, że świetnym rozwiązaniem było zastosowanie przewodu z elementem spiralnym – dzięki czemu można nieco modyfikować długość samego przewodu. Ma to szczególne zastosowanie, jeśli chcemy np. schować pojemnik na baterie pod ubraniem (przykładowo przy bardzo srogim mrozie), aby wydlużyć ich żywotność – bardzo przemyślane rozwiązanie.

Warto kilka słów poświęcić pojemnikowi na baterie. Szczerze mówiąc osobiście nie przepadam za korzystaniem z dużych czołówek z osobnym pojemnikiem. W większości zastosowań, gdzie potrzebuję dodatkowego źródła światła w zupełności wystarczają mi małe kieszonkowe czołówki jak Fenix HL10 (rewelacja!) czy nawet Petzl Tikkina 2 (wożę zawsze w samochodzie). Pojemnik na baterie stanowi dodatkowy balast, którego nie lubię. Dzięki niemu latarka nie nadaje się np. do biegania, gorzej jeździ się z nią na rowerze. Ma oczywiście inne plusy – czasy świecenia oraz oferowaną moc. I tym samym w zastosowaniach bardziej profesjonalnych oczywiście wygrywa w przedbiegach. Posiadam latarkę polskiej marki MacTronic z pojemnikiem z tyłu i niestety ale nie jestem z niego do końca zadowolony. Co innego pojemnik z Fenixa. Pojemnik od zewnątrz ma kształt kwadratu. Jest czasrny, jedynie środkowy okrąg z logiem marki jest szary. W bardzo praktyczny sposób został zaprojektowany. Od dołu posiada czarną, dużą i łatwą w użyciu nakrętkę, odkręcając ją z drugiej strony wyciągamy miejsce na baterie wraz z przewodem. Dzięki nakrętce pojemnik zdecydowanie zyskuje na wodoszczelności (górny element jest dodatkowo zabezpieczony gumowym o-ringiem). Miejsce na baterie jest transparente, z otworami ułatwiającymi wyjęcie baterii. Od spodniej części znajdują się rysunki przedstawiające w jaki sposób odpowiednio włożyć baterie (+/-). Dolna część to metalowa wypustka w którą wchodzi śruba podczas zamykania pojemnika. Jedyne do czego mógłbym się może lekko przyczepić, to fakt, że niestety pojemnik ten (w przeciwieństwie np. do wspominanego przed momentem MacTronica Trinity) nie posiada na obudowie pojemnika czerwonej diody. Dzięki niej zawsze czułem się bezpieczniej idąc chociażby nocą po lesie.

Ogólnie jednak trzeba przyznać, że HP25 jest bardzo zmyślną konstrukcją. Jej wymiary to: 76×55,7×31,5mm(latarki), pojemnik na baterie posiada wymiary: 88,8×55,7×31,5mm. Waga całości to 183g (bez baterii) a z bateriami dokładnie 280g. Nie jest to może waga piórkowa, ale za oferowane osiągi trzeba przyznać, że całkiem przyzwoita.

Na uwagę zasługuje także to, że całość posiada standard wodoodporności IPX-6: „Ochrona przed wystawieniem na bardzo intensywny kontakt z wodą. Strumienie docierają pod wszelkimi kątami z dysz o średnicy 12.5mm. Woda pod ciśnieniem 100kN/m2 o natężeniu 100L/min przez 3 minuty dociera z odległości 3 metrów.” Dzięki temu nie musimy przejmować się, że czołówka ulegnie awarii podczas załamania pogody czy jeśli wpadnie nam do kałuży. Dla sprawdzenia włączoną czołówkę wrzuciłem do wiadra z wodą ze studni, po kilku minutach ją wyjąłem – dalej świecącą tak samo. Ponadto wzmocniona konstrukcja sprawia, że czołówka wytrzymuje upadki z wysokości jednego metra. Może to nie dużo, ale dzięki temu nie musimy specjalnie przejmować się gdy przypadkiem ją upuścimy lub rzucimy plecakiem.

Tak jak wspominałem latarka jest zaopatrzona w dwie diody Cree XP-E LED o długości życia 50,000 godzin. Jedna z nich daje światło rozproszone a druga punktowe. Maksymalna moc latarki to aż 360 lumenów (każda z diod ma moc maksymalnie 180 lumenów) a dystans to dokładnie 153m. Już te osiągi powinny sprawić, by zainteresować się najnowszym modelem Fenixa. Warto podkreślić, że każda z diod jest sterowana niezależnie od drugiej, dlatego też możliwości świecenia jest naprawdę bardzo wiele – za to naprawdę należy się ogromny plus dla firmy. Każdy przycisk obsługuje jedną diodę. Dzięki takiemu rozwiązaniu latarka jest nie tylko bardzo prosta w obsłudze ale także bardzo wszechstronna. Możemy ustawić sobie np. 45 lumenów światła rozproszonego i 90 lumenową wiązkę punktową. Dzięki temu niezależnie od tego, do czego będziemy wykorzystywać latarkę bez wątpienia spełni ona nasze wymagania. Dioda rozpraszająca działa w czterech trybach (Low, Mid, High i Turbo). Najsłabszy z nich oferuje 4 lumeny natomiast najmocniejszy aż 180. Podobnie jest z diodą punktową jednakże tu występują trzy tryby (Low, Mid, High) – odpowiednio, 45, 90 i 180 lumenów, oraz dodatkowo tryb SOS (migający sygnał). Warto także wspomnieć o tym, że latarka zapamiętuje ostatnio użyty tryb i po ponownym włączeniu uruchamia go automatycznie – to także jest bardzo praktycznym rozwiązaniem.

Czasy pracy HP25 zależą od zastosowanego zasilania i mogą się nieco różnić. W zasadzie dużo zależy tutaj od użytkowania i możliwości samej latarki. Osobiście podczas testów stosowałem baterie alkaliczne. Na włączonym najmocniejszym trybie przy użyciu baterii alkalicznych w temperaturze pokojowej baterie wyczerpały się dokładnie po 3 godzinach i 49 minutach. Warto zaznaczyć, że zależnie od poziomu naładowania baterii diody samoczynnie przestawiają się na słabszy tryb świecenia. Dzięki temu nie ma możliwości, że z sekundy na sekundę zostaniemy bez jakiegokolwiek źródła światła. Najniższy tryb na którym działa latarka to wspomniane już cztery lumeny światła rozproszonego – wg tabeli producenta latarka powinna działać wtedy ok. 220h (na bateriach alkalicznych). Ktoś mógłby się doczepić do faktu, że przy projektowaniu HP25 nie wpadnięto na pomysł użycia mocniejszego źródła zasilania. Niemniej jednak osobiście uważam, że zastosowanie tradycyjnych baterii AA (lub akumulatorów) jest zdecydowanie korzystniejsze. Głównie dlatego, że są ogólnodostępne. Jeśli podczas dłuższej wycieczki przyjdzie nam szukać nowych baterii, AA znajdziemy bez problemu w każdym przydrożnym kiosku, w sklepie czy na stacji benzynowej. Innych źródeł zasilania niekoniecznie.

Do HP25 na pewno jeszcze wrócę – bo dłuższym czasie korzystania z niej. Na razie niech moja opinia będzie stanowić wstęp do bardziej dokładnej, późniejszej analizy. HP25 to niezwykle wszechstronna latarka czołowa. Do jej głównych zalet należą dwie, niezależnie sterowane diody o łącznej mocy sięgającej 260 lumenów oraz dystansie 153 metrów. Także długości działania na bateriach są więcej niż zadowalające. Jeśli ktoś szuka wszechstronnej latarki czołówej, która sprawdzi się w każdej sytuacji a bardziej zależy mu na doskonałych osiągach niż „kieszonkowości” to HP25 jest dla niego idealnym wyborem. Świetne, wykonanie, dobrej jakości materiały oraz drobne akcenty ułatwiające obsługę sprawiają, że jest to sprzęt najwyższej jakości. Oczywiście można doczepić się do kilku drobnych szczegółów niemniej jednak nie mają one większego znaczenia  patrząc na plusy tego sprzętu. Niemniej warto pamiętać o tym, by dobierać czołówkę zgodnie ze swoimi upodobaniami i potrzebami – na pewno nie jest to latarka przykładowo dla biegacza. Trzeba też pamiętać, że nie jest to najtańszy produkt na rynku – cena detaliczna to 349zł. Na pewno jednak są to dobrze wydane pieniądze.

Ocena: 5-

logo-testyoutdoorowe.pl-DOBRY WYBÓR

  • Logo

    Przedwczoraj rano zamówiłem przez internet HP 25. Dostawa była następnego dnia po południu – czyli szybko. Zapakowana była porządnie w folie z bąbelkami. Aktualnie jestem po wstępnych domowych i polowych testach czołówki i muszę powiedzieć, że wypadają bardzo obiecująco. Dotychczas używałem PETZLA MYO RXP (140 lumenów) i jest ogromna różnica w stosunku do RXP. Dioda ze światłem rozproszonym daje okrąg światła szerszy, dużo jaśniejszy i bardziej równomiernie rozproszony, co myślałem, że nie jest już możliwe. Szperacz daje 2-3 razy bardziej skupione światło niż szperacz RXP i tyle samo bardziej intensywne. Połączenie maksymalnego światła z obu diod daje bardzo przyzwoite oświetlenie tuż pod nogami jak i bardzo daleko – dzięki szperaczowi. Minusem tej czołówki jest to samo co w RXP tylko w mniejszym stopniu tzn. przy prawie pełnym (około 70% lub większym) wychyleniu jej tak aby świecić sobie pod nogi zaczyna trochę oślepiać. Jest to zjawisko jednak znacznie mniejsze niż w RXP z opuszczoną szybką. Co do czasów długości swiecenia to są one o jakieś 15-20% mniejsze niż podaje producent. Test robiłem podczas świecenia obu diod włączonych na maksimum (180 lumenów) na Eneloopach 2000mAh Ni-MH. Producent podaje czasy pracy dla akumulatorków 2500mAh Ni-MH ale po przeliczeniu pojemności taki właśnie wyszedł mi wynik. Generalnie sprzęt zapowiada się bardzo obiecująco i po jakimś czasie postaram się dopisać jakąś jeszcze opinie.

    • Piotr Szałaśny

      I jak wrażenia z dłuższego korzystania z HP25? 🙂

Translate »